Reklama

Kobiety unikatowe

07/12/2015 13:10
Dom można wyhaftować. Samochód i działkę również – warunkiem jest ciężka praca plus podkład obowiązkowy – pasja. Dzielona przez kilka pokoleń

Podobno życie rodziców jest księgą, którą czytują dzieci. Jeśli szczególnie uważnie, docierając do ostatniego akapitu nie odkładają jej bezrefleksyjnie na półkę, a dopisują kolejne rozdziały. W przypadku naszych rozmówczyń niemal wszystkie traktują o sztuce, w rodzinnym domu będącej chlebem powszednim.

Bożena Radzikowska, w skali kraju wielokrotnie wyróżniana za swoje prace, haftu uczyła się od swojej mamy, lekcje pracy z igłą fundowały jej także babka i prababka. Mąż naszej rozmówczyni, Zbigniew Radzikowski, parał się natomiast rzeźbiarstwem, z tak twórczego związku zrodzić się mogła zatem wyłącznie kolejna artystyczna dusza. Anna Akolińska maluje na szkle.

Reklama

Póki miejsca nie zabraknie

Dom moich rozmówczyń jest świadectwem ich talentu. Ten można dostrzec już z zewnątrz – szyby niemal wszystkich okien zamieniły się w witraże. Do wnętrza kuchni, gdzie wygodnie rozsiadamy się na czas rozmowy, jedne z ostatnich ciepłych promieni słońca przebijają się przez barwny roślinny motyw. Zresztą wizyta w Budach pokazuje, że prawdziwi artyści nie przepuszczą żadnej powierzchni, która posłużyć im może za „płótno”. Dlatego też farby, poza szybami, pokryły także lustra, filiżanki, spodki, misy, kafle...

Reklama

Piękną modelką ze zdjęcia jest pani Anna Akolińska

Zamiast żyrandola jedną z żarówek obejmuje haftowana tkanina, półki zdobią haftowane serwety. W szafach na świąteczny czas czekają obrusy z motywami właściwymi różnym regionom Polski, są też konkursowe czepce, kryzy, fartuszki, a nawet pościel. Suknię ślubną, którą pani Bożena haftowała na specjalne zamówienie, oglądamy tylko na zdjęciach. Podobnie wiele innych prac, które według zamówionych wzorów zdobiła na życzenie – zleceń nie brakowało, ponieważ jako chałupniczka pracowała dla Cepelii (Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego). Spod jej igły wyszło wiele unikatów, pasja bowiem nie pozwalała kobiecie spleść rąk na piersi w geście nic nierobienia. - Odkąd pamiętam mama wykorzystywała na haft każdą wolną chwilę – wspomina Anna Akolińska. – Gotowała, haftując jednocześnie. W kieszonce fartucha zawsze miała rozpoczętą pracę i jak tylko mogła chwytała za igłę – dodaje. Zamieniała się wówczas w oazę spokoju, co było o tyle ciekawe, że w życiu codziennym pani Bożena bywała raczej impulsywna. I pracowita. - Dom, pierwszy samochód, działkę – wszystko to mama „wyhaftowała” - przyznaje pani Ania.

Reklama

Gotowa do pomocy

Bożena Radzikowska wie, jak cenne jest życie, dlatego wytrwale pracowała nie tylko na konto rodzinnych potrzeb, ale i na rzecz potrzebujących. W 1978, przekazując hafty artystyczne wykonane wraz z uczennicami podczas kursu rękodzieła, dołożyła swoją cegiełkę do budowy warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka, na stan którego trafiło 91 sztuk „serwetek-śniadaniówek mających przypominać pacjentom rodzinny dom”. „Ten piękny i wzruszający dar może ofiarować tylko ktoś, kto sam wiele przeżył i potrafi zrozumieć przeżycia i cierpienia innych ludzi” - przewodniczący komitetu budowy pomnika-szpitala Janusz Wieczorek w ten sposób dziękował za ten gest.

W jego ocenie było wiele prawdy. Nasza rozmówczyni niemało bowiem w życiu przeszła – podczas Powstania Warszawskiego walczyła w obronie polskości. Jej odwaga po latach została doceniona. Prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał Bożenie Radzikowskiej stopień podporucznika wojska polskiego.

Reklama

Poważanie nasza rozmówczyni, dziś 89-latka, zdobyła również w świecie sztuki. Karty rodzinnej kroniki, która dokumentuje jej dorobek artystyczny, wypełnia wiele dyplomów potwierdzających start w ogólnopolskich i regionalnych konkursach na hafty ludowe. Tych „za udział” próżno szukać. Pierwsze, drugie miejsca, wyróżnienia – jej prace zawsze spotykały uznanie (w 1978 roku przyznano jej nawet ministerialne stypendium), a to dlatego, że miały one charakter twórczy, a nie odtwórczy. - Na podstawie elementów wzornictwa danego regionu sama tworzyłam nowe wzory – wyjaśnia Bożena Radzikowska. Z racji pochodzenia (nasza rozmówczyni urodziła się w Pyzdrach koło Konina) serce oddała haftowi poznańskiemu, tym ulubionym dla wieloletniej mieszkanki Bydgoszczy był jednak kujawski, oparty wyłącznie o białe nici. Na dwóch wzorach miłośniczka haftu oczywiście nie poprzestała – jej prace zdobią również hafty kaszubski, krajeński, wielkopolski i łemkowski.

Fachowiec poszukiwany

Z racji umiejętności i wyobraźni Bożena Radzikowska, z zawodu pielęgniarka, z artystki wielokrotnie przeistaczała się w nauczycielkę – kursy haftu, które prowadziła, cieszyły się ogromnym powodzeniem. Również w Jastrowiu (w roku 1980 nasza rozmówczyni osiadła w Budach). - Naczelnik gminy Ryszard Sikora przyznał mamie nawet deputat na benzynę, żeby mogła dojeżdżać na zajęcia – wspomina pani Ania. Dziś w rękach jej mamy próżno szukać igły – wiek niestety częściowo odebrał jej sprawność. - Jest to dla mnie szczególnie depresyjna sytuacja, bo haft to w końcu całe moje życie – przyznaje pani Bożena. Zostały pamiątki – również w domach bliskich. Nie tylko serwety i inne przedmioty użytkowe – ot choćby haftowane „Słoneczniki” Vincenta van Gogha.

Reklama

Zamiast igły – ołówek

W córce pani Bożeny również drzemie artystyczna dusza, Anna Akolińska, od małego obserwująca pracę mamy, nie za igłę chwyciła jednak, a za ołówek. Rysunek – to pierwsze, co ją zafascynowało. Zachwyt malarstwem przyszedł później – dopiero po przeprowadzce do Bud. - Tu nasze życie zwolniło, człowiek mógł się wreszcie poświęcić sobie – uzasadnia nasza rozmówczyni. Do działania zainspirował ją kafel ozdobiony ręką koleżanki. Pani Ania zobaczywszy go – wpadła. - Autobusem pojechałam do Piły na sklepu, kupiłam farby i zaczęłam malować – wspomina. Najpierw haft krajeński.

- Takie miałam kolory – wspomina ze śmiechem. Odtwórcze wzory były jednak krótkim etapem w jej życiu – Anna Akolińska zaczęła tworzyć te własne, bardziej barwne i poświęcone głównie ukochanym motywom roślinnym.

Reklama

W malowaniu na szkle urzekł ją właśnie kolor i szczególne właściwości wspomnianego materiału. - Lubię szkło, ponieważ ono żyje – prace inaczej wyglądają na nim o wschodzie słońca, inaczej o zachodzie, w słoneczny i w pochmurny dzień, inaczej też, gdy pobudza je ruch – uzmysławia. Inaczej w oczach matki i córki, tworzących prace tak różne i jednocześnie podobne do siebie – unikatowe.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama