Reklama

Kim jest nowy komendant i jakie ma priorytety?

01/11/2016 19:00
Przeszło trzy miesiące temu Przemysław Jasiłek z Radawnicy zastąpił na stanowisku gminnego komendanta OSP Romana Głyżewskiego

Trzy miesiące to wystarczający okres na wdrożenie?

Żeby się w to wszystko wdrożyć to myślę, że trzeba więcej czasu niż te trzy miesiące, ponieważ tych obowiązków jest naprawdę dużo. Duża też jest gmina, wiele jednostek, ale powoli daję radę.

Komendant jest bardziej zwierzchnikiem czy koordynatorem?

Zależy jak na to patrzeć. Wiadomo, że komendant musi mieć swoje zdanie w niektórych kwestiach, ale musi się liczyć też ze zdaniem innych. Musi bardzo dobrze współdziałać z zarządami jednostek, również z zarządem Oddziału Miejsko–Gminnego Ochotniczych Straży Pożarnych w Złotowie. Niektóre decyzje muszą być podejmowane w szerszym gronie, a nie tylko przez komendanta. Tak więc zwierzchność – tak, ale przy pomocy ludzi.

Reklama

W ubiegłym roku otrzymał Pan awans na pierwszy stopień oficerski w Państwowej Straży Pożarnej, na początku tego roku został Pan naczelnikiem OSP w Radawnicy. Wybór na komendanta gminnego był dla Pana oczekiwanym kolejnym krokiem w karierze?

Ogólnie w straży działam od 1997 roku. Zaczynałem od OSP w Okonku, skąd się wywodzę. Członkiem OSP w Radawnicy zostałem dopiero w 2013 roku, gdy się tam przeprowadziłem. Po niespełna roku działalności drużyna mężczyzn wygrała zawody gminne i powiatowe – byłem ich opiekunem. Co do wyborów, to było wiadomo, że będą zmiany, chcieli tego ludzie. Było też wiadomo, że Roman Głyżewski odchodzi, ale nie było czegoś takiego żeby mnie wyznaczył na swojego następcę, nie dostałem od niego żadnej propozycji. Rozmawialiśmy trochę w naszej jednostce i zapytano mnie, czy bym chciał kandydować. Wcześniej dostałem propozycję objęcia funkcji komendanta w gminie Jastrowie. Wolę jednak działać i funkcjonować w tej gminie, której jestem mieszkańcem, a nie pełnić funkcję na odległość.

Jako człowiek związany od wielu lat ze strażą pożarną, znający środowisko OSP ma Pan na pewno jakąś wizję tego, jak to powinno wyglądać. Jakie są Pana priorytety?

Poprzedni komendant zrobił dla tej gminy bardzo dużo, co widać nawet po tych trzech autach w jednostkach z krajowego systemu. Ciężko będzie mu dorównać. Na pewno zależy mi na lepszej współpracy z młodzieżą, bo jednostki mogą posiadać najlepszej klasy sprzęt i samochody, jednakże jeśli nie będzie ludzi, którzy ten sprzęt obsłużą, to praktycznie pod względem operacyjnym jednostka nie będzie funkcjonowała. Chciałbym już od przyszłego roku, żeby na naszym terenie zostały przeprowadzone gminne eliminacje ogólnopolskiego turnieju o wiedzy pożarniczej. Do tej pory wyznaczano tylko szkołę, aby wytypowała uczniów na szczebel powiatowy. Przez takie coś odbieramy możliwość rywalizacji dzieciom z pozostałych miejscowości, gdzie być może poprzez taki turniej pozyska się strażaków, którzy przystąpią do naszych struktur. Jeśli nie będzie tej pracy z młodzieżą, to ona sama do straży nie przyjdzie. Będę zachęcał strażaków, aby odwiedzali szkoły, urządzali pogadanki, żeby zachęcić młodzież, bo za kilka lat naprawdę może nam brakować ludzi.

Reklama

W dalszej części rozmowy zadałem jeszcze m.in. następujące pytania:

Czym chce Pan zachęcić młodzież do wstępowania do OSP? Co takiego może straż zaoferować, żeby odciągnąć młodych od ekranów komputerów, tabletów, smartfonów?

Czy rzeczywiście wyposażenie jednostek jest na tyle satysfakcjonujące, że w najbliższym czasie nie będzie Pan zabiegał o większe zakupy?

W PSP jest Pan dowódcą zmiany. Da się połączyć OSP i PSP? Przede wszystkim czasowo?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Czym chce Pan zachęcić młodzież do wstępowania do OSP? Co takiego może straż zaoferować, żeby odciągnąć młodych od ekranów komputerów, tabletów, smartfonów?

Z prezesem miejscowej jednostki, druhem Pawłem Kamińskim, udaliśmy się do szkoły w Radawnicy i przeprowadziliśmy już pierwsze spotkania we wszystkich klasach gimnazjum. Zachęcaliśmy młodzież do wstąpienia do drużyn pożarniczych. Oni muszą wiedzieć, że jak przyjdą do straży to się nie będą nudzili. Oprócz szkoleń i ćwiczeń, wyjazdu do komendy powiatowej w Złotowie czy do Piły, żeby zobaczyły sprzęt, którego nie ma u nas w jednostce, można zorganizować różnego rodzaju biwaki i wycieczki.

A czy dla osób marzących, aby zostać zawodowym strażakiem, OSP może być dobrym pierwszym krokiem?

Jak zaczynałem w latach 90–tych, to do PSP mógł przyjść każdy człowiek z ulicy, jeśli tylko dobrze przeszedł testy sprawności fizycznej i okresowe badania lekarskie. Jeśli były wakaty, to był przyjmowany. Teraz to się zmieniło. Jeżeli ktoś jest druhem–ochotnikiem i posiada różnego rodzaju wyszkolenie, to dostaje dodatkowe punkty preferencyjne, które już na starcie stawiają go w lepszym położeniu niż osobę nie mającą wcześniej ze strażą nic wspólnego. Będąc z kolei dowódcą zmiany, jeśli przychodzi nowy funkcjonariusz, a jest to członek OSP, z którym już wcześniej współpracowałem, to wiem już mniej więcej, co ten człowiek potrafi i pod jakim kierunkiem należy go szkolić i co od niego wymagać.

Reklama

Czy rzeczywiście wyposażenie jednostek jest na tyle satysfakcjonujące, że w najbliższym czasie nie będzie Pan zabiegał o większe zakupy?

Na pewno każda jednostka z naszej gminy chciałaby wymienić samochód na lepszy, nowszy. Wiele samochodów jest wiekowych. Jest żuk, mercedes z lat 70–tych, bardzo awaryjne lubliny. Wszystko zależy od funduszy. Obecnie gminy muszą mieć większy wkład własny do zakupu nowego auta. Lekki samochód można było zakupić przy wkładzie własnym 30–40 tysięcy, obecnie to koszt około 70 tysięcy, więc jest to naprawdę dużo dla samorządu. W przyszłym roku na pewno nie uda się takiego auta zakupić, może w przyszłości.

A czy była już na ten temat rozmowa z wójtem? Podczas spotkania wyborczego w czerwcu podkreślał wysiłek finansowy poprzednich lat i sugerował wstrzymanie się od większych zakupów w najbliższych latach.

Rozmowy na temat zakupów, co będzie za rok, dwa, trzy, nie było. W tej chwili trzeba się skupić na przyszłorocznym budżecie, który też będzie ciężki z tego względu, że te auta, które mamy, trzeba opłacać. Inny sprzęt wymaga legalizacji i przeglądu. Koszt przeglądu sześcioletniego jednego aparatu ochrony dróg oddechowych to 1500 złotych. To są naprawdę potężne koszty.

Reklama

Wróćmy do Pana. Jest Pan jeszcze członkiem OSP w Okonku?

Jestem. Przepisy tego nie zabraniają, a tam zaczynałem i sentyment pozostał, ciągnie mnie w to miejsce i jest mi przyjemnie raz do roku spotkać się na zebraniu sprawozdawczym, porozmawiać z druhami, z którymi zaczynałem przygodę z pożarnictwem. Niemniej w tej chwili całe swoje wysiłki kieruję na Złotów i straż w Radawnicy.

W PSP jest Pan dowódcą zmiany. Da się połączyć OSP i PSP? Przede wszystkim czasowo?

Wszystko da się połączyć. Dowódcą zmiany jestem od 2007 roku, naczelnikiem od lutego, komendantem od czerwca. Tych obowiązków jest coraz więcej. Obecnie sobie radzę, choć cały czas jestem na etapie wdrażania się w nowe obowiązki. W gminie bardzo zmieniły się zarządy w jednostkach. Praktycznie w każdej zmienił się naczelnik, w kilku prezesi, kadra się odmłodziła. Oni też muszą w to wszystko wejść. Myślę, że w przeciągu roku to wszystko będzie już tak poukładane, że znajdziemy czas także na inne rzeczy niż te, do których obligują nas nasze funkcje.

Reklama

Jakby tych funkcji i obowiązków było mało, to jeszcze Pan studiuje.

W tej chwili jestem na trzecim semestrze studiów podyplomowych w Szkole Głównej Służby Pożarnictwa w Warszawie. Są to studia dla strażaków ubiegających się o zajmowanie stanowisk oficerskich związanych z kierowaniem działaniami ratowniczymi. Po tych studiach będę posiadał uprawnienia do kierowania działaniami na szczeblu taktycznym i strategicznym, czyli po prostu najwyższym. Dziś mogę pełnić funkcje kierownicze na szczeblu interwencyjnym. W tej chwili jestem na etapie pisania pracy końcowej. Jak wszystko dobrze pójdzie, to w styczniu będę się bronił i skończę szkołę.

To co na to wszystko rodzina?

Musiałby pan zapytać żony i dzieci. Naprawdę każdą wolną chwilę staram się spędzać z nimi. Na pewno żona czasami jest zła, bo np. moglibyśmy coś zrobić razem, gdzieś pojechać, a tu nagle jest telefon, że coś trzeba zrobić, coś załatwić, ale tak już bywa. Funkcja do czegoś zobowiązuje. Są takie sytuacje, że jadąc na służbę nie wiadomo, czy się wróci na daną godzinę czy się będzie zadysponowanym do jakiegoś zdarzenia. W 2003 roku ze służby jechałem do pożaru w Rafinerii Gdańskiej i wróciłem praktycznie po 48 godzinach, a nie po 24 jak zawsze. Z kolei w 2010 roku zdążyłem wrócić ze służby do domu i zaparzyć herbatę, a już otrzymałem telefon – spakuj się i jedziesz na powódź. Także praktycznie w domu byłem tylko 10–15 minut, po których wyjechałem na siedem dni na akcję powodziową. Już rozpocząłem 20 rok służby, więc myślę, że żona się przyzwyczaiła.

Reklama

A jak już znajdzie Pan trochę wolnego czasu to co lubi Pan robić, tak dla siebie?

Jeśli tylko czas mój i żony na to pozwoli, to lubimy spędzać razem czas, pojechać gdzieś nad wodę, zrobić ognisko, pojechać na wycieczkę rowerową. Jeśli żona nie ma czasu, to z zamiłowania jestem wędkarzem, więc bardzo chętnie bym się udał na ryby, choć ostatnio nie mam na to czasu, byłem tylko raz.

I to chyba na zawody strażackie.

A to nie, to wtedy dwa razy. Ale ogólnie lubię czas spędzać w gronie najbliższej rodziny, w ciszy, spokoju.

Z Przemysławem Jasiłkiem rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama