Jacek Wszoła mistrz olimpijski z Montrealu w skoku wzwyż z 1976 roku opowiada o tym, jak na przestrzeni lat zmieniła się ta dyscyplina, jak dzisiejsze dzieci podchodzą do sportu i jak odnaleźć się w życiu po zakończeniu sportowej kariery
Jest to pierwsza Pańska wizyta na Złotowszczyźnie?
Przyznam, że tak, chociaż już bywałem w okolicznych miastach - w Wałczu i w Pile.
Ile miał Pan lat , gdy zaczął trenować skok wzwyż?
14 lat.
Dzieci, które się przed Panem dzisiaj zaprezentowały mają 10-13 lat. Czy można w tym wieku stwierdzić, że wyrosną na mistrzów tej dyscypliny?
W tym wieku jeszcze nie, ale dobrze jest zacząć jak najwcześniej. Ważniejsze jest jednak to, ile będą skakać w wieku 18-19 lat niż to, ile skaczą teraz. Teraz bym szukał dzieciaków konkretnie do skoku wzwyż.
Czyli jakich?
Chudych i mających długie nogi, a nie takich, które są silne i szybkie. Siła i szybkość będzie potrzebna dopiero w późniejszym wieku.
Czego potrzeba, aby być dobrym skoczkiem wzwyż?
W sumie to wszystkiego po trochu. Dużo zdrowia, dobrego odżywiania i klimatu. Również człowiek musi mieć odpowiedni genotyp. Młode dzieci muszą być jednak ruchliwe i chętne do uprawiania sportu.
Z tym jest problem w dzisiejszych czasach.
Dzisiejsze wychowanie i sposób spędzania czasu przez młodych ludzi, szczególnie w dużych miastach, jest zaprzeczeniem tego, co powinno dotyczyć dzieci i młodzieży. Łatwiej jest o to na wsi i w małych miasteczkach. Nie żebym upatrywał w Internecie szczególnego wroga młodzieży, ale to jest istotny problem - spędzają za dużo czasu przed komputerem, przy grach, a nie w ruchu i aktywności fizycznej. To bardzo ważne dla rozwoju fizycznego.
Wśród wybitnych skoczków wzwyż po Panu pojawił się Artur Partyka. W 2009 roku na chwilę na podium był Sylwester Bednarek. Jak ocenić szkolenie w Polsce?
Jest dobre, bo mamy bardzo dobrych trenerów, którzy sami skakali wzwyż. Mamy zasłużonych ludzi, którzy wychowują młodzież od lat 80. Mamy również najlepsze na świecie uczelnie szkolące trenerów. Gorzej jest z zainteresowaniem młodzieży i dlatego nie mamy klasowych zawodników wśród mężczyzn.
Z kobiecym skokiem wzwyż jest chyba trochę lepiej?
Dobrze się stało, że dwie zawodniczki, które już są doświadczone, zaczęły niemalże u schyłku swojej kariery osiągać bardzo dobre rezultaty. Aktualnie Kamila Lićwinko jest najlepszą skoczkinią wzwyż na świecie. Natomiast u mężczyzn jest kilkuletnia stagnacja.
Jak ewoluowała ta dyscyplina od lat 70 i 80 XX wieku?
Po bardzo dużym regresie i spadku wyników ostatnie 3-4 lata to zapowiedź powrotu na wysoki poziom skakania. Jest nadzieja, że męski skok wzwyż wróci na poziom 2,40 cm. Może to być zapowiedź poprawienia rekordu świata.
Kariera sportowa nie trwa wiecznie. Jak się odnaleźć po jej zakończeniu?
To trudne zadanie. Pomaga w tym wykształcenie albo dużo szczęścia lub też inwestowanie pieniędzy, których jest coraz więcej w sporcie. Kariery trwają po kilkanaście lat i nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest bezpieczne lądowanie po jej zakończeniu.
Często zdarza się Panu być ekspertem telewizyjnym podczas zawodów lekkoatletycznych. Trudniej jest skakać czy opowiadać o sporcie?
Bycie ekspertem jest najłatwiejszą z ról. Pokazywanie po sobie emocji nie sprawia ludziom trudności. Gorzej jest przeanalizować to, co się stało, pokazać błędy i dobre strony. Szczególnie w lekkiej atletyce. Tutaj jest dużo mankamentów technicznych. Trzeba wiedzieć, jakich mechanizmów dotyczy dana konkurencja. Trzeba być w kontakcie z zawodnikami i trenerami.
Czego może Pan życzyć tym, którzy dzisiaj się zaprezentowali przed Panem, a skaczą dopiero od 2-3 lat?
Żeby skakali następne 12 lat i więcej. Życzę im dużo zdrowia i prawidłowego rozwoju, a może zobaczymy ich na wielkich zawodach lekkoatletycznych.
Rozmawiał Maciej Brzeziński
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze