Reklama

Liczy się tylko pierwszy!

03/12/2014 09:23
- Drugi jest frajerem, a trzeci się nie liczy - Grzegorz Peksa, cytując słynną kwestię z filmu "Over the top" przypomina, że zasady rządzące światem sportu są twarde. Sam też jest twardy, dlatego wiele w życiu osiągnął. Dziś strongman, wciąż będący w formie, szuka talentów. Cel: Jastrowie

- Ludzie z małych miejscowości są bardzo ambitni – ocenia wielokrotny Mistrz Polski w wyciskaniu sztangi, wicemistrz świata w tej konkurencji, zwycięzca Pucharu Polski Strongman oraz triumfator Międzynarodowych Mistrzostw Polski 40+. Wnosząc po sukcesach, jakie w życiu osiągnął, autodyscypliny i determinacji mu nie brakuje – również w kwestii poszukiwania młodych talentów. - Jest ich wiele, trzeba tylko umieć je odkryć – uważa Grzegorz Peksa. Za rejon eksploracji obrał Jastrowie.

Nie dla dziewczyn

Grzegorz Peksa sport kochał od zawsze, nie od początku fascynowały go jednak ciężary. Najpierw uwiodła go królowa sportu – lekkoatletyka. - Byłem sprinterem, biegałem na 100 metrów – wspomina mężczyzna. Patrzę na krępego, barczystego mężczyznę i trudno mi w to uwierzyć. - Sprinterzy z reguły są dobrze zbudowani, szczuplejsi są to długodystansowcy – wyjaśnia, widząc moje wahanie. - Ja zawsze byłem trochę większy – przyznaje chwilę później, tłumacząc, że siły też miał zawsze „ciutkę” więcej niż inni. - W wieku piętnastu, szesnastu lat byłem silniejszy od dwudziestoparolatka – wspomina. Dostrzegłszy w sobie potencjał porzucił bieganie nie rzecz kulturystyki. Strongmenów jeszcze wtedy nie było. Naszego rozmówcę wciągnął trójbój siłowy, a ulubioną konkurencją, obok przysiadu ze sztangą i martwego ciągu, zostało wyciskanie leżąc. Wizja sukcesów nie była jedynym, co popchnęło Grzegorza Peksę do zmiany dyscypliny. - Zawsze chciałem dobrze wyglądać – uśmiecha się nasz rozmówca, zaznaczając, że chodziło mu o samozadowolenie, a nie podrywanie dziewczyn. - To drugie bardziej dziś – śmieje się Grzegorz. Dawniej marzeniem było osiągnięcie sylwetki podobnej do Franco Columbu, włoskiego kulturysty, strongmana, trójboisty siłowego i aktora. Albo Arnolda Schwarzeneggera. Mając na uwadze ten cel u Grzegorza, jak to bywało u jego kolegów, nigdy nie wisiały plakaty z nagimi modelkami, a właśnie z kulturystami prezentującymi swoje sylwetki. By choć zbliżyć się do tych postaci nasz rozmówca od zawsze ciężko pracował – młodość upłynęła mu na treningach i zawodach. Czy dziś nie żałuje tego, że nie do końca dane było mu przeżyć ten okres beztrosko? - To było piękne – rozwiewa moje wątpliwości. Jeszcze piękniejsze czasy nastały po 99` roku, kiedy to w Polsce narodziła się kategoria strongman, a Polacy zwariowali na punkcie zawodów siłaczy. - Byłem ojcem chrzestnym tego sportu – cieszy się Grzegorz Peksa.

[[reklama]]

Z tego się nie wyrasta

Chwile sławy Grzegorz Peksa podsumowuje krótko: ciężka praca. Na szczęście połączona z przyjemnością i zarobkiem, bo lata temu można się było z tego utrzymać. W końcu zawody transmitowała jedna z największych i najpopularniejszych polskich stacji telewizyjnych. Nazwisko Peksa, obok Pudzianowskiego, było jednym z najbardziej znanych i chyba najgorętszych. Między mężczyznami toczyła się ostra rywalizacja – częściej zwycięsko wychodził z niej „Pudzian”, bo – jak zaznacza nasz rozmówca – miał szczególne warunki. - Był też zawzięty – dodaje Grzegorz. Dziś jego wieloletni przeciwnik wycofał się już z zawodów strongmanów, Grzegorz wciąż w nich występuje. - Będę to robił do końca życia, dopóty, dopóki będę mógł dźwigać ciężary – deklaruje. - Sport mam we krwi. Z tego się nie wyrasta. Bez ćwiczeń nie mogę żyć, dostaję depresji – zdradza.
Grzegorz Peksa jest dziś najstarszym aktywnym strongmanem – ma czterdzieści pięć lat. - Wiele osób zaczynało później ode mnie, a kończyło wcześniej – zaznacza, przyznając jednak, że dziś nie ma już takich warunków jak dawniej. - Siła zostaje, ale szybkość i dynamika zanikają – uzmysławia. Mimo ciężkiej pracy i rokrocznie powtarzanych cyklów treningowych.

Drzwi do kariery

Nie wszyscy wiedzą, że Grzegorz Peksa próbował (i wciąż próbuje) zaistnieć w świecie filmowym. Dzięki swoim gabarytom i sile właśnie miał okazję zagrać w „Świętej wojnie”, najpierw była jednak propozycja od Bartosza Brzeskota i rola w komedii kryminalnej pt. „Nie ma takiego numeru”. Dziś na premierę czeka kolejny film – komedia kryminalna zatytułowana „Antyterapia”, w której nasz rozmówca miał okazję pracować na planie m.in. z Cezarym Pazurą, Joanną Kurowską i Ewą Kasprzyk. - Mam predyspozycje do bycia aktorem i charakterystyczną twarz – uważa Grzegorz. Nie ukrywa, że świat filmu go wciągnął. Cierpliwie czeka więc chwili, gdy w propozycjach będzie mógł przebierać.

Stacja Jastrowie

W uznaniu dla zasług w promocji rodzinnego miasta internauci wybrali Grzegorza Peksę Sportowym Ambasadorem Piły. Dlaczego więc teraz za cel swojej sportowej działalności obrał Jastrowie? - W Pile prowadziłem siłownię, ale nie funkcjonowała ona tak, jakbym chciał – przyznaje mężczyzna. To jedno. Drugie – do tego, by na miejsce aktywności Grzegorz wybrał Jastrowie, namówił go Przemek Książczyk, jastrowianin, który narzekał na to, że w Jastrowiu amatorzy ćwiczeń i fitnessu nie mają się gdzie podziać. Nasz rozmówca nie raz miał już okazję z nim pracować – m.in. podczas odbywających się na Agrotargach zawodów siłaczy, których organizacja jest możliwa dzięki dobrzej układającej się współpracy ze starostwem powiatowym. Jest jeszcze jeden powód: Grzegorz polubił tutejszą, bardzo zaangażowaną w doping i żywo reagującą publiczność. Ma też nadzieję, że równie zdeterminowani co w kibicowaniu panowie i panie (bo to głównie z myślą o nich powstaje siłownia) będą podczas treningów.
Grzegorz Peksa w Jastrowiu chce szukać sportowych talentów, narybku, który przez niego trenowany mógłby stawać na najwyższym miejscu podium w zawodach strongmenów, kulturystów czy fitness. - Dobry zawodnik, by zaistnieć, potrzebuje około trzech lat. Musi mieć predyspozycje i samozaparcie. W zdobyciu umiejętności i wykrzesaniu maksymalnej siły, przez racjonalny trening, pomoże Grzegorz, który mocno wierzy w to, że każde małe środowisko ma swoją gwiazdę. On zamierza ją znaleźć.

Patrycja Kajewska, fot. archiwum Grzegorza Peksy
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama