Reklama

Łączniczka, czyli sołtysowa 2018 roku

07/05/2019 18:30

Do sołtysowej roku przychodzą z różnymi sprawami. Od tych związanych z drogami, po proste, kiedy pytają: co zrobić na obiad? Z Elżbietą Filip rozmawia Piotr Steffen.

Jakby nie patrzeć, w Pleceminie rządzi przyjezdna. Trudno było się wkupić?
Nie. Poza tym mieszkam tutaj od dziewiętnastu lat, więc bardziej już tutejsza. Szybko się aklimatyzuję. Pochodzę z Kiełpina, mieszkałam kilka lat w Lipce, później w Zakrzewie. Przez pierwsze lata poznawałam mieszkańców tej wioski, a sołtysową próbowałam zostać już kilka lat temu. Wtedy przegrałam wybory kilkoma głosami. W 2015 udało się wygrać i od tego czasu jeszcze bardziej jestem zaangażowana w życie tej wioski. Próbuję łączyć ze sobą ludzi.

Jak zostaje się sołtysem roku?
Ciężką pracą. I to nie jest slogan. Skoro pełnię tę funkcję, to pracuję. Jeśli posadziłam te drzewa, muszę je podlewać. Ta praca jest tym trudniejsza, że naprawdę nie jest łatwo znaleźć i zwerbować grupę ludzi, która pomoże. Mam pomysły i na szczęście mam wsparcie w członkach Stowarzyszenia Odnowy i Rozwoju Wsi Plecemin, a także w radzie sołeckiej. Mam również sąsiada, który jest wspaniałym człowiekiem i nie ma rzeczy, w której by mi nie pomógł. Jak ma się takie wsparcie, wiele wychodzi. Trzeba jednak pamiętać, iż to nie jest tak, że zwerbujesz ludzi i palcem będziesz pokazywać, kto co robi. Trzeba zakasać rękawy i dać przykład.

Reklama

Jak wyglądało to werbowanie do współpracy?
Dosłownie przez kolędowanie od domu do domu. To wciąż najlepszy sposób na dotarcie do mieszkańców. Do dzisiaj bardzo miło wspominam sytuację, gdy gmina zgłosiła nas do programu Pięknieje Wielkopolska Wieś – mieliśmy robić ścieżkę edukacyjną i boisko do siatkówki. W miejscu, gdzie od jakiegoś czasu w oczach rośnie nasze centrum wioski, nie było nic poza małą górką, jeszcze zakrzaczoną. Wcześniej postawiliśmy wiatę w ramach funduszu sołeckiego, gmina dołożyła nam jeszcze kilkanaście tysięcy złotych. Ale dalej była tylko mała górka. Postanowiliśmy, że nawieziemy ziemię, która była na pobliskim nasypie. Rolników tutaj nie mamy, ale mamy kolegów. Zadzwoniłam do sześciu, do tego do kilku rolników z okolicznych wiosek, na jeden dzień zwerbowaliśmy wszystkich. Jak później napisał na facebooku Bartek Grzybek, gdy mi gratulował – „dla pani Eli nie ma niemożliwego. Przewieźć 1500 ton piachu, bo ponoć tyle było, w ciągu jednego dnia, żaden problem”. Na koniec zaprosiłam wszystkich na poczęstunek, bo tylko w taki sposób mogłam im podziękować [w oczach sołtysowej po raz pierwszy pojawiają się łzy].
Takich pięknych sytuacji było więcej. Chociażby wtedy, gdy robiliśmy ogrodzenie tego terenu, również w ramach wolontariatu do programu Pięknieje Wielkopolska Wieś. Zawsze mówię: grunt to dobra organizacja. Na razie wiele się udaje, zobaczymy, jak będzie dalej.

W poprzednich latach była Pani jedną z nielicznych wśród sołtysów, którzy regularnie bywali na sesjach.
Poprzedni radny, że tak powiem, w ogóle się nie udzielał. Dlatego jeździłam, żeby wiedzieć o czymkolwiek, co się działo. Tym bardziej, że właśnie od 2015 roku próbowaliśmy wprowadzić regułę, że w każdym roku przynajmniej dwa–trzy razy będziemy organizować wydarzenia, jak festyny, dni dziecka i mikołajki.

Reklama

Jak było pod tym względem wcześniej?
Nic się tutaj nie działo. Poprzednia pani sołtys była trzy kadencje, wcześniejsi radni, jeszcze przed poprzednim, dzielili mandaty na Płytnicę, Ptuszę i Plecemin – trudno było o zaangażowane. Gdy zostałam sołtysem, przyszedł do mnie pan Darek Kowalski i zaproponował, żeby zrobić zebranie i spróbować założyć stowarzyszenie. Przyszło całkiem sporo osób i zapadła decyzja o powołaniu organizacji. Więc i my z radą sołecką zaczęliśmy szerszą współpracę.

Uzupełniacie się?
Idealnie. Jesteśmy jak dwie połówki. Jestem na każdym zebraniu stowarzyszenia, które też są regularne, odbywają się niemal co miesiąc. Rada sołecka załatwia sprawy z gminą, stowarzyszenie ma osobowość prawną, żeby zabiegać o zewnętrzne pieniądze, może pisać projekty.
Z radą sołecką też jest teraz lepiej, bo w tym roku została powiększona. Wcześniej było nas troje, obecnie pięcioro. Uznałam, że będzie łatwiej przy organizacji różnych inicjatyw. Łatwiej pod kątem rozdzielenia poszczególnych prac. Z doświadczenia wiem, że kiedy próbowałam wszystko sama, to było złe. Tak się nie da. Teraz rzeczywiście dzielimy obowiązki, a ja wszystko koordynuję. To się sprawdza.

Reklama

Co spoczywa na barkach sołtysa, z czego ludzie nie zdają sobie sprawy?
Rożne są problemy i sytuacje, bo z różnych powodów ludzie przychodzą. Chyba już się nauczyli, że jak przyjdą i powiedzą, że z czymś mają problem, postaram się pomóc. Czasami ich głosy dotyczą tak ważnych spraw jak drogi, a niekiedy błahostek. Kiedyś przyszedł do mnie jeden z panów, którego żona wyjechała na pewien czas za granicę i pyta: sołtysowa, co zrobić na obiad? Tym bardziej, że prowadzę na miejscu sklep i naprawdę wielu ludzi tutaj zachodzi.

A propos dróg – ta łącząca was z Tarnówką to jedna z najsłynniejszych w gminie. Stan jej nawierzchni sprawia, że lepiej jechać dookoła – wtedy macie do Tarnówki jakieś 25 km. Przez lata argumentowano, że to powód, dla którego Plecemin nie identyfikuje się z gminą, a bardziej z Piłą i Szydłowem. Stawia sobie Pani za cel zbliżenie wioski do Tarnówki i reszty gminy? Chce być Pani taką łączniczką?
Jeśli zapytać mieszkańców, każdy chyba przyzna, że przez szereg lat to była wioska zapomniana przez gminę. Tu nigdy nic się nie robiło, władze niespecjalnie się angażowały. I wcale nie za sprawą tej drogi, choć gdyby była lepsza, pewnie byłoby inaczej. Myślę jednak, że w ostatnich latach to się zmieniło. Gminie też zaczęło zależeć na tym, żeby pokazać, że Plecemin jest w gminie Tarnówka. Obecnie z wójtem i samorządem gminy współpracuje mi się bardzo dobrze i z czym bym nie poszła, mam od nich wsparcie. Dlatego i my staramy się z gminą integrować. Na większe imprezy, które dzieją się w gminie, staramy się organizować dojazd dla jak największej liczby osób. Tak było przy okazji ostatniego dnia kobiet. Pojechało nas tam dwadzieścia.

Reklama

– Nie sądziłam, że w ogóle może wygrać ktoś z gminy Tarnówka – sołtys Plecemina mówi o zwycięstwie w konkursie LGD Krajna Złotowska


Dlaczego wystartowała Pani na radną? Trudno było o kogoś innego do tej funkcji?
Tak. Czekałam do końca, aż ktoś się zgłosi. Czekałam i miałam nadzieję. Swoją kandydaturę zgłosiłam dopiero w środę, podczas gdy do piątku był ostateczny termin na dokonywanie zgłoszeń. To był niemal ostatni moment. Prawdę mówiąc nie chciałam startować, ale skoro nie było nikogo, zdecydowałam się kandydować.

Reklama

Może inni wiedzieli, że Pani wystartuje?
Nie. Do końca nikogo o tym nie informowałam.

Zachęcała Pani Dariusza Kowalskiego?
Nie. Chociaż słyszałam głosy, że może wystartuje. Byłoby oczywiście fajnie dla sołectwa.

Będzie dalej prezesem waszego stowarzyszenia?
Nie wiem. Mam nadzieję, że tak, bo naprawdę bardzo nam pomaga. We wrześniu mamy zebranie sprawozdawczo–wyborcze stowarzyszenia.

Obawia się Pani chwili, kiedy powie, że rezygnuje z działalności w nim?
Tak. Ponieważ to jest właściwa osoba na odpowiednim miejscu. Szczerze mówiąc, dochodziły do mnie sygnały, że może chcieć zrezygnować. Dlatego będę go zachęcać, żeby został przynajmniej na kolejną, czteroletnią kadencję.

Reklama

Jest ktoś – choćby w zarządzie – kto mógłby go zastąpić?
Na razie nie widzę takiej osoby.

Czym jest dla Pani funkcja radnej i wiceprzewodniczącej Rady Gminy Tarnówka?
Traktuję ją bardzo poważnie. Na początku kadencji podkreśliłam w rozmowie z wójtem i przewodniczącym, że chcę być informowana o wszystkim, co dzieje się w gminie, chcę w tym czynnie uczestniczyć. Gdzie mogę, tam bywam: na zebraniach strażaków, sportowców, na turniejach. Rzeczywiście chcę być autentycznym łącznikiem między gminą a Pleceminem.

Reklama

Ta potrzeba z czego wynika?
Z mojego charakteru. Taka jestem. Po prostu lubię wiedzieć, żyję tymi rzeczami.

Sama chciała Pani być zastępcą przewodniczącego?
Nie. Propozycja wyszła od którejś z radnych, choć nie jestem pewna od której. Od razu powiedziałam, że mogę pełnić tę funkcję. Dlatego właśnie, że patrząc na poprzednie lata, nie chcę, żeby Plecemin był tak odsunięty od tej gminy, jak kiedyś. Poza tym cenię sobie zaangażowanych radnych.

Tego nie można odmówić Janowi Zającowi, jednak to Pani odczytała niedawno krytyczne pod jego adresem pismo wystosowane przez radę.
Tutaj poszło jedynie o styl jego postępowania i przelała się czara goryczy. To, jak potraktował kierowniczkę GOPS, ale również członków rady… To uraziło wszystkich radnych.

Reklama

Była Pani inicjatorką tego, żeby powstało pismo krytyczne wobec radnego z Węgierc?
Nie, i nie odpowiem na to pytanie, bo nie wiem, kto rzucił ten pomysł. Natomiast podpisałam się pod tym bez wahania.

Może właśnie taki Jan Zając jest potrzebny tej radzie. Jeśli wziąć pod uwagę to, że gdyby nie on, od początku kadencji wszystko byłoby zgodnie z wolą wójta. Reszta rady, o ile pamięć mnie nie myli, za każdym razem głosuje nad wszystkim jednakowo. Nie stać was na powiedzenie Jackowi Mościckiemu NIE w pewnych sytuacjach? Nie macie jeszcze na to odwagi czy merytorycznej wiedzy?
To nie jest tak, że wójt będzie miał teraz z górki, że cokolwiek zaproponuje, wszystko będzie przyklepane. Jeśli trzeba będzie, pierwsza powiem NIE. Natomiast rozumiem, w jakiej sytuacji finansowej jest gmina i wiem, że musi minąć trochę czasu, żeby było inaczej. Moi mieszkańcy też liczą, że skoro jestem radną, może uda się wywalczyć dla wioski coś więcej. Od początku mówię im jednak, że nie w tym roku. On jest na przeczekanie.

Reklama

Czego najbardziej brakuje mieszkańcom tej wioski i na czym Pani najbardziej zależy?
Na świetlicy wiejskiej. Owszem, mamy miejsce, które nas spaja, wspomnianą wiatę i to, co dookoła. W ciągu roku organizujemy tu sporo ciekawych rzeczy. Nie mamy jednak sali wiejskiej, a Plecemin na pewno na nią zasługuje. Sądzę, że przez to przede wszystkim nasze dzieci będą bardziej uczestniczyły w życiu kulturalnym gminy, a na tym zależy mi równie mocno.

I tak macie tutaj aktywnych młodych ludzi. I to całkiem liczną grupę.
Szczególnie jestem dumna z tego, jak młodzież zaangażowała się w napisanie publikacji o historii Plecemina. Dziesięć osób. Pan Darek wziął na siebie przygotowanie projektu, ja zorganizowanie młodzieży. Opowiedziałam o tym później w szkole w Starej Łubiance, gdzie uczą się nasze dzieci. Gdy była u nas później promocja tej książki, przyjechała wicedyrektor z nauczycielką i wręczyły dzieciom prezenty [sołtysowej po raz drugi łamie się głos, przeciera załzawione oczy].

Reklama

Jest szansa, że dzieci z tej wioski zaczną uczęszczać do szkoły w Tarnówce?
Nie wiem. Na to musieliby już zdeklarować się rodzice. Jestem gotowa do otwarcia takich rozmów między nimi a gminą.

Pani dzieci są już starsze. Gdyby dzisiaj miała Pani decydować, gdzie je posłać, gdzie by uczęszczały?
Byłabym na NIE, ale to dlatego, że moje dzieci chodziły tam kilka lat i w grę wchodzi po prostu kwestia zżycia się z tamtym środowiskiem. Natomiast sądzę, że gdyby rozmawiać z rodzicami, którzy dopiero mają posłać dzieci, łatwiej byłoby im zdecydować się na naukę dzieci w Tarnówce.

Została Pani sołtysem 2018 roku w konkursie Lokalnej Grupy Działania Krajna Złotowska, czyli, jakby nie patrzeć, sołtysem powiatu. To zasłużona wygrana?
To byłoby chwalenie się z mojej strony. Choć wszyscy naokoło faktycznie mówią, że tak, że zasłużyłam. Ja po prostu robię, co do mnie należy.

Spodziewała się Pani zwycięstwa?
Nikogo nie obstawiałam. Nie sądziłam też, że w ogóle może wygrać ktoś z gminy Tarnówka.

A kategorii swojej gminy liczyła Pani na zwycięstwo?
Na to rzeczywiście po cichu miałam nadzieję (uśmiech). „Wygrać chociaż w Tarnówce” – to rzeczywiście były moje słowa.

Nagroda – wyjazd studyjny do Bułgarii – bardzo cieszy?
Tak, ale rodzi też obawy, bo boję się latać samolotami. Ogólnie jestem dość płaczliwa, wielu rzeczy się boję. Najczęściej wolę cicho siedzieć i spokojnie robić swoje.

No właśnie – płaczliwa. Podczas tej rozmowy też nie udało się powstrzymać łez. Łatwo się Pani wzrusza?
Tak. Jak na zebraniu sołeckim zdawałam sprawozdanie z działalności, też się popłakałam. Taka już jestem.

I emocjonalnie podchodzi Pani do sprawowanych funkcji?
Bardzo. Taki mam już charakter.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-05-08 08:44:51

    Wspaniała i przesympatyczna kobieta. W naszej Gminie przydałoby się więcej takich ludzi. Życzę dużo siły i wielu nowych pomysłów. Powodzenia Pani Elu!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama