Reklama

Komiks to nie tylko prosta historyjka z dymkiem. Zajrzyj do świata Karola Bobkowskiego

13/10/2016 19:15
Większość to komiksy dla dorosłego czytelnika. Na przykład „Maus” został podany w Polsce do prokuratury. - To bardzo poważne – o zbieraniu komiksów mówi Karol

To jest takie miejsce, przy którym nawet kurzu ścierać mi Karol nie pozwala. W dni głaskane musi sobie podejść, wyjąć komiks, zobaczyć, czy nie ma na folii żadnych zagnieceń…

– proszę Sylwię Mróz, by opowiedziała o pasji jej partnera. Zatrzymujemy się już w korytarzu. Jedną ze ścian oblepiły komiksy z całego świata.

Kiedyś ta część była na moje książki, a teraz są tam poupychane na dole

– kobieta pokazuje na czarny regał.

Gdy przychodzi listonosz, to pytam: ja czy pan Karol? Pan Karol. Przynosi i pokazuje: zobacz, co kupiłem! Bo wiesz, to jest wydanie z tego i tego roku, charakteryzuje się… Ostatnio coś o Batmanie było. Mówię mu, że ma tego tyle [wczoraj przyszedł komiks nr 1780 – red.], a on, że za każdym razem dodają coś nowego i on musi to mieć!

Reklama

Co Sylwia mogłaby zaproponować komuś, kto nie zna się na komiksach?

„Niebieskie pigułki” mogłabym ci polecić

– rzuca, czym wywołuje uśmiech partnera.

Hi, hi, jak to zabrzmiało…

Polskie świnie

Jak wygląda 40–letni mężczyzna z różowym komiksem w rękach? Z kreską pornograficzną w środku?

Poważnie. To jest artystyczne porno. Zwróć uwagę na grę cieni!

– Karol otwiera szerzej „Zagubione dziewczęta” Alana Moora.

To historia dorosłych bohaterek literatury dla dzieci. Jest tu Alicja z Krainy Czarów, Dorotka z Krainy Oz... Spotykają się w hotelu i opowiadają swoje erotyczne historie

Reklama

– dlatego 90% komiksów zgromadzonych przez Karola Bobkowskiego nie nadaje się do pokazania dzieciom. Może dlatego że Alan Moore jest, jak mówi Karol, trochę nawiedzony i uważa się za boga? I nienawidzi ekranizacji swoich dzieł, choć to one przynoszą mu światową popularność.

Moore jest najlepszym scenarzystą komiksów, ale przy ekranizacji kazał swoje nazwisko wyrzucić

– zauważa mieszkaniec Złotowa.

Niech Państwa nie zmyli ta różowa okładka - to zdecydowanie nie jest komiks dla dzieci

Komiks to nie tylko prosta historyjka z dymkiem. Bywają mroczne, krwawe i obrazoburcze. Na przykład „Maus” Arta Spigelmana, za którą autor dostał Nagrodę Pulitzera. – Spigelman jest synem polskiego Żyda. Urodził się po wojnie, poza Polską, ale jego ojciec przeżył holocaust i on opowiada tę historię. Myszy symbolizują tu Żydów, koty – Niemców, a Polacy to są świnie. To bardzo mocno zabolało niektórych polskich patriotów, dlatego ktoś podał ten komiks do prokuratury. Na początku przygody z komiksami, jakieś trzydzieści lat temu, miłośnik komiksów cenił kreskę, dziś jest ona na dalszym planie.

Reklama

Teraz najważniejszy jest scenariusz. Musi być dobrze opowiedziany, niebanalny i logiczny

– mężczyzna sięga na półkę po jedno z wydań „Strażników” Alana Moora. Doskonale wie, gdzie co ma, nie traci czasu na szukanie.

To komiks zbudowany jak zegar, pełen szczegółów, które, niczym pasujące do siebie trybiki, tworzą idealny mechanizm. Czasami komiks operuje skrótami i nie do końca wiadomo, skąd np. wziął się dany bohater, a tutaj wszystko jest dopracowane

– okazuje się, że komiks potrafi być solidną lekturą. Kilkusetstronicową, w twardej oprawie...

Reklama

W dalszej części przeczytasz jeszcze:

Co tam masz, chłopczyku? – Miłość zaczęła się u sąsiadki, w Okonku. – Ona miała „Tytusy”, więc często chodziłem do niej poczytać...

Zabezpieczenie na przyszłość – Czasami dowiaduję się po czasie, ile dany komiks kosztował, ale mam świadomość, że to nie jest tania rzecz. Karol mówi, że to jest moje zabezpieczenie...

Dorosły z plusem – Cenię pasję. Każdy świr pozytywnie zakręcony dla otoczenia może się wydawać dziwny, ale tacy są pasjonaci. Według mnie pasja to wartość dodana...

Zachęcamy do dalszego czytania. Zostań naszym stałym czytelnikiem[[pay]].


Sylwia sama powiedziała, że czytam więcej od niej

Reklama

– taka pochwała od dyrektor biblioteki musi cieszyć i rzeczywiście pasjonat komiksów obdarza nas szerokim uśmiechem zadowolenia.

Do kilku mnie zmolestował, choć cały czas jestem dość oporna. Nie dlatego, że uważam komiksy za gorszą kategorię, ale dlatego, że mam poczucie, że to jest jego, intymne

– mówi Sylwia Mróz.

Co tam masz, chłopczyku?

Miłość zaczęła się u sąsiadki, w Okonku.

Ona miała „Tytusy”, więc często chodziłem do niej poczytać.

Chodzi o serię komiksów „Tytus, Romek i A’tomek” autorstwa Henryka Jerzego Chmielewskiego wydawana od roku 1957 do dziś. Wychowały się na niej pokolenia Polaków.

Reklama

Byłem chyba w I klasie podstawówki, gdy pojechaliśmy z tatą do znajomych do Szczecinka i syn tych państwa zapytał, czy chcę komiksy. Nie, nie... Za bardzo śmiały to nie byłem

– 40–latek drapie siwiejącą brodę.

Ale przy wyjściu dał mi plik komiksów. Był tam m.in. „Ogień nad tajgą”. Mam taki tutaj, bo ten z dzieciństwa niestety nie przetrwał

– pokazuje świetnie zachowany egzemplarz dzieła Marka Szyszko.

Żałuję, że nie wziąłem wszystkiego, bo pewnie były tam jakieś białe kruki, które dziś są sporo warte. Ale to wtedy dowiedziałem się, że to co mi się zawsze podobało nazywa się komiksem!

Reklama

– to było odkrycie siedmiolatka. Kolejne przychodziły z czasem, bo komiks był oknem na świat dla chłopca z Okonka.

Kupowałem prawie wszystko, co wtedy pojawiało się na rynku: Kajko i Kokosz, Kapitan Kloss, Tytusy, komiksy Tadeusza Baranowskiego, czy Jerzego Wróblewskiego. Przełomem był „Szninkiel” Jean Van Hamme z rysunkami Grzegorza Rosińskiego – pierwszy komiks, w którym były gołe piersi!

– w roku jego wydania Karol miał 12 lat.

Jak ten komiks krążył po kolegach!

– śmieje się, zapalając lampę stojącą przy regale z komiksami. Odnowiona w stylu decoupage (pokryta komiksami autorstwa Karola) ułatwia mu codzienne „głaskanie”. Tamten komiks nie przetrwał próby czasu i ciekawości kolegów, ale K. Bobkowski ma taki sam. Pierwsze wydanie kupione na Allegro.

Reklama

Zabezpieczenie na przyszłość

Czasami dowiaduję się po czasie, ile dany komiks kosztował, ale mam świadomość, że to nie jest tania rzecz. Karol mówi, że to jest moje zabezpieczenie

– Sylwia Mróz nie ma problemów z hobby partnera.

Ja wydaję na ciuchy, a Karol na komiksy

– mówi wprost. A kwoty potrafią zaskoczyć. Pierwszy komiks, w którym pojawił się Superman, został sprzedany na aukcji za ponad 3 mln dolarów! Karol takich pieniędzy nie ma, ale za to ma fioła na punkcie pierwszych wydań.

O, tu mam pierwszy numer „Tytusa, Romka i Atomka”. Nie pierwsze wydanie, bo to kosztuje 3 tys. złotych. Mam pierwsze wydanie „Tytus księga III” z 1968 roku „Tytus w kosmosie”. A teraz poluję na pierwsze wydanie, ale na Allegro życzą sobie około 1 tys. zł

Reklama

– najczęściej K. Bobkowski kupuje komiksy przez internetowe serwisy aukcyjne. Polskie i zagraniczne. Tak zwane zeszytówki ma w pokoju obok.

To nie koniec?

– pytam, gdy odchodzimy od regału z wielką serią komiksów Marvela o superbohaterach (ułożone numerami układają się w jeden obraz. Zza nich, jakby z ukrycia wyglądają zeszytówki Spidermana wydawane w Polsce). A z salonu dobiega kobiecy śmiech.

Do końca daleko.

Jeśli cię to interesuje... Pewnie nie, ale i tak ci pokażę

– Karol nie przepuszcza żadnej okazji, by opowiedzieć o swoich zbiorach. Niech no tylko znajdzie słuchacza.

Reklama

Kiedyś odwiedził nas mój siostrzeniec z dziewczyną i ona była naprawdę zainteresowana komiksami. Karol coś jej pokazywał, ale ja zaczęłam nowy temat i ona go podchwyciła... Gdy pojechali, Karol miał żal: znowu tak będzie, że ja będę chciał opowiedzieć coś swojego, a ty nie pozwolisz!

– wspomina Sylwia.

Chodźmy dalej. Na szafce w pokoju stoją przygotowane na pokaz zeszytówki amerykańskie. Część w plastikowych kasetkach. 

Firma CGC zajmuje się ocenianiem stanu danego komiksu. Tu mamy ocenę 9,8 i certyfikat. Dzięki temu jest dwa razy więcej wart

– pokazuje jeden z egzemplarzy.

A to jest kluczowe wydanie Daredevila – 168 numer. Kluczowy to taki, w którym pojawia się jakiś bohater, który ma wpływ na późniejszy rozwój historii

– ten z kolei owinięty jest jedynie w folię. Sprawia ona jednak, że do okładki nie dobiera się słońce. Karol nawet go nie wyjmuje, bo boi się go uszkodzić.

Za te dwa zapłaciłem 1500 zł. Na raty je wziąłem przez Allegro

– przyznaje. Zaznacza jednak, że komiksami nie handluje, choć na ebayu mógłby na nich zarobić.

Za 14 numer Spidermana z 1964 (tu się pojawia po raz pierwszy Zielony Goblin, który jest głównym przeciwnikiem Spidermana do dzisiaj) zapłaciłem 1200 zł, a jego wartość to ok 600–700 dolarów

– 40–latek nawiązuje do zabezpieczenia dla partnerki.

Nawet gdybym miał pierwszy numer Spidermana czy Batmana warty kilka milionów dolarów, to bym go nie sprzedał. Sama chęć posiadania jest silniejsza

– zapewnia. Dlatego, gdy nadarza się taka okazja, prosi autorów o dedykowany autograf lub rysunek. Taki egzemplarz traci na uniwersalności, ale Karol przecież pasją nie handluje.

Dorosły z plusem

Cenię pasję. Każdy świr pozytywnie zakręcony dla otoczenia może się wydawać dziwny, ale tacy są pasjonaci. Według mnie pasja to wartość dodana

– Sylwia Mróz ocenia zainteresowanie partnera. Na pierwszy rzut oka dziecinne, bo tak kojarzą się komiksy, a w rzeczywistości pasjonujące także dorosłych. Ktoś w końcu płaci te grube miliony za komiksowe białe kruki.

To jest bardzo poważne zajęcie

– jeszcze raz podkreśla Karol i żałuje, że na półce brakuje miejsca na jego pasję.

Ja też mam swoją. Mogę wyjąć koraliki, ale Karol się wścieknie, że znowu odbieram mu jego pięć minut…

– rzuca Sylwia.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    znajoma - niezalogowany 2016-10-16 19:46:31

    Niebanalny facet z niebanalną pasją ;) - Super

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    milena - niezalogowany 2016-10-14 08:43:14

    Fajna pasja, choć droga. Też kiedyś zbierałam komiksy, ale niestety teraz nie mam czasu nawet ich czytać. Pozdrawiam Cię Karol

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama