Reklama

Jest koń, musi być łąka

25/03/2013 00:00
- Burmistrz Piotr Wojtiuk stawia siebie ponad prawem - uważa Zbigniew Koczenasz

Sporą część czwartkowego, wspólnego posiedzenia komisji stałych Rady Gminy Jastrowie ich członkowie poświęcili omówieniu skargi na działalność burmistrza, która 12 lutego wpłynęła do urzędu. Jej autor, Zbigniew Koczenasz, precyzuje w piśmie przedmiot sprawy – odrzucenie wniosku dotyczącego przedłużenia dzierżawy działki, dotychczas użytkowanej przez mężczyznę. „W styczniu 2013 r. wspólnie z żoną złożyliśmy wniosek o przedłużenie dzierżawy łąki o powierzchni 0,4 ha położonej w Nadarzycach na dawnych gruntach szkolnych, skomunalizowanych w 1996 r.” – skarżący naświetla sprawę. „Korzystaliśmy z tej działki w myśl art. 56 ustawy Karta Nauczyciela, który nakazuje przekazanie każdemu nauczycielowi pracującemu na wsi (na jego wniosek) do osobistego użytkowania 0,25 ha. Ponieważ oboje z żoną jesteśmy nauczycielami ten obszar się podwaja. Mamy więc prawo do działki […]. Tymczasem burmistrz Wojtiuk nam tego prawa odmawia. Burmistrz Piotr Wojtiuk stawia siebie ponad prawem i oświadcza, że nam dzierżawy działki nie przedłuży, bo nie posiada działki na dzierżawę i ma inne plany co do dzierżawionej przez nas działki” – pisze dalej. W końcowej części pisma Z. Koczenasz pyta radę, czy ta zamierza tolerować łamanie prawa, czy udzieli burmistrzowi upomnienia. „Jestem gotów wystąpić na drogę sądową celem dochodzenia swoich praw” – podsumowuje. Jak skarżący mówił w trakcie komisji, pozew został już złożony, w najbliższym czasie ma zostać wyznaczony termin rozprawy.
[[reklama]]
Zrezygnowałem, i co z tego?

Jak tłumaczył podczas komisji P. Wojtiuk, wniosek państwa Koczenaszów został przez niego potraktowany odmownie z kilku względów. Burmistrz zwracał uwagę m.in. na wspomniane przez Z. Koczenasza plany zagospodarowania przedmiotowej działki, którą gmina chce przeznaczyć pod turystykę, a konkretnie – kajakarstwo oraz fakt nie posiadania innych gruntów szkolnych. Jak przypominał P. Wojtiuk, w 1997 roku, jeszcze za czasów burmistrza Ryszarda Sikory, wystosowano do wszystkich nauczycieli zapytanie, czy życzą sobie otrzymać działki. Wszyscy, łącznie ze skarżącym i jego małżonką, mieli odmówić, gmina nie zabezpieczyła więc gruntów o charakterze szkolnym, co dziś skutkuje tym, że nie jest w stanie zaproponować państwu Koczenaszom innej działki. - To, że zrezygnowałem w 97`, nie znaczy, że i teraz nie jestem zainteresowany – odpowiadał Z. Koczenasz. Mężczyzna przypominał też, że burmistrz Sikora proponował nauczycielom nie grunty szkolne, a komunalne, i to w dodatku położone pod Sypniewem. Według niego absurdem byłoby do działek taką odległość dojeżdżać, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich mały areał i niemożność dopilnowania upraw. Skarżący zwracał również uwagę, że fragment ziemi, który on użytkował, wydzielony jest z 1 ha gruntu, nie widzi on zatem przeszkód, by się z gminą podzielić, mało tego, mężczyzna, nie chcąc przeszkadzać kajakarzom, proponował również, by odsunąć „jego” działkę od jeziora. Burmistrz nie brał takiej możliwości pod uwagę. - Nie byłoby problemu, gdyby nie pomysł na wiatę rekreacyjną, przystań kajakową i schronisko – tłumaczył. Gmina chce wystąpić o dofinansowanie projektu do Lokalnej Grupy Działania, P. Wojtiuk przekonywał więc, że aby wniosek mógł być przyjęty, grunt nie może być obciążony żadnymi umowami.

Żenująco, śmiesznie

- Chcemy przeznaczyć działkę na cel publiczny. Wszystkim nam zależy na rozwoju turystyki – mówił później P. Wojtiuk i dodał, że sformułowanie odnoszące się do jego krewnych, które Z. Koczenasz umieścił w skardze, jest absurdalne. „Nietrudno się domyśleć, jakie plany co do tej działki ma p. Wojtiuk, biorąc pod uwagę, że po drugiej stronie rzeki ma działkę jego krewny prowadzący działalność agroturystyczną” – czytamy w dokumencie. - Żenujący i śmieszny zarzut – ocenił P. Wojtiuk. - Chyba właśnie robię krewnemu na złość sprowadzając naprzeciwko konkurencję – dodał. - Jeśli nasz projekt nie wyjdzie, to nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy panu Koczenaszowi wydzierżawili tę działkę.
[[nowa_strona]]
O koniu słów kilka

- W jaki sposób użytkował Pan działkę? - zwrócił się do skarżącego przewodniczący rady, Jan Przybylski. - To było pastwisko, łąka. Córka uprawia hippikę – wyjaśnił Z. Koczenasz, dodając, że dla niego teren miał charakter rekreacyjny. - Ziemia nie nadaje się pod uprawę, to w większości VI klasa i częściowo V. Córka ma konia, a on musi się gdzieś paść.

Pod koniec dyskusji P. Wojtiuk przyznał, że na rzeczonej łące, bez jakichkolwiek konsekwencji, ale i bez umowy dzierżawy będzie można konia paść. Z. Koczenaszowi nie odbierze się też jego małego „ogródka” - zawarto umowę dżentelmeńską.

[[reklama]]
Po terminie


W dyskusję włączyła się również Anna Ośka. Radna zwróciła uwagę, że bez względu na padające podczas komisji argumenty trzeba wziąć pod uwagę, że dzierżawca we wskazanym w umowie terminie, tj. 6 miesięcy przed wygaśnięciem umowy dzierżawy, nie złożył oświadczenia o chęci jej przedłużenia. Z. Koczenasz ripostował, że nikt nie powiadomił go o zbliżającym się końcu umowy, a wcześniej taką informację otrzymywał. Joanna Harbuzińska-Turek przypomniała, że umowa dzierżawy została zawarta na zasadach ogólnych, a nie w oparciu o Kartę Nauczyciela, na której zapisy powołuje się Z. Koczenasz, według niej skarga jest zatem bezzasadna. Sprawę podsumował Jacek Witkowski, który otwarcie powiedział, że nie widzi możliwości rozwiązania problemu. - Umowa dżentelmeńska jest teraz jedyną drogą – powiedział odrzucając możliwości na formalny kompromis. Ostatecznie obecni podczas komisji radni w większości zagłosowali za odrzuceniem skargi Z. Koczenasza.

Patrycja Koplin


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama