- Nie zasymilowaliśmy się z sąsiadami - państwo Sierpińscy dystansują się względem opinii, jaka krąży na temat mieszkańców Sypniewka Folwarku
- Nie jestem kryminalistą, od niczego nie jestem uzależniony – pan Stefan na taką ocenę wszystkich mieszkańców tzw. Korei się złości. Jego żona również, wszak i ona nigdy nie była z prawem na bakier. Tym samym oboje nie identyfikują się z treścią artykułu pt. „Kryminał albo głód”, jaki ukazał się na łamach "Aktualności Lokalnych".
Ich historia jest inna.
Małżonkowie osiedlili się w tym miejscu siedem lat temu – jak oboje przyznają – w kompletnej niewiedzy na temat panującej tu mentalności. Czy gdyby wiedzieli w jaki sposób w Korei układa się życie wciąż obstawaliby za kupnem domu, który podsunął im internet? - Chyba byśmy się tu nie sprowadzili... – odpowiada pani Halina, choć to właśnie za jej sprawą państwo Sierpińscy zostawili Chełm za plecami. Pan Stefan, domator, przywykł do rytmu w jakim w Sypniewku Folwarku płynie życie, do niedogodności, z którymi musi się mierzyć i do lasu, który tę maleńką osadę okala z każdej strony. Małżonkowie odpoczywają tu od wielkiego miasta, ich córce natomiast marzy się wyprowadzka. - Planuję się stąd wydostać, ponieważ dla dzieci nie ma tu żadnej przyszłości – wyjaśnia pani Katarzyna, mama dwóch chłopców.
Przyzwyczajenie – drugą naturą
- Placu zabaw nie ma – wspomniane niedogodności wylicza pan Stefan, dodając, że walczy o niego nie od dziś. Jak przyznaje, by ten mógł stanąć był nawet gotów oddać fragment swojego ogródka, zainteresowania ze strony gminy jednak – podobno – nie było. Udało się natomiast wywalczyć, a w zasadzie „wychodzić” oświetlenie uliczne. - Jeszcze za czasów burmistrza Sikory – podkreśla pan Stefan. - Wcześniej tu były ciemności egipskie – słyszę. Państwo Sierpińscy przyznają, że doświadczeni życiem w mieście starają się dla Korei zawalczyć choćby o normalność. O normalną, przejezdną drogę – do tej jeszcze daleka, o ironio, droga i o porządek. - Na początku tylko my mieliśmy tutaj umowę na wywóz śmieci, reszta zaśmiecała las – wspominają małżonkowie. Chcąc temu położyć kres „wychodzili” u Ryszarda Sikory także wspólny kontener dla sąsiadów. - Chcieliśmy, żeby każdy trzymał porządek, żeby było kulturalnie – tłumaczy pani Halina, która na Sypniewko Folwark siedem lat temu spojrzała okiem obcego. - Ludzie się tu przyzwyczaili do takiego życia – wnioskuje dziś, dodając, że ona wraz z mężem i córką przyglądają się poczynaniom sąsiadów z dystansem. - Oni się już nie zmienią – uważa, zaznaczając, że nie chce jednak generalizować, wszak w zachowaniu kilku osób zaszły zauważalne zmiany. Państwo Sierpińscy w panujące w Korei układy nie dają się wmanewrować. - Jestem wrogiem alkoholu – przyznaje pan Stefan, jego żona dodaje, że nie bawią się też w pożyczanie, zwłaszcza pieniędzy. Przez zasady, które państwo Sierpińscy wyznają początkowo sąsiedzi patrzyli na nich trochę z boku. - Były drobne utarczki – wspominają. Teraz wszyscy okrzepli. - My nie przeszkadzamy im, oni nam – wyjaśniają. A, że jest jak jest? - Sąsiadów się nie wybiera – słyszę.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze