Reklama

Kazanie jak minispódniczka. Wywiad z nowym proboszczem

11/09/2016 09:05
Parafianie pisali do biskupa o pozostawienie księdza Jerzego Ruszkowskiego, ale temat jest zamknięty – od niedawna parafią kieruje nowy proboszcz. Z księdzem Jerzym Knapem rozmawia Piotr Steffen

Zaczął Ksiądz swoją posługę w Tarnówce od remontu, ale nie kościoła, a plebani.

Trzeba podziękować mojemu poprzednikowi, że dbał o kościoły i naturalnie te działania należy kontynuować, ale plebania także jest istotna, o nią również trzeba dbać. Był czas, kiedy wszystkie siły i pieniądze były angażowane w kościoły, teraz przyszedł czas, żeby nieco odświeżyć budynek plebanii. Poniekąd jest to też miejsce, gdzie człowiek chce się dobrze czuć i by wszyscy odwiedzający widzieli, że ktoś tu mieszka i dba o powierzony mu budynek parafialny.

Poprzednik zasłynął właśnie z tego, że niemal nieustannie przeznaczał pieniądze na remonty kościołów. Jakie wrażenie robią na Księdzu efekty tamtych działań?

Na podstawie tego, co zobaczyłem mogę stwierdzić, że zarówno wizerunkowo, jak i pod kątem konserwatorskim kościoły są w dobry stanie. Trzeba oddać ks. Ruszkowskiemu, że wiele serca i wysiłku włożył w to, aby budynki sakralne odrestaurować, bądź też zabezpieczyć.

Reklama

Jest z nimi spokój na lata czy za chwilę ponownie trzeba będzie w coś inwestować?

Tutaj na okrągło trzeba inwestować. Nie zmienia to faktu, że w mojej wizji funkcjonowania parafii, a każdy ma przecież swoją, kościół jako budowla jest ważny, ale stronie duchowej też trzeba poświęcić wiele wysiłku i czasu.

Chce Ksiądz powiedzieć, że pod względem duchowości parafia funkcjonuje słabiej niż pod kątem materialnym?

Na razie nie mam podstaw do wyciągania takich wniosków. Mówię raczej o swoim rozumieniu roli proboszcza, kapłana, który bez ludzi niewiele może zdziałać  nawet przy odnowionych i pięknie odrestaurowanych kościołach.

W niedawnym wywiadzie dla naszej gazety były proboszcz przyznał, że jeżeli rzeczywiście tak się stało, że strona duchowa była lekko zaniedbana, to tylko z konieczności, że pewne prace musiał zrealizować, bo zaniechanie groziło katastrofą budowlaną.

Na razie trudno mi oceniać. Tak czy inaczej ta strona zewnętrzna jest już w miarę dobra, tak więc teraz bardziej będzie można skupić się na umacnianiu tej duchowej strony. Powoli, małymi krokami coś w tej materii osiągniemy. Zauważyłem, że życzliwość ludzi jest tutaj bardzo duża, m.in. od działających przy parafii grup świeckich. Liczę też bardzo na pracę z dziećmi. W poprzedniej parafii prowadziłem scholę dziecięcą. Mam bębny, gitary. Część tego sprzętu została, ale niektóre rzeczy ze sobą zabrałem. Od kogoś trzeba zacząć, a najlepiej od najmłodszych parafian. Mam nadzieję, że dzięki temu na początek uda się pomnożyć liczbę ministrantów i założyć dziecięcą grupę muzyczną.

Reklama

Obecna liczba ministrantów jest za mała, jak na parafię tej wielkości?

Zdecydowanie.  By parafia tętniła życiem potrzeba zaangażowania wielu osób, a na początek przynajmniej tych chętnych. Dużą troską będę chciał otoczyć grupy parafialne. Wracając do dzieci, chcę, aby odbywała się Msza św. dla nich, bo obecnie takiej nie ma. Wówczas rodzice nie będą musieli się martwić, że ich dziecko przeszkadza podczas Liturgii, która będzie dostosowana do wieku i percepcji dzieci. Będę chciał ją łączyć z sumą o godzinie 11.00, na początek raz w miesiącu.

Sam będzie Ksiądz grać na wspomnianych instrumentach?

Przynajmniej będę się starał na początku. Zresztą nie miałem specjalnego wyboru, bo tradycje w mojej rodzinie, a pochodzę z Bieszczad, są bardzo bogate w tym względzie. U nas tradycje przekazywane są z dziada pradziada, a mój dziadek był kościelnym organistą i trochę talentu muzycznego po nim odziedziczyłem.

Reklama

Jak Ksiądz już wiedział, gdzie się wybiera na nową parafię, dowiedział się nieco, za kogo tutaj przychodzi, miał obawy, że trzeba będzie zastąpić kogoś, kto dla znacznej części parafian sporo znaczył?

Nie miałem obaw, nie czułem żadnego ciężaru. Wiem, że pod kątem budowlanym poprzedni proboszcz sporo osiągnął, ale na parafii, gdzie pracowałem w przeszłości, także miałem budowlany, i to spory, dorobek. Zrealizowaliśmy tam inwestycję wartą około 1,7 miliona złotych. Te pieniądze niemal w całości pozyskaliśmy  z różnych źródeł. Od gminy Karlino, pod którą podlegała parafia w Mierzynie, gdzie byłem proboszczem, z festynów i zbiórek od mieszkańców, a także z unijnych dotacji. Sukces był tym większy, że miałem tam niezbyt bogatą materialnie społeczność, ale z doświadczenia wiem, że ubodzy ludzie są bardziej hojni i otwarci.

Wie Ksiądz, że parafianie pisali do biskupa Edwarda Dajczaka, żeby nie zabierał im proboszcza Ruszkowskiego?

Miałem takie informacje, ale historii szczegółowo nie znam, bardziej obiło mi się to o uszy w terenie. Gdy swego czasu odchodziłem ze swojej parafii, też ludzie pisali. Zasada jest prosta. Zmiany przeprowadzane są wtedy, gdy jest taka potrzeba. Są przecież w parafiach wizyty kanoniczne biskupa, są wyciągane z nich wnioski i zalecenia. Każdy ma jakieś talenty. Pod tym względem się od siebie różnimy i wedle tych umiejętności biskup kieruje nas do poszczególnych zadań. Jeżeli ksiądz, który otrzymuje dekret wyraża na niego zgodę, tym bardziej znaczy to, że nadszedł czas na takie zmiany. Tak samo czas na zmiany nadszedł, gdy ja odchodziłem z parafii w Mierzynie. Notabene, na funkcji proboszcza zastąpił mnie tam wtedy ksiądz Grzegorz Jagodziński, który wcześniej był wikariuszem w parafii w Tarnówce. Ja z kolei poszedłem w tamtym czasie na dyrektora nadmorskiego ośrodka rekolekcyjno–wypoczynkowego w Pleśnej. To miejscowość między Gąskami a Ustroniem Morskim, w gminie Będzino. Przez rok pełniłem też funkcję dyrektora naszego diecezjalnego domu księży emerytów w Kołobrzegu, a po niespełna trzech latach pracy w Pleśnej trafiłem do Tarnówki.

Reklama

Ten Księdza dorobek bardziej brzmi na dyrektorsko–kierowniczy aniżeli kapłański.

Rzeczywiście te proporcje były w ostatnich latach nieco odwrócone, ale miejsce na kapłaństwo również było. Codziennie odprawiałem Mszę św. Ośrodek nie funkcjonował jedynie w okresie zimowym, wyłącznie ze względu na wysokie koszty utrzymania. W tym czasie można było bardziej skupić się właśnie na tej kapłańskiej roli: zastępowałem księży w różnych parafiach w zależności od potrzeb, prowadziłem rekolekcje wielkopostne, pomagałem w spowiedzi, odwiedzałem ludzi po kolędzie w moich byłych parafiach na prośbę ks. proboszcza, obowiązków nie brakowało.

W jakim wieku wstąpił Ksiądz na kapłańską drogę?

Normalnym (uśmiech), zaraz po szkole średniej.

Reklama

Czyli obyło się bez większych rozterek, a wybór od początku był zdecydowany i jasno określony?

Prawda jest taka, że dopiero w momencie przyjęcia święceń człowiek wie, że to jest właściwy wybór. Nie wszyscy księża tak mają. To jest trochę tak jak z pierwszą miłością do dziewczyny.  Jak się człowiek zakocha, myśli, że to jest właśnie to. Przychodzi życie i refleksja bywa różna.

Ksiądz też miał takie zachwiania?

Mniejsze czy większe, ale każdy je ma. Dlatego w trakcie seminarium mamy ojca duchowego, czyli osobę, która nas prowadzi. Jeśli są jakieś wątpliwości, idzie się na spotkanie i rozmawia. Te dyskusje, modlitwa, lektury duchowe pomagają podjąć właściwą decyzję. Zresztą, gdy poczyta się trochę o postaciach, które obecnie uznajemy za świętych, okazuje się, że często też nie były to łatwe osobowości, a po wielu perypetiach życiowych trafiały wreszcie na tę właściwą drogę. Trzeba być, przynajmniej trochę, zawziętym, upartym. A Pan Bóg swoje ścieżki ma i jeśli człowiek będzie chciał Go słuchać, pójdzie się tą właściwą.

Reklama

Ksiądz też wygląda na zdecydowanego, sprawia wrażenie pewnego siebie. Przeciwko dekretowi kierującemu do Tarnówki Ksiądz protestował?

Nie dyskutuję z księdzem biskupem. Ma być Tarnówka, to jest Tarnówka. Nigdy wcześniej tutaj nie byłem, nie znałem tego miejsca, niewiele o nim wiedziałem. Z poprzednim proboszczem też nie mieliśmy okazji się poznać.

Poznaliście się już z wójtem?

Tak.

Jakie wrażenie zrobił na Księdzu Jacek Mościcki?

Trudno kogokolwiek oceniać po jednym spotkaniu, jednak od pana wójta doświadczyłem ogromnej życzliwości i chęci podejmowania różnych zadań parafialno–gminnych. Dobrze się też stało, że na początku mojej posługi tutaj odbywały się gminno–parafialne dożynki. Dzięki temu, że na dożynkach było tyle osób, była okazja poznać się z wieloma ludźmi i jednocześnie zaprezentować się przed znaczną częścią społeczności gminy. Generalnie mogę powiedzieć, że spotykam się z dużą życzliwością. Cieszy mnie to, bo wiem, że nie jestem sam.

Reklama

Przez te pierwsze dni posługi już zdążył Ksiądz wyrobić sobie opinię bardzo konkretnego. Chociażby dzięki sprawnie, żeby nie powiedzieć szybko odprawionej Mszy św. dożynkowej i krótkiemu kazaniu.

Mój ksiądz profesor od katechetyki i homiletyki powtarzał, że „dobre kazanie powinno być jak mini spódniczka. Na tyle krótkie, żeby przykuć uwagę i na tyle długie, żeby objąć to, co najważniejsze”. Zgadzam się z tą teorią i dlatego podczas kazań staram się nie usypiać wiernych, a mówić konkretnie i na temat.

Jak widzi Ksiądz w tym wszystkim rolę wikariusza? Na ile mi wiadomo, jest on mało aktywny w życiu tej społeczności. Ludzie oczekują od niego więcej. Jest Ksiądz w stanie coś w tej kwestii wypracować ze swoim podwładnym?

Ze swojej strony mogę zapewnić, że współpraca z ks. wikariuszem układa się dobrze. Zaczynamy wszystko od czystej karty i uczymy się od siebie nawzajem. Jesteśmy na tej parafii we dwóch i po równo podzielimy nasze obowiązki. Po to tutaj jesteśmy, żeby wzajemnie się wspierać.

Reklama

Ma już Ksiądz plan działania w nowej parafii na najbliższe lata?

Mam pewne zamiary, ale chyba ze wcześnie, żeby o nich mówić, tym bardziej, że najpierw chcę bliżej poznać parafian i ich do siebie przekonać, zyskać życzliwość. Podstawa wszystkich działań jest oczywista: trzeba mierzyć siły na zamiary. Na tyle będę się starał coś wdrażać w życie, na ile ludzie będą skłonni do pomocy i o ile będzie to naszym wspólnym dobrem.

Co jeśli trafi Ksiądz na mur?

Weźmie się go z drugiej strony (uśmiech). Mam taki charakter, że łatwo nie rezygnuję. Chociaż wiadomo, że głową muru na pewno się nie przebije. Jedno jest pewne: parafia ma tętnić życiem i na tyle, na ile wystarczy mi sił oraz zapału, będę się starał do tego dążyć.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gocha - niezalogowany 2016-09-13 16:28:33

    A ja wierzę w Boga,a i w Ufo i Yeti,bo tak sobie myślę,że Bóg mógł ich stworzyć tak jak ptaki kwiaty gwiazdy i przodków Darwina.Cieszy mnie ta dyskusja,bo potwierdza istnienie Boga...myślą,mową i uczynkiem.Pozdrawiam każdego z Was pokolei!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    do ,,w"" i ,,qp"" - niezalogowany 2016-09-13 14:47:37

    Masz prawo być katolikiem, protestantem, jehowym, buddystą itp bo to ,,twój cyrk i twoje małpy"", ale nie właź ,,z butami"" w czyjeś życie osobiste narzucając jemu swoje dogmaty a tak zachowuje się polski Kościół i jego wyznawcy. Zgodnie z Konstytucją RP jest rozdział Państwa i Kościoła, ale w praktyce starym zwyczajem Kościół wszelkimi sposobami narzuca całemu społeczeństwu by prawo i zasady stanowione w RP były pod dyktando Kościoła. To budzi opór w dużej części społeczeństwa, narzucanie czegoś wbrew woli, na przymus w praktyce przynosi odwrotny skutek w postaci coraz większego i głośniejszego sprzeciwu. Społeczeństwo mając praktycznie nieograniczony dostęp do wiedzy przestaje kupować plewy w postaci nawijania makaronu na uszy. Wszechobecny atak Kościoła i zawłaszczanie życia publicznego poprzez narzucanie swych zasad (prawie przymusowe krzewienie chrześcijaństwa w szkołach za darmochę kosztujące wszystkich podatników rocznie ok. 1,3 mld zł, próby zamknięcia handlu w weekendy tłumaczone ,,ten czas jest dla Boga i uczestnictwa w mszach św, [czytaj: zamiast tracić pieniądze w sklepach dawać to na tacę], itp itd). Ateiści i ,,inni oświeceni"" nie atakują ze swych ambon katolików jak to robią biskupi, nikt z nich ani np. Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti was nie atakuje i nie łazi jak wasi klechy krzewiąc chrześcijaństwo ,,po kolędzie"" jednocześnie sprawdzając listę obecności i stan mieszkania. Ponad 2000 lat wypraw krzyżowych, łupienia innowierców, wyżynania całych narodów w imię chrześcijaństwa wam nie wystarcza? PS - daruj sobie uwagę że polskie społeczeństwo 150% katolickie, bo praktycznie chrzczeni są wszyscy w wieku niemowlęcym, nie mając na to wpływu a Kościół zalicza wszystkich po tym sakramencie za swoich, nawet tych co w wieku dorosłym nie widzieli murów kościoła na oczy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    w - niezalogowany 2016-09-13 13:42:39

    Pełna racja, może forma nieodpowiednia, ale aż żal czytać co niektóre komentarze. Żywa nienawiść do Kościoła, wiary, Boga i wszystkiego co z tym związane. "Ateisci" i inni "oświeceni" - jeśli nie wierzycie w Boga to dlaczego tak usilnie próbujecie przekonywać innych do swoich racji i poglądów? Dlaczego ich atakujecie? To mnie zastanawia. Ja na przykład nie wierzę w UFO czy Yeti ale nie walczę i nie atakuje tych, którzy rzekomo takie obiekty widzieli - po prostu ich ignoruje, bo jestem przekonany o swoich racjach :) Pozdrowienia dla wszystkich

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama