Reklama

Mają mnie za natręta

07/06/2020 18:30

Andrzej Ślaski należy do tych mieszkańców Jastrowia, którzy w interesie publicznym zgłaszają sytuacje niezgodnie z prawem bądź też działalność nieuczciwą odpowiednim organom. Nazywany jest sygnalistą, co pochodzi od angielskiego whistleblower – w dosłownym tłumaczeniu oznacza osobę, która dmucha w gwizdek

Dla niektórych różnica między sygnalistą a donosicielem jest bardzo cienka, wręcz żadna. Co jednak oddziela od siebie te dwa pojęcia? Motyw działania. Sygnalista swoje obserwacje zgłasza w dobrej wierze, nie pragnie się na nikim mścić, nie robi tego dla korzyści finansowych. Podejmowane przez taką osobę działanie jest dokonywane w interesie publicznym, a zgłaszane nieprawidłowości mają znaczenie społeczne.

Wydawać by się mogło, że taka postać jest cenna dla władzy i jej podmiotów, gdyż działając poza instytucjami czy organami, żyjąc wśród zwykłych ludzi, może sygnalizować rzeczy, jakie policja czy miasto przeoczyły w natłoku prac i obowiązków. Pan Andrzej w żaden sposób nie czuje się jednak doceniany, a czasem wręcz traktowany jak natręt.

Reklama

– W urzędzie już dawno są na mnie obrażeni. Zgłaszając sprawę na policję zdążyłem się nauczyć, że wysłany patrol tylko rozłoży ręce, a pani w straży miejskiej mi nawet żal, bo co ona może zrobić tam sama jedna... – komentuje.

Z sosen zostały kikuty


Andrzej Ślaski twierdzi, że burmistrz Piotr Wojtiuk jest na niego obrażony. W przeszłości wytykał władzy ich nieuprawnione, w jego przekonaniu, działanie, nielogiczne decyzje bądź ich całkowity brak w pewnych sprawach lub też bezzasadne niszczenie przyrody. Przykładem jest chociażby niedawna wycinka górnych części sosen, rosnących w pobliżu budynku Nadleśnictwa przy ul. Roosevelta. Robotnicy, z którymi rozmawiał, nie potrafili odpowiedzieć mu na pytanie, dlaczego zaistniała konieczność wycięcia całkiem zdrowych fragmentów drzew, które nikomu nie zagrażały. Teraz w tym miejscu zostały wysokie pnie, przypominające kikuty.

Reklama

Jednym z problemów, na który w opinii pana Andrzeja wydaje się nie reagować policja oraz miasto, jest jastrowska kultura parkowania i jeżdżenia. Czy raczej często jej brak. Widać to chociażby na ul. Poznańskiej, będącej przecież fragmentem połączonych dróg krajowych nr 11 i 22. W pobliżu budynku Poczty Polskiej i dalej w kierunku na Wałcz, czyli de facto na głównej arterii miasta, brakuje miejsc parkingowych. Ludzie załatwiający swoje codzienne sprawunki często stawiają auta na trawniku lub nawet chodniku, tłumacząc, że „to tylko na chwilkę”. Mieszkańcy domów przy tej ulicy również mają problem z parkowaniem, z tym że jest to związane z ciasną zabudową i wąskimi przejazdami między budynkami. Samochody osobowe nie są w stanie wcisnąć się w te wąskie szpary, dlatego przy ulicy na chodniku potrafi stać sznur samochodów.

Reklama

Tu auta wciskają się gdzie tylko mogą


Ulice Kościelna, Kolejowa czy Cmentarna potrafią służyć nie tyle do jazdy, co do szybkiego zawracania. Błyskawiczny wjazd na początek uliczki, przecięcie podwójnej linii ciągłej i pasów dla pieszych, dwie sekundy na rozejrzenie się, czy nic nie jedzie z obu kierunków i już jedziemy w drugą stronę. Jeśli ktoś nie wie, żeby zwracać na to uwagę, to w przeciągu niecałych pięciu sekund może nawet tego nie zarejestrować.

Miasto miejscami wygląda tak, jakby w pewien sposób starało się ograniczyć samowolkę kierowców, jednak jeśli to robi, to zdaniem pana Andrzeja dosyć nieporadnie. Przykładem niech będą kwietniki w pobliżu wspomnianej Poczty Polskiej – spełniają swoje zadanie blokowania przed parkowaniem na terenie zielonym, jednak ułożone zostały w sposób chaotyczny i zupełnie nieestetyczny.
Intencje Andrzeja Ślaskiego nigdy nie były złe – ceni sobie to miasto i jego ludzi, próbuje w pewnym stopniu dbać o nie i interweniować w sprawach, które wydają się dla niego ważne. Niestety jego częste próby kontaktu oraz informowania, zdaje się, zaczęły być meczące dla władz, które czasami traktują go jak natręta. Niejednokrotnie słyszał od sąsiadów czy znajomych, że w najbliższych wyborach powinien startować na miejskiego radnego, wtedy mógłby mieć większy wpływ na swoją okolicę. Gdyby nie pogarszający się stan zdrowia, związany z wiekiem i przebytymi chorobami, być może by się na to zdecydował. Jak na razie pozostaje mu dalsza walka z wiatrakami.

Reklama

Hubert Nowak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-06-07 19:47:53

    Miło było by gdyby Pan Ślaski doniósł sam na siebie w okresie grzewczym gdy truje okolicznych sąsiadowi spalanymi odpadami. Zanim pouczysz innych, spojrzyj w lustro...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-06-07 21:10:18

    „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie i was osądzą i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (Mt 7, 1-5

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-06-07 21:25:47

    Nie no trzymajcie mnie mocno, normalne objawienie. Jakby człowieka nikt nie znał w JWE to może by uwierzył w te bajanie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości