- Jestem pewna, że ktoś chciał nam zrobić krzywdę - mówi Anna Kandalska, dodając, że gdyby było inaczej, podpalacz podłożyłby ogień również na parterze budynku
29 lipca Elżbieta Kandalska późno kładła się spać – około 1.00. Szczęśliwie senność nie zdołała jej zmorzyć – przeszkadzał królik, a przynajmniej tak się kobiecie wydawało. - Myślałam, że córka dała mu suchego chleba na noc i chrupie – wspomina pani Ela. Tuż przed 1.30 wstała z łóżka, by zobaczyć, co zwierzę wyprawia w klatce i wówczas dotarło do niej, że hałas dobiega zza drzwi wejściowych. - To ogień tak trzaskał – opowiada. - Mama zobaczyła dym – wyjaśnia Anna, tłumacząc, że ten zaczął się przedostawać do mieszkania przez nieszczelne drzwi. Gorące, na szczęście nie na tyle, by nie dało się ich otworzyć.
[[reklama]]
E. Kandalska postawiła na nogi cały dom. W koszuli nocnej wzięła się za gaszenie pożaru – razem z córkami przynosiły wodę miskami. Pożar udało się ugasić – strażacy z OSP Jastrowie zajęli się dogaszaniem zarzewi. - Dopiero wczoraj głos odzyskałam, tak się nałykałam tego dziadostwa – powiedziała nam w czwartek pani Elżbieta, mając na myśli dym. - Byłam czarna, że ja pierdziu, jak diabeł... Dziewczynom nadpaliły się włosy – częściowo udało się je już doprowadzić do porządku.
Problem z szafą
Spłonęła szafa wypełniona ubraniami. - Były tam kurtki zimowe, bluzy... ciepłe rzeczy – wyjaśnia Anna. Jęzory ognia z łatwością strawiły materiał, nadpaliły...
To tylko fragment artykułu z AL 32/2013, s.22
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze