Nie chodzi o to, czy masz orli nos, czy spiczastą brodę. Idzie o to, do czego się nadajesz. Urzędy pracy profilują bezrobotnych. Tym razem mnie
Nie tak łatwo zostać bezrobotnym. Ok, szef mówi, że dziękuje za współpracę, ale to za mało, by mówić o sobie tak, jak blisko cztery tysiące innych mieszkańców powiatu złotowskiego - bezrobotny. Najpierw trzeba się zarejestrować. Brzmi prosto, ale wcale takie nie jest.
Pośredniak milczy godziną jedenastą. Na korytarzu w kształcie litery L krząta się kilka osób. Panie z ogrodnictwa ustalają, na którą miały przyjść. Na rogu stoi młody mężczyzna odgrodzony od 30-stopniowego upału polarowym dresem. Wszyscy na coś czekają. Ja pod „6”. Po dziesięciu minutach spędzonych na długiej, miękkiej pufie zauważam, że tylko ja oferuję urzędnikom samego siebie. Większość klientów biega z papierami w dłoniach. Od uśmiechniętej recepcjonistki dowiaduję się, że muszę dostarczyć dowody kursów, szkoleń i świadectwa na co tylko tam mam. Pierwszego dnia bezrobotnym się nie zostaje.
Człowiekowi nie przepuści
W czwartek stawiam się w pośredniaku o 8.20. Z papierami w dłoni i z mocnym postanowieniem zostania bezrobotnym melduję się pod dobrze znanym numerem. Pierwszy sukces – po dwóch minutach jestem w środku. Urzędniczka, młoda, z ufnym spojrzeniem i cieniem uśmiechu na twarzy, pyta, co się zmieniło od ostatniego razu. Hmm. Trzy i pół roku pracowałem tu..., cztery tutaj... Stop. Papiery. Zaświadczenia, świadectwa, potwierdzenia. Pokazać. Rymowałoby się z „nie gadać”.
[[reklama]]
Okazuje się, że brakuje mi zaświadczenia o zamknięciu działalności gospodarczej. Mina mi rzednie. Nadzieja, że potrzebne informacje z lekka uśmiechnięta pani znajdzie na stronie CEIDG (Centralna Ewidencja Informacji Działalności Gospodarczej) szybko pierzcha. Pani nie może wejść na stronę. Coś się zawiesiło. Spróbować w domu. Wrócić z papierem. Inaczej system nie przyjmie.
Po powrocie do siebie odpalam stronę CEIDG. Działa bez zarzutu.
Ktoś tu kręci
Podejście trzecie. Papierkologię mam za sobą i jestem gotowy na spotkanie z pośredniczką pracy. Trafiam do tej, która zajmuje się osobami na literę O. Jeszcze nie wiem, że dzięki tej miłej pani w okularach nie raz złożę usta w kształt tej pięknej litery.
Z ciekawości pytam, co trzeba zrobić, by móc mówić innym, do czego się nadają. Wystartować w konkursie. I już? No i trzeba mieć studia wyższe. Kurczę, to nie jest źle. W razie czego zostanę pośrednikiem...
Ale wróćmy do profilowania, bo tak nazywa się to, co zamierza zrobić ze mną pani urzędniczka. Owo profilowanie polega na zadawaniu pytań. Mówić trzeba jak w sądzie. Dla własnego dobra - prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Bycie szczerym przyrzekam sobie w duchu (przysięgi trudno dochować, gdy pani pyta o znajomość języków – naciągnąłem prawdę z tym niemieckim w piśmie, proszę wybaczyć Pani Profesor). Wiek, wykształcenie, czas bez pracy... Na razie nuda. Nawet stopień niepełnosprawności mnie nie rusza. Przyczyny utrudniające podjęcie pracy? Tu w odpowiedzi muszę zacytować klasyka: „W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. Pani tego nie mówię. Może coś dla mnie znajdzie.
[[reklama]]
Co my tam mamy dalej? Czy w najbliższym czasie samodzielnie znajdzie pan pracę? Zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze odczytałem napis nad budynkiem, w którym jestem...
Co jest głównym powodem pana rejestracji w urzędzie pracy? Tu robię pierwsze „O”. O kurczę, kto wymyślił te pytania? Szukam pracy – nie daję się zbić z tropu, ale już wiem, że łatwo nie będzie. Kolejny strzał: Mając do wyboru podjęcie pracy za minimalne wynagrodzenie lub pozostawanie bez pracy, co by pan wybrał? „O”! „O”!
Nie wiem, czy Nosel z Radia Zet macza w tym palce, ale ze mną łatwo mu nie pójdzie. Pracę – odpowiadam najpewniej jak potrafię.
To od kiedy może pan podjąć pracę? Choćby zaraz. Nie ma. Czego? Pracy nie ma.
Jak coś jest do wszystkiego...
Po przebrnięciu przez dwadzieścia, mniej lub bardziej podchwytliwych, pytań już wiem, że za mało kłamałem. Gdybym więcej bajdurzył, byłbym w pierwszej klasie. A tak, za karę, urzędniczka, patrząc znad okularów, daje mi II profil pomocy. Na kartce formatu A5 wymienione są „instrumenty rynku pracy”, większość opatrzona numerami artykułów ustawy. Jest ich dwadzieścia dziewięć. Od staży (jestem za stary i już pracowałem), po sfinansowanie studiów podyplomowych (pani mówi, że też się nie załapię). To co mogę robić? Urzędniczka, z tym samym uśmiechem co na początku, drukuje mi trzy strony ofert pracy. Ale tu nie ma nic dla mnie, mówię niczym przytaczany wyżej Ferdynand Kiepski. No nie ma – słyszę.
Przerywając chwilę ciszy poświęconą pewnie patrzeniu na moje „O” pani pośrednik umawia mnie na następną wizytę. Za sześćdziesiąt dni, czyli 22 września. A co mam robić w tym czasie? - pytam naiwnie. Szukać pracy.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze