Kiedy upadł na boisku, nie wiedział jeszcze, że będzie to tak ciężka kontuzja. Zerwane więzadło odebrało mu możliwość gry. Teraz 20-latek walczy o zdrowie i o powrót na boisko

Piłkarską pasję rozbudziła w nim babcia, to ona kupiła mu pierwszą piłkę, za którą godzinami biegał po boisku. Pochodzący z Nowin Kacper na dobre przygodę z piłką nożną rozpoczął w wieku 8 lat, pod okiem trenera Adama Ziółkowskiego, swojego ówczesnego wuefisty w Szkole Podstawowej nr 2 i właściciela Akademii Piłkarskiej Fair Play w Złotowie. W żółtym trykocie Kacper występował aż do 8 klasy, gdzie wraz kolegami w kategorii młodzik awansowali nawet do ligi wojewódzkiej. Młody talent szybko został dostrzeżony i tak chłopak trafił do Wronek, do juniorskiego zespołu Błękitnych.
- Słyszałem dużo dobrego o tym klubie, poza tym znałem tam kilka osób, więc czułem się spokojniej i bezpieczniej, bo wiedziałem, że nie będę tam sam. Rodzice też zawsze mnie wspierali, mówili, że jeśli chcę się rozwijać, to muszę wyjechać ze Złotowa. I tak zdecydowałem się na opuszczenie rodzinnego gniazda – opowiada 20-latek, który we Wronkach miał okazję grać m.in. w towarzystwie swoich przyjaciół Miłosza Toczka, Jakuba Rendzio czy Oskara Aleksiewicza. Po awansie do Centralnej Ligi Juniorów ze swoją drużyną, dzięki dobrej postawie zaczął dostawać powołania do drużyny seniorskiej. Już w pierwszym meczu w V Lidze strzelił Leśnikowi Margonin dwie bramki, sezon zakończył z ośmioma zdobytymi golami, co nie umknęło uwadze piłkarskich skautów. Po strzeleniu trzech bramek Pogoni Łobżenica, Kacper podpisał swój pierwszy kontrakt menedżerski. Od teraz miał zacząć profesjonalne granie.
W trzeciej klasie liceum pojawiła się dla Kacpra szansa na testy w trzecioligowej Gedanii Gdańsk.
- Nie byłem przekonany, że uda mi się przebić, ale wierzyłem w swoje możliwości. Gdańsk to bardzo ładne miasto, miałem też stamtąd dziewczynę, więc postanowiłem spróbować swoich sił – opisuje złotowianin, który najpierw trafił na testy do drużyny juniorów Lechii Gdańsk. Tego samego dnia pojawił się też na test meczu w Gedanii, a po dwóch tygodniach zadzwonił telefon z zaproszeniem na pierwszy trening do najstarszego polskiego klubu piłkarskiego działającego w Gdańsku.
- Myślałem, że od tego momentu wszystko zacznie się układać, a w rzeczywistości wszystko się posypało. Borykałem się wtedy z urazem i po treningu wysłali mnie do fizjoterapeuty. Na szczęście po jego zabiegach udało mi się wrócić do formy. Przez pół sezonu dobrze się to zapowiadało, dostawałem pierwsze minuty, chociaż nie grałem niestety na swojej pozycji – wspomina Kacper, który od dziecka widział siebie zawsze w środku pola, ale w Gedanii trafił na lewe wahadło.
- Na początku ciężko mi się było przestawić, z czasem jednak szło to coraz lepiej. Do momentu kiedy w listopadzie nie wróciliśmy na sztuczną murawę. Wtedy znowu pojawił się ból kolana. Niestety nie widziałem, żeby klub był zainteresowany wyleczeniem mojej kontuzji do końca. Poczułem się zbagatelizowany, nie zrobili mi żadnych dokładniejszych badań, mało trenowałem – ubolewa 20-latek, który w marcu 2023 roku trafił do drugiej drużyny. Występów w rezerwach Gedanii nie wspomina jednak najlepiej. Zaczął rozglądać się za nowymi możliwościami i tak trafił na treningi do złotowskiej Sparty. Po dwóch miesiącach otrzymał propozycję dołączenia do zespołu i powrotu do pełnej sprawności w rozgrywkach klasy okręgowej.

fot. Fotobzik Natalia Wrzeszcz
- Pomyślałem, że to dobry pomysł, żeby w Złotowie nabrać rytmu meczowego i ogrania. Podpisaliśmy wstępne porozumienie i wtedy odezwał się mój pierwszy trener, czyli Adam Ziółkowski, proponując mi grę w Pogoni Łobżenica, która wywalczyła awans do IV Ligi. Postanowiłem do nich dołączyć i chociaż trener Ankudowicz był na mnie trochę zły, to rozumiał, że dla mnie najbardziej liczy się rozwój i zbieranie doświadczeń w jak najwyższej lidze – podkreśla Kacper, który w żółtoczerwonych barwach grał na wypożyczeniu przez okrągły rok.
- Miałem dobre nastawienie, w Łobżenicy mieliśmy fajny zespół, świetnych kibiców – wspomina złotowianin. Optymizmem napawała też wygrana ze spadkowiczem z z III ligi - Jarotą Jarocin. Dalsza część sezonu okazała się jednak dla Pogoni dużo mniej udana. Kacper rozegrał w niej około piętnastu meczów, ostatni w marcu 2024 roku. To właśnie wtedy jego świat legł w gruzach.
Pucharowe spotkanie z Kotwicą Kórnik śni mu się czasem po nocach.
- Gdy gra zbliżała się już ku końcowi, podano mi piłkę. To była moja chwila, wiedziałem, że wiele ode mnie zależy. Niestety w pewnym momencie, poczułem silne uderzenie w plecy. To sprawiło, że upadłem całym swoim ciężarem na kolano. Nie wiedziałem wtedy, co mnie czeka. Wydawało mi się, że to zwykły uraz, do jakich dochodzi często w czasie gry w piłkę nożną, jednak rzeczywistość okazała się znacznie gorsza – przyznaje Kacper.
- Przez dwa dni nie mogłem zgiąć nogi, po tygodniu kolano zaczęło puchnąć i sinieć, a ból stawał się coraz silniejszy. Moje ruchy były coraz bardziej ograniczone, a przy każdym kroku towarzyszył mi lęk, że lekki uraz może okazać się czymś poważniejszym – wraca pamięcią zawodnik Sparty Złotów. Po pewnym czasie, gdy ból stawał się coraz bardziej uciążliwy, pojechał na rezonans magnetyczny. Wtedy usłyszał druzgocącą dla piłkarza diagnozę – zerwane więzadło krzyżowe tylne. Dowiedział się, że nieoperowana kontuzja w dalszej perspektywie może poskutkować nawet życiem na wózku inwalidzkim.
- Kiedy wyszedłem z gabinetu, popłakałem się jak dziecko, dopiero wtedy dotarło do mnie, co tak naprawdę się stało. To chyba najgorsza rzecz, jaka może spotkać sportowca. W Polsce jest zaledwie 10 specjalistów, którzy mogą się podjąć czekającej mnie operacji ortopedycznej – wzrusza bezradnie ramionami. To jego jedyna szansą na powrót do pełni zdrowia.
- Niestety, jej koszt znacznie przekracza moje możliwości finansowe. Dla mnie to nie jest tylko operacja, to moja nadzieja na powrót do dyscypliny, którą kocham. Bez wsparcia, ta droga może okazać się zbyt długa i wyboista, abym kiedykolwiek mógł przez nią przejść o własnych siłach.
- Gra w piłkę przynosi mi siłę, radość i nadaje sens. Bez niej moje życie byłoby puste. Zawsze cieszyłem się, że omijają mnie cięższe kontuzje i nie potrafiłem sobie wyobrazić, co bym zrobił, gdyby coś takiego mi się przytrafiło. Moje życie bez piłki nie ma sensu, to coś, co nie tylko daje mi satysfakcję, ale też uspokaja, pozwala zapomnieć o problemach. Z powodu kontuzji moje życie nagle się zatrzymało, a o tym, co najbardziej kocham, mogę sobie w tej chwili jedynie powspominać – wzdycha Kacper.
Na początku września ruszyła zbiórka funduszy na operację ortopedyczną. Do tej pory udało się uzbierać około 9 tys. zł, czyli 1/3 potrzebnej kwoty.
- Każda złotówka przybliża mnie do dnia, w którym znów będę mógł stanąć na murawie, bez bólu i cierpienia. To nie jest tylko moje marzenie, to walka o to, by cieszyć się każdą chwilą spędzoną na boisku bez ograniczeń. Dziękuję za każdą pomoc i wsparcie. Wierzę, że razem możemy pokonać tę przeszkodę i sprawić, że ból ustąpi, a ja znów będę mógł wrócić na boisko – mówi z nadzieją Kacper, który na co dzień pracuje na kasie w sklepie odzieżowym. Tyle ile może odkłada ze skromnej pensji na operację. W sezonie 2024/25 Kacper jest zawodnikiem Hydropex Sparta Złotów, ale dzień, w którym będzie mógł wrócić do treningów, to na razie tylko spekulacje.
- Z utęsknieniem czekam na powrót do zdrowia i na dzień, w którym strzelę swoją pierwszą bramkę w barwach Sparty. To jest teraz moje największe marzenie, żeby wrócić do pełni sił i pokazać serduszko moim rodzicom, babci i dziewczynie – podkreśla 20-latek. Jeśli chcielibyście wesprzeć marzenie Kacpra, możecie to zrobić pod poniższym linkiem.
https://www.siepomaga.pl/kacper-czaja
Leszek Chełmowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wszystko rozumiem, ale to nie klub powinien płacić za takie operacje?
Kacper Czaja - Kacpra Czai
Wszystko rozumiem, ale to nie klub powinien płacić za takie operacje?
Kacper Czaja - Kacpra Czai