Reklama

Korea: odsłona numer dwa

14/02/2014 00:00
- Nie zasymilowaliśmy się z sąsiadami - państwo Sierpińscy dystansują się względem opinii, jaka krąży na temat mieszkańców Sypniewka Folwarku

- Nie jestem kryminalistą, od niczego nie jestem uzależniony – pan Stefan na taką ocenę wszystkich mieszkańców tzw. Korei się złości. Jego żona również, wszak i ona nigdy nie była z prawem na bakier. Tym samym oboje nie identyfikują się z treścią artykułu pt. „Kryminał albo głód”, jaki ukazał się na łamach "Aktualności Lokalnych".

Ich historia jest inna.
Małżonkowie osiedlili się w tym miejscu siedem lat temu – jak oboje przyznają – w kompletnej niewiedzy na temat panującej tu mentalności. Czy gdyby wiedzieli w jaki sposób w Korei układa się życie wciąż obstawaliby za kupnem domu, który podsunął im internet? - Chyba byśmy się tu nie sprowadzili... – odpowiada pani Halina, choć to właśnie za jej sprawą państwo Sierpińscy zostawili Chełm za plecami. Pan Stefan, domator, przywykł do rytmu w jakim w Sypniewku Folwarku płynie życie, do niedogodności, z którymi musi się mierzyć i do lasu, który tę maleńką osadę okala z każdej strony. Małżonkowie odpoczywają tu od wielkiego miasta, ich córce natomiast marzy się wyprowadzka. - Planuję się stąd wydostać, ponieważ dla dzieci nie ma tu żadnej przyszłości – wyjaśnia pani Katarzyna, mama dwóch chłopców.

Przyzwyczajenie – drugą naturą
- Placu zabaw nie ma – wspomniane niedogodności wylicza pan Stefan, dodając, że walczy o niego nie od dziś. Jak przyznaje, by ten mógł stanąć był nawet gotów oddać fragment swojego ogródka, zainteresowania ze strony gminy jednak – podobno – nie było. Udało się natomiast wywalczyć, a w zasadzie „wychodzić” oświetlenie uliczne. - Jeszcze za czasów burmistrza Sikory – podkreśla pan Stefan. - Wcześniej tu były ciemności egipskie – słyszę. Państwo Sierpińscy przyznają, że doświadczeni życiem w mieście starają się dla Korei zawalczyć choćby o normalność. O normalną, przejezdną drogę – do tej jeszcze daleka, o ironio, droga i o porządek. - Na początku tylko my mieliśmy tutaj umowę na wywóz śmieci, reszta zaśmiecała las – wspominają małżonkowie. Chcąc temu położyć kres „wychodzili” u Ryszarda Sikory także wspólny kontener dla sąsiadów. - Chcieliśmy, żeby każdy trzymał porządek, żeby było kulturalnie – tłumaczy pani Halina, która na Sypniewko Folwark siedem lat temu spojrzała okiem obcego. - Ludzie się tu przyzwyczaili do takiego życia – wnioskuje dziś, dodając, że ona wraz z mężem i córką przyglądają się poczynaniom sąsiadów z dystansem. - Oni się już nie zmienią – uważa, zaznaczając, że nie chce jednak generalizować, wszak w zachowaniu kilku osób zaszły zauważalne zmiany. Państwo Sierpińscy w panujące w Korei układy nie dają się wmanewrować. - Jestem wrogiem alkoholu – przyznaje pan Stefan, jego żona dodaje, że nie bawią się też w pożyczanie, zwłaszcza pieniędzy. Przez zasady, które państwo Sierpińscy wyznają początkowo sąsiedzi patrzyli na nich trochę z boku. - Były drobne utarczki – wspominają. Teraz wszyscy okrzepli. - My nie przeszkadzamy im, oni nam – wyjaśniają. A, że jest jak jest? - Sąsiadów się nie wybiera – słyszę.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości