Reklama

Kiedy Pan coś znowu zrobi!?

08/11/2017 18:30
Kiedy wybierałem się odebrać Brązowy Medal Zasługi syn zapytał mnie, gdzie jadę. Odpowiedziałem mu, a on drążył dalej: „Tata, a ile pieniędzy za to dostaniesz?” No nic. „No to po co to robisz?”

W swojej trzydziestoparoletniej działalności nigdy żadnych pieniędzy za to nie brałem. Z jednym wyjątkiem – za wiersz o Złotowie dostałem kiedyś 100 zł

– śmieje się poeta.

Nie ma co rozmawiać o pieniądzach, robię to co lubię

– dodaje Jerzy Cybulski, który sporo już w swoim życiu narozrabiał. Debiutował w „Faktach – Wydarzeniach”, wydał autorskie tomiki poezji „Znajomi z widzenia”, „Dzięki Tobie łagodzę w sobie wszystko”, czyli miłosne wiersze pisane dla żony. Ukazał się także zbiór jego wierszy „Rozmowy z nieobecną”, poświęcony pamięci zmarłej tragicznie żony. Jest laureatem wielu nagród, publikował i opracowywał liczne wydawnictwa, współtworzył Święto Poezji, spotkania z Witkacym, konkursy poetyckie. Zagrał w kilku filmach, (m.in. Legenda o Złotowie), prowadził nawet rewię mody.

Reklama

Maluje i rzeźbi (np. metaloplastyka). Technikum ukończył w Białogardzie, rodzinnym mieście Aleksandra Kwaśniewskiego, potem studiował Budowę Maszyn Elektrycznych, ale podobnie jak prezydent Kwaśniewski studiów nie skończył.

Czyste wariactwo

Prowadziłem kiedyś, zaniechane już niestety, Zaduszki Poetyckie, czyli cybernetyczny pomysł, na który wspólnie wpadliśmy z Pawłem Berendtem. Próbowałem to reaktywować, ale to są koszty nagłośnienia, transportu itd. W ubiegłym roku zrobiliśmy to ze znajomymi bez mikrofonów. Nie było muzyki, staliśmy na Cmentarzu Komunalnym przed głównym krzyżem. To było czyste wariactwo, happening. Ja zresztą nigdy nie ukrywałem, że jestem wariatem i będę nim do końca życia

Reklama

– śmieje się znowu.

Wzruszające i bardzo ciepłe były reakcje ludzi, którzy przechodzili, zatrzymywali się, słuchali. Najważniejsze, że chcieliśmy zrobić coś takiego i zrobiliśmy to, pomimo zerowych środków.

[[pay]]

Po co to robić?

Zawsze byłem optymistą i cieszy mnie wszystko. Póki zdrowie i siły mi pozwalają, robię to dla innych

– mówi skromny, acz zasłużony działacz lokalnej kultury. Tomików wydanych pod jego okiem uzbierałoby się już pewnie kilkadziesiąt. Jerzy Cybulski od lat propaguje kontakt z poezją wśród złotowian i nie tylko. Nie ukrywa, że zajmuje się tym amatorsko, a nie zawodowo.

Reklama

Pomogłem wydać sporo tych książeczek, ale to taka trochę partyzantka

– przyznaje.

Ostatnio na pomysł, żeby coś zrobić wpadliśmy w 2016 roku. Powstał zbiorek wierszy czterech autorów: Szymona Bochenka, Ryszarda Kilara, Tadeusza Stecyka i moich. Wymagało to trochę wysiłku, siedziałem nad tym wieczorami, dokonałem wyboru tekstów, zredagowałem całość i opatrzyłem wstępem

– wyjaśnia złotowski literat.

Miałem problem z wymyśleniem tytułu dla tego tomiku, ale pomógł burmistrz Adam Pulit, który wsparł wydawnictwo swoim patronatem. Stanęło na „Poeci dla Złotowa”

Reklama

– mówi, wręczając mi jeden ze 100 egzemplarzy wydanych w formie skromnego brulionu. Poeta jest także sekretarzem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów południowo–wschodnich, które założył Ryszard Kilar.

Jestem tam takim gryzipiórkiem przepisującym sprawozdania, prowadzącym kronikę. Spotykamy się w Klubie Ziemowit, 20–30 osób, raczej już nie młodzieniaszków. Sam nigdy nie byłem na kresach, a sekretarzem zostałem z racji tego, że mama stamtąd pochodziła

– wyjaśnia.

W tym roku Miłośnicy Kresów już po raz drugi zorganizowali powiatowy recytatorski konkurs Poezji Kresowej. Przyszło kilkadziesiąt osób zainteresowanych tym intymnym odbiorem i to jest to, co cieszy mnie najbardziej – jest na tego rodzaju twórczość zapotrzebowanie. Znajoma nauczycielka za każdym razem upomina mnie: „Panie Jurku! Kiedy pan coś znowu zrobi!?”.

Reklama

Inni tacy sami

Przeczytałem mnóstwo książek, ale na poezji się nie znam, raczej ją czuję

– wyznaje.

Za dziecka byli to m.in. Brzechwa, Tuwim. Z lekturami obowiązkowymi było trochę inaczej, bo były na siłę, prozę zacząłem nadrabiać później. Dostojewski, Wyspiański, Sienkiewicz…

– wylicza pan Jerzy.

„Quo Vadis” przeczytałem więcej niż dziesięć razy i za każdym razem odbierałem to zupełnie inaczej

– wspomina.

Poezja też wywarła na mnie ogromne wrażenie, dzięki temu zacząłem sam coś pisać. Bardzo cenię sobie teksty Jana Krzysztofa Adamkiewicza, wspaniałego Adama Ziemianina, Przybosia, Lechonia, przaśnego, ale pełnego wieloznaczności Leśmiana. Z „naszych” poetów zawsze lubiłem teksty Andrzeja Nowickiego. To był wspaniały, normalny człowiek i kumpel. Zresztą napisałem o nim kiedyś, że zna się na psach i kotach, ale przede wszystkim na ludziach. Rysiu Kilar pisze o wojennych wspomnieniach, o swoich autentycznych przeżyciach, po wielu latach wracając do czasów dzieciństwa. Nie przeżyłem nigdy wojny, zsyłek i tym podobnych rzeczy, ale te teksty emocjonalnie zbliżają mnie do jego przeżyć, dzięki nim zachowuje się jakaś prawda.

Reklama

Stowarzyszenie umarłych poetów?

Dziwi trochę brak inicjatywy, która zrzeszałaby lokalnych literatów. Dzięki temu podobnie jak inni twórcy, sportowcy czy ludzie czynu mogliby przecież ubiegać się o lepsze warunki do propagowania lokalnej poezji w druku.

Wykruszamy się

– przyznaje pan Jerzy.

Kiedyś sporo fajnych osób skupił wokół siebie Klub Literacki. Bolesne i smutne jest to, że ludzie piszący są, jednak ci nowi piszą głównie do tzw. „Szuflandii”, jak mawiał nieżyjący już Andrzej Nowicki. Do tego potrzebny jest jakiś duchowy ekshibicjonizm, który jest odpowiedzią na pytanie „jaka porcja odwagi potrzebna jest do przełamania się i wzięcia odpowiedzialności za to co się robi, czyli pisze?” Trzeba też znaleźć odpowiedniego odbiorcę, który zrozumie i oceni wartość tych rzeczy. Ogólnie wielką sztuką jest coś powiedzieć, ale jeszcze większą jest coś zrozumieć. Tacy kaskaderzy literatury jak Halina Poświatowska, Rafał Wojaczek, Bruno Milczewski, Edward Stachura mogli się nie przejmować odbiorem swoich dzieł. Być albo nie być dla poety to druk i reakcja czytelnika, jeśli trafisz na ścianę i niezrozumienie, czasem lepiej dać sobie spokój. Granica jest tu cienka i trzeba wiedzieć czego się chce

Reklama

– wyjaśnia poeta.

Wygrałem kiedyś konkurs jednego wiersza w Pile, a dostałem po łapach od szefa komisji Tadeusza Krzyżańskiego. Wiersze podpisywane były kryptonimami. Tadek dowiedział się, że to ja byłem autorem zwycięskiego tekstu, wziął mnie na bok i mówi: „K...a, to ty?” A ja na to: „No niestety, popełniłem błąd i wygrałem”.

Wyrwane korzenie

Żonę poznał w Jastrowiu, wizytując szwagra. Zawsze preferował blondynki.

Spojrzałem, a tu taka piękna istota. Zakochałem się

– wspomina po latach. Choć nie lubił nigdy imienia Teresa ślub wzięli 24 czerwca 1978 roku. W ten sposób został też złotowianinem.

Reklama

W moim życiu było kilka dziewcząt, nigdy jednak nie sądziłem, że przydarzy mi się coś takiego. Byliśmy razem blisko 12 lat. Jak żona zginęła chłopaki mieli sześć i dziewięć lat. Choć Teresa nie żyje od 27 lat, wciąż jest miłością mojego życia. Potem oczywiście, choć nie jestem żadnym Don Juanem, przyjaźniłem się z innymi paniami... Jednak do dzisiaj ideałem kobiety pozostała dla mnie moja Teresa

– mówi poeta.

Wszystko jest możliwe, może znajdę jeszcze jakąś niebogę i jej pomogę, a ona mi pomoże. Latka lecą i dobrze jest, jak jest ktoś przy nas, kto ciepłą herbatkę pod nos podstawi, pośmieje się, porozmawia. Ja nieraz z psem rozmawiam i wydaje mi się, że mam kręćka. Mój tato, który zmarł 9 lat temu zawsze tak twardo powiadał: „Żebyście robili wszystko dobrze w życiu, oby nic nikomu nie zaszkodzić.” I ja mam tę satysfakcję, że idąc ulicą nikt do mnie nie strzela, nie rzuca kamieniem

Reklama

– zwierza się poeta.

Nie przewidywałem tylko nigdy takiej sytuacji, że na te moje stare lata zmienię miejsce zamieszkania

– przyznaje.

To była diametralna zmiana, która poniekąd zmieniła moje życie. Tam miałem możliwości, swój warsztat, mogłem coś zrobić, ponaprawiać, dorobić sobie. Trochę się pozmieniało, wielu rzeczy nie opłaca się już naprawiać, ludzie wolą kupić nowy sprzęt. Nie mam zbyt dużych dochodów. Czasem wpadnie jakiś grosz, ktoś zaprosi na obiad. Staram się jakoś wiązać koniec z końcem – zbieram owoce, grzyby, korzystam z obiadów z pomocy społecznej. Sam też staram się pomagać innym, choćby starszym kolegom po piórze trawnik skoszę, gałązki przytnę w ogrodzie.

Reklama

Wiersze okazjonalne

Ktoś mi kiedyś zarzucił, że piszę wiersze okazjonalne, ale jak ma być inaczej, skoro to samo życie dostarcza nam tematów

– pyta poeta.

Tematyka zmienia się jak pogoda, najistotniejszy jest klimat. Niemiecki filozof Martin Heideger stwierdził kiedyś, że do człowieka najłatwiej dotrzeć właściwą poezją. Zawsze bardzo emocjonalnie przeżywałem Poetyckie Zaduszki. Występowałem na tej scenie, a o sto metrów dalej był grób mojej żony. „Rozmowy z nieobecną” to tematyka cmentarna, ale forma tych tekstów miała być raczej wyrazem tęsknoty za rozmową, a nie żalu i tragizowania. Chodziło mi o taką zwykłą ludzką emocję. Ja Ciebie kochałem i kocham Cię nadal... i z Tobą gadam... a ona do mnie nic.

Człowiek nie jest wyspą

W wieku 62 lat coraz częściej myśli się o ludzkiej kruchości i tymczasowości.

Jestem sam, klucze zostawiłem sąsiadowi, on też jest samotny, trzeba się wspierać

– zdradza nasz rozmówca.

To nieuchronnie kiedyś przyjdzie, ale muszę najpierw jeszcze trochę narozrabiać. Samotność jest gorsza od śmierci, druga osoba może nas zmobilizować do życia i to jest najpiękniejsze. Kiedyś wracam z pracy, a żona mi mówi: „Jurek, może byśmy trochę poprzestawiali meble, co?” Pomyślałem sobie: „Co jej znowu do głowy strzeliło?” i nie za bardzo miałem na to ochotę. W końcu jednak dałem się namówić i po kilku dniach dotarło do mnie – ten sam pokój, te same meble, a wszystko jakieś inne, nowe

– zamyśla się pan Jerzy.

Inspiracje przychodzą i odchodzą, trzeba wykorzystać właściwy moment. Przeszkadza nam lenistwo, zmęczenie, ale to się opłaca, bo odkrywamy coś na nowo, coś nas ubogaca, pomimo tego, że nasz stan posiadania wcale się nie zmienia. To ludzie nas inspirują i dają odpowiedź na pytania: „Po co żyjemy, co jest najważniejsze?”. Już Sokrates pisał, że żyjemy dla innych. Poeci są tego świetnym przykładem. Nie można zamykać się w czterech ścianach i odseparowywać od życia przed telewizorem

– kończy złotowski poeta. Niesforna suka Luna domaga się już spaceru. Nie pomagają nawet groźby puszczenia jej disco–polo. Bierzemy więc smycz i wychodzimy w kolorową jesienną zawieruchę.

Rozmawiał Leszek Chełmowski

Wiesz, byłem dzisiaj u Ciebie
Czekałem pod topolami jak dawniej
Myślałem wiele, czekałem za długo
Wybacz mi
Spóźniłem się o całe życie

Wiesz, kiedy odeszłaś tak nagle
bez przeprosin za nieobecność,
bez kłótni, bez wad
cóż nam było
niewytarte kurze, zmęczone jedzeniem talerze
pajęczyny niewypowiedzianych słów
W moich myślach burza
i taśmy tęczy koniec
przebój słuchany w radiu
trudno ręce oderwać od gardła
nic nie powiedzą
wraz z Tobą – to było tego dnia – umarło moje słońce[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    JestTakaRzekaJangcy;) - niezalogowany 2017-11-10 00:14:00

    Znam, szanuje i mimo iz sam jestem gadułą to przy tym czlowieku zamieniam sie w sluch.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    anna - niezalogowany 2017-11-08 23:13:14

    Mądry człowiek i ma talent więcej prosimy wierszy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tak - niezalogowany 2017-11-08 22:49:27

    Sympatyczny człowiek.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości