Miesza się kawałki (najlepiej tego samego gatunku), ustawia tempa, robi przejścia, dokręca dekiem. Brzmi egzotycznie? Nie dla fanów muzyki elektronicznej. Didżeje, którzy robią to najlepiej są gwiazdami i zarabiają krocie. Jednym z nich chciałby zostać Damian Linert.
Złotowianin pierwszą konsolę kupił cztery lata temu. Na pomysł wpadł podczas wizyty we Wrocławiu. - Wujek, który tam mieszka miksuje i lata po imprezach – mówi 16-letni dziś Damian. On też zapragnął polatać. - Moja konsola była mała, taka dla początkujących. Na niej zacząłem tworzyć pierwsze sety – po dwóch latach chłopak wiedział, że to jest to i zainwestował w lepszy sprzęt. - Wtedy zacząłem grać. Pierwszy występ zaliczyłem na weselu (nie wiem, jak para młoda mnie znalazła).To był duży stres, największy przed mikrofonem – twierdzi młody didżej, który nie tylko puszcza muzykę, ale też zabawia gości. - Na weselu ludziom było ze mną dobrze. Teraz jest już bardzo dobrze z gadaniem, z zachęcaniem ludzi do zabawy – zapewnia 16-latek. Na koncie ma kilka wesel, grę podczas wyścigów złomków z Złotowie oraz mnóstwo „osiemnastek”. - Sukces zależy od słuchu, od wyczucia – uważa początkujący disc jockey.
Na co dzień Damian Linert słucha electro house. Zakłada słuchawki, włącza konsolę i miesza. Inspiracje czerpie od znanych didżejów: Hardwella, Armina van Buurena i Taito. - To są moi idole – rzuca chłopak. Ostatnio miał okazję spotkać tego ostatniego. - Siedziałem na Facebooku, jeździłem góra-dół, nic nowego. Znalazłem konkurs dla didżejów. Kliknąłem, przeczytałem regulamin, zrobiłem seta i wysłałem – kompozycja D. Linerta zdobyła 400 lajków i uznanie jury. - Wygrałem! Zaraz powiedziałem rodzicom: jedziemy do Łodzi – chłopak nie kryje podekscytowania i zaczyna opowiadać.
- Zagrałem w Ambasada Club Łódź z Taito – sławnym producentem i remikserem. Niesamowita zajawka, w dwóch salach było sześciu didżejów i około dwóch tysięcy gości...
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc Damian wysyła listy do rezydentów klubów z pytaniem, czy mogliby go do danego lokalu zaprosić. - Chciałbym tam zagrać na imprezie i się pokazać – mówi miłośnik miksowania. Póki co razem z kolegą prowadzi radio internetowe Tomorrow live. - Przesyłam tam pozdrowienia, mówię wszystko, co mi ślina na język przyniesie – 16-latek marzy o tym, by się wybić, choć didżejów jest sporo. - Czasu jest niewiele, więc muszę się wziąć do roboty – złotowianin zdradza, że chciałby zagrać na Sunrise Festival w Kołobrzegu, a może i na Tomorrowland w Belgii. - To są moje marzenia. Jeśli się nie uda w przyszłym roku, to i tak didżejowanie pozostanie moją pasją – zapewnia uczeń liceum ogólnokształcącego w Krajence. Po szkole zamierza zostać policjantem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze