Ma dopiero trzynaście lat, więc nie stoczył jeszcze żadnej oficjalnej walki. Jego trener Tomasz Teztlaff nie ma jednak żadnych wątpliwości - Kamil Szydłowski to talent czystej wody. Samorodek, który ma nieprzeciętną smykałkę do pięściarstwa. Pierwszy dostrzegł ją nauczyciel wychowania fizycznego w Zespole Szkół w Lipce Marek Bednarek. To on zaproponował, wówczas zaledwie jedenastoletniemu chłopcu, żeby zaczął treningi. W taki sposób kilkanaście miesięcy temu Kamil trafił do złotowskiej Sparty. Na ile może stara się regularnie uczestniczyć w zajęciach, choć z dojazdami bywają problemy. Dotychczas był typowym adeptem pięściarstwa, od stycznia przyszłego roku będzie mógł wejść w wiek młodzika. Do tej pory toczył właściwie wyłącznie treningowe, sparingowe i pokazowe pojedynki, ale już z sukcesami. Stąd kilka okolicznościowych medali, które jako pierwsze zaczęły zdobić ścianę jego pokoju.
Gdy jako 11-latek Kamil trafił do Sparty Złotów, po zaledwie miesiącu zajęć chciał zaliczyć pierwsze treningowe pojedynki. – Pokonał dwóch chłopaków, którzy trenowali przez dwa lata – Tetzlaff wskazuje na skalę talentu. Trener przyznaje wprost, że z tych zawodników, z którymi pracował do tej pory, obok Przemysława Pikulika czy braci Piejków, którzy uwarunkowania do boksu mają wręcz wypisane w genach, Szydłowski prezentuje największą skalę talentu. Tym jest to godniejsze odnotowania, że Kamil nie miał gdzie podpatrywać tajników pięściarstwa, w rodzinie nie było pasjonatów boksu. – Tak utalentowanego zawodnika, który pojawił się właściwie „znikąd”, nie miałem. Ze wszystkich młodych zawodników, których trenowałem, takiego jeszcze nie było – ocenia Tomasz Tetzlaff. Wspomina, że chłopak z Lipki szybko robi postępy. – W pierwszym momencie treningów te postępy były bardzo szybkie. Później progres był słabszy, co prawdopodobnie wynikało ze spadku frekwencji na zajęciach, do czego dochodziło z różnych przyczyn – mówi trener, przyznając jednak, że Kamil wykazuje wolę pracy. – Kiedyś nie szło mi od strony technicznej, bo nie słuchałem trenera. Chciałem po swojemu – podkreśla chłopak, deklarując, że nauczył się słuchać wskazówek.
Kamil ma w Lipce opinię niepokornego. Pytany o to, lekko się uśmiecha. Podobnie mama, która zapewnia jednak, że poza ringiem syn jest spokojny. Przyznaje, że początkowo nie chciała, żeby Kamil trenował boks. Bała się o jego zdrowie. Dziś pani Jolanta nie ma wątpliwości, że rozpoczęcie treningów było dobrą decyzją. Pod warunkiem, że chłopak nie będzie wykorzystywał nabywanych umiejętności tam, gdzie nie można i skupi się na sporcie. Sam przyznaje, że w szkole, niby w żartach, lubią go prowokować, bo wiedzą, że trenuje boks. Zwłaszcza gimnazjaliści. – Sport pozytywnie wpływa na kształtowanie osobowości tego chłopca – wskazuje dyrektor Zespołu Szkół w Lipce, Ewa Polańska-Ciechanowska.
Jak opowiada mama, od najmłodszych lat Kamil był pasjonatem boksu. – Walki oglądał w telewizji jako cztero-pięciolatek – pani Jolanta wspomina wczesne dzieciństwo syna. – Lubię się bić. Nie boję się. Czego? Najwyżej oberwę od czasu do czasu, ale na tym polega ten sport – mówi zdecydowanie Kamil. – Prawda jest taka, że to jest ogromna pozytywna cecha Kamila. Posiadanie tego instynktu samozachowawczego. To jest najważniejsze. Jest dużo osób, które fajnie sobie trenują, praca z nimi przynosi efekty, ale gdy przychodzi do konfrontacji w ringu dostają w twarz i jest do widzenia, bo zawodnik nie potrafi przyjmować ciosów – trener Tetzlaff wskazuje na ogromny walor młodego zawodnika. Kto wie, może rzeczywiście urodził się do tego sportu. – Kiedyś chcę być mistrzem – śmiało deklaruje trzynastolatek.
Być może niedługo na treningi Kamil nie będzie musiał jeździć do Złotowa. W planach na najbliższe miesiące jest stworzenie szkółki bokserskiej Sparty w Lipce. W sierpniu mają o tym rozmawiać Tomasz Tetzlaff, dyrektor Ewa Polańska-Ciechanowska oraz wójt Przemysław Kurdzieko.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze