Przygodę z piłką nożną rozpocząłem pod okiem trenera Andrzeja Bednarka w I klasie podstawówki. W sumie pracowałem z nim ponad 10 lat i nie ukrywam, że byłoby miło móc znów zobaczyć go przy piłce. Do klasy chodziłem m.in. z Michałem Pinkowskim z obecnej drużyny Sparty. Piłka zawsze dawała mi mnóstwo frajdy i wydobywała ze mnie największe pokłady energii. Jak wielu innych młodych chłopaków mogłem za nią biegać całymi godzinami i właściwie nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne.
Zaczęło się od Davida Beckham’a, potem pojawił się Ronaldinho, a później nastały już czasy Lionela Messi’ego. Wymieniać można by długo.
Reklama
Tak, w sezonie 2012/2013 trafiłem na pół roku do III-ligowej Korony Dębnica. Graliśmy tam z Markiem Biangą i Krzysiem Wojciechowskim. Poza tym grałem tylko w Sparcie Złotów.
To było połączone ze studiami w Bydgoszczy, w klubie mogłem być raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Nie było zbyt wiele wolnego czasu na dojeżdżanie na treningi i na mecze, stąd tylko pół sezonu. Kiedy wyjechałem za granicę, do Belgii i Holandii, też grałem w jakichś klubikach. Do Polski wróciłem już niestety z poważną kontuzją kręgosłupa, po upadku z dużej wysokości.
Reklama
Tak, na szczęście dosyć szybko wróciłem do sprawności fizycznej i po pewnym czasie mogłem też wrócić na boisko. Czasem odczuwam lekki dyskomfort, ale nie jest to aż tak bardzo uciążliwe.
Na szczęście dosyć szybko udało się przeprowadzić rekonstrukcję. Nie jest to moja pierwsza rehabilitacja ani nie pierwsza i nie ostatnia kontuzja. Jeśli chodzi o nastawienie mentalne nie mam żadnego problemu, wręcz przeciwnie, działam i mam więcej sił niż przed urazem.
Podświadomie coś czułem, bo strzeliło mi inaczej niż zwykle. Próbowałem jeszcze grać, ale jak kolano „uciekło” po raz drugi wiedziałem już, że jest niedobrze.
Reklama

[[pay]]
Kultura kibicowska rządzi się swoimi prawami, jako piłkarz szanuję to, bo wiem, że to jest ich pasja. Kibice robią to po swojemu, czasami wbrew ogólnie przyjętym standardom, ale wiem, że intencje mieli czyste.
W Sparcie nie mamy wielu zastępców i każda luka personalna szybko jest widoczna. Mamy wąską kadrę, bo 20 chłopaków do grania to nie jest dużo, szczególnie myśląc o makroregionie czy IV lidze. Niestety z różnych powodów takich, którzy chcieliby grać w barwach Sparty, jest niewielu.
Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to myślę, że niewiele nam brakuje. Szkoda dobrych zawodników, którzy z różnych względów wybrali dla siebie inną drogę, choć w gruncie rzeczy chcieliby grać w Sparcie, w jakiejś dobrej lidze. Żeby tak się stało musiałoby się sporo zmienić na wielu polach działania klubu, od kwestii finansowych i organizacyjnych aż po samych piłkarzy.
Reklama
Nie mamy zaplecza na IV ligę, ale na makroregion i walkę jak równi z równymi śmiało możemy liczyć. Choć wiadomo, że słabych zespołów raczej tam nie będzie.
Myślę, że nie. Nikt nie powinien mieć pretensji o to, że ktoś w naturalny sposób chciałby się rozwijać. Sam jako piłkarz, wychodząc na boisko, zawsze walczę o wygraną, a grając w „okręgówce” naturalną rzeczą jest celowanie w IV ligę.
Brak funduszy to chyba główna przeszkoda w rozwoju. Pieniądze z miasta wystarczają na podstawowe ligowe potrzeby i nie stać nas na lepszych jakościowo, doświadczonych zawodników. Na samej ambitnej młodzieży dobrego zespołu nie da się zbudować. Wiele zespołów zaraz po awansie ma problem z utrzymaniem się w bardziej wymagających ligach.
Reklama
Damian od początku miał swoją metodę, dzięki której można było liczyć na niezłą frekwencję treningową. Dzięki niemu pojawiła się w zespole rywalizacja na poszczególnych pozycjach. Dawał nadzieję młodszym zawodnikom i trzeba było się przyłożyć, żeby ten pierwszy plac sobie wywalczyć, nie za zasługi, tylko za trening. Ma to swoje dobre i złe strony, ale od strony frekwencji jest na pewno dużo lepiej.
Załapałem się na dwa sezony w IV lidze za trenera Ryszarda Ludewicza, kiedy to wszedłem do kadry seniorów i za trenera Adama Ziółkowskiego. Mieliśmy wtedy naprawdę mocną ekipę, choć ostatecznie zapłaciliśmy frycowe i spadliśmy do „okręgówki”.
Reklama
Trener Ziółkowski prowadził tutaj kurs, na który zapisałem się razem z kolegami. Zdaliśmy go, a uprawnienia przydają mi się teraz w pracy w Sparcie. Zaczęło się od drużyny trampkarzy, ale pomagałem też w treningach naszych młodszych roczników. Już w pierwszym sezonie z trampkarzami udało się nam zdobyć mistrzostwo regionu OZPN Piła, co było dla mnie dużą motywacją i kopniakiem do dalszej pracy.
Trochę trzeba chcieć, ale trzeba mieć też do tego predyspozycje, a przede wszystkim trzeba to lubić. Na początku przekonali mnie do tego rodzice, ale z biegiem czasu spodobało mi się to. Jeśli chodzi o wiedzę teoretyczną z pewnością mam jeszcze wiele do nadrobienia, ale z dogadywaniem się z dziećmi nie mam problemów i raczej mam na nie dobry wpływ.
Reklama
Zajmuję się tylko jedną grupą – Żak 2, czyli dziećmi z roczników 2010-11, które grają w rozgrywkach maksymalnie przeznaczonych dla rocznika 2009, więc ogrywają się ze starszymi kolegami i nawet dosyć fajnie to wygląda. Wynik jest nieważny, chodzi o to, żeby dzieci miały obycie z boiskiem i próbowały swoich sił w meczach o stawkę.
Daje to możliwość spojrzenia na piłkę z innej perspektywy. Pamiętam, jak w młodości trener tłumaczył nam różne rzeczy, to często jego słowa trochę nas omijały. Teraz przy pomocy podobnych argumentów sam próbuję dotrzeć do dzieciaków i chciałbym, żeby chociaż co drugiego, trzeciego te słowa nie ominęły. Nauczyłem się też tego, że każde dziecko jest inne, dlatego cieszy mnie bardzo, kiedy okazuje się, że nadajemy na podobnych falach. Kiedy nie ma mnie na sali niektóre z moich 7-, 8-latków nie chcą nawet przychodzić na trening, bo czują się nieswojo i się blokują. Na czas mojej nieobecności grupę przejęła Marta Piotrów. W lipcu żaki mają przerwę w treningach, ale mam nadzieję, że na sierpień i obóz w Ustce zdrowie pozwoli mi już trochę pomagać.
Reklama
Chociaż dzieciaki mają teraz zaplecze, o którym my kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć, sytuacja wcale nie wygląda tak różowo. Zaraz po feralnym basenie czy zbyt niskiej hali Złotowianka boisko przy al. Mickiewicza to jedna z najbardziej nietrafionych inwestycji w mieście. Boisko jest zbyt wąskie i uwstecznia dzieci, które tam grają i trenują. Większość z nas widzi zieloną trawkę i biegającą młodzież, więc wszystko wydaje się ok, ale to, że brakuje tych 15 metrów z jednej i drugiej strony sprawia, że dzieciaki nabierają złych nawyków. Kiedy wychodzą na normalny obiekt zamiast rozszerzać pole gry, ustawiają się zbyt blisko siebie. Na poziomie np. trampkarza są to rzeczy, które później ciężko wyperswadować, m.in. dlatego starsze grupy w ogóle nie grają na tym obiekcie.
Na pewno byłby to spory wydatek, ale biorąc pod uwagę rozwój dzieci czy sportu w ogóle, to myślę, że jedną z pierwszych spraw, w które powinno się zainwestować, są właśnie dobre, funkcjonalne boiska. Większe boisko pomogłoby od podstaw uczyć dzieci dobrych nawyków, seniorzy mieliby gdzie trenować, nie mówiąc nawet o tym, że na pełnowymiarowym obiekcie chciałyby trenować inne zespoły, co wiązało by się z wymiernymi zyskami finansowymi.
Reklama
Z perspektywy piłkarza podłoże na Wioślarskiej jest takie, że ile pracy by tam nie włożono, zawsze będzie z nim problem. Nawieziono tam ziemię z Mickiewicza i na dłuższą metę nigdy nie będzie tam porządnej murawy, chyba żeby ją rozryć i zrobić praktycznie od nowa. Jeżeli chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo, to naprawdę wiele można jej zarzucić, podobnie zresztą jak drugiemu obiektowi treningowemu na Wioślarskiej, który w ogóle ciężko nazwać boiskiem. Musimy tam trenować z racji warunków i niejeden zawodnik odczuł to już na własnej skórze. Czasami wręcz odechciewa się takiego treningu…
Może na wiosnę przyszłego roku, może już w rundzie jesiennej, nie wiem. To będzie zależeć od wielu czynników. Kolejne dni w szpitalu pozwalają na to wszystko spojrzeć z nieco innej strony. Wierzę, że w miarę szybko wrócę do swojej dawnej, a może i lepszej dyspozycji, a jeśli coś pójdzie nie po mojej myśli, dam sobie więcej czasu i zobaczymy, co z tego wyniknie.
Reklama
Chciałbym, ale życie brutalnie wybija mi te pomysły z głowy. Choćby dla własnej satysfakcji chciałoby się jeszcze gdzieś wyżej pograć, może w końcu w Złotowie... Ale żeby tak się stało, wiele musiało by się zmienić.
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Yeba♤
Yeba♤