Była najmłodszą redaktorką "Panoramy". Odeszła z telewizji, bo poczuła się znudzona i zmęczona. Co teraz robi? Z Anną Fieducik, pochodzącą z Wojnowo Kolonia warszawianką rozmawia Ryszard Mikietyński
Kiedy rozmawialiśmy pięć lat temu powiedziałaś: „Tę pracę albo się kocha albo się jej nienawidzi. Ci, którzy jej nienawidzą długo nie wytrzymują w tym zawodzie”. Już nie pracujesz w „Panoramie”, co się w takim razie stało? Znienawidziłaś ją? A zna Pan takie określenie: „miłość toksyczna”? (śmiech) Czasami nawet jak się kocha, trzeba odejść, z rozsądku. Kto gubi instynkt samozachowawczy, kończy marnie. I to pod różnymi względami. W tej pracy zwłaszcza. Ja nie chciałam.
Byłaś wówczas najmłodszą reporterką „Panoramy”. Może to nie jest jednak praca dla młodych? Nie w sensie braku kwalifikacji tylko odporności? To jest praca dla „młodych wilków”, którzy nie mają problemu z tym, że ciągle muszą być pod telefonem, nie mają życia prywatnego, wolnych weekendów czy świąt. Mnie zaczęło to trochę przeszkadzać. Może po prostu dojrzałam i zaczęłam doceniać, tęsknić za innymi rzeczami niż „brylowanie na ekranie”? Zwłaszcza, że to bardzo pozorny i bardzo często chwilowy „sukces”. Co przesądziło, że odeszłaś z tej ciekawej i, co by tu nie mówić, prestiżowej pracy? Ciekawe jest to, że osoby z zewnątrz rzeczywiście postrzegają pracę w telewizji jako bardzo prestiżową. Z wewnątrz wcale to tak nie wygląda! W „Panoramie” przepracowałam siedem pięknych, ale i ciężkich lat. Z jednej strony byłam już trochę zmęczona (ale i znudzona) tym ciągłym pędem i brakiem poczucia stabilizacji, z drugiej, w tym właśnie momencie otrzymałam propozycję bardzo ciekawej, zupełnie innej pracy. Stwierdziłam więc, że czas na zmiany! Byłam też bardzo ciekawa jak, i czy w ogóle, poradzę sobie z tym nowym wyzwaniem. Poza tym, jest taka teoria, że co siedem lat właśnie, powinno się zmieniać pracę. Coś w tym jest. To już nie są czasy, w których przez lata tkwiło się w jednym „zakładzie pracy”.
[[reklama]]
Co na zawsze zapamiętasz z pracy „Panoramie”? Weekendowe dyżury z Panem Andrzejem Turskim. Rozpieszczał zwłaszcza nas – „Panoramowe” dziewczyny. To bardzo dziwne, ale każdy z nas miał w redakcji wrażenie, że jest przez Pana Andrzeja bardzo lubiany. No i wszystkie Jego rady dotyczące dziennikarstwa, konstruowania tekstu – bezcenne. Zapamiętam także kilka spotkań z osobami, które podziwiam i szanuję – przeprowadziłam jeden z ostatnich wywiadów ze Sławomirem Mrożkiem (choć trudno to nazwać wywiadem, bo pisarz był już w bardzo złym stanie), miałam szansę porozmawiać z jedną z moich ulubionych aktorek – Juliette Binoche czy choćby z Dorotą Masłowską – bardzo wymagającą rozmówczynią. Jaki program uważasz za swój największy sukces? Słowo „program” w przypadku newsów to nie najlepsze określenie, wolę używać słowa „materiał”. Było kilka, a nawet kilkanaście takich, które zostaną w mojej pamięci. Jestem zadowolona z tego, że przez siedem lat pracy w „Panoramie” z taką konsekwencją i uporem przygotowywałam materiały – relacje m.in. z Targów Książki czy z Nocy Muzeów. To niezapomniane zdjęcia i wyprawy. Ciekawe były także wizyty na planach filmowych, np. filmu „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego czy na festiwalach filmowych, np. w Gdyni. Jako jedyna dziennikarka z polskiej telewizji byłam także na europejskiej premierze filmu Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż” w Luwrze, w Paryżu. Pamiętam też wyjątkowy wywiad z Jerzym Stuhrem, zaraz po tym, gdy aktor zakończył leczenie związane z chorobą nowotworową. Dumna jestem z tego, że mimo tego iż to polityka i sprawy społeczne zajmują uwagę dziennikarzy i społeczeństwa, przez tych kilka lat udawało mi się robić materiały poświęcone kulturze, udowadniać, że to bardzo ważna sfera życia. Niestety, w Polsce wiele osób wciąż o tym zapomina. A w programach informacyjnych ze świecą szukać materiałów ze świata kultury i sztuki. No chyba, że na premierze pojawi się premier lub prezydent albo na wystawie wybuchnie jakiś skandal. Było także kilka rzeczy śmiesznych, które wzbudziły niemałe emocje – na przykład wizyta na planie filmowym tasiemca „Moda na sukces” w Los Angeles czy wywiad z Hugh Hefnerem (redaktorem naczelnym słynnego „Playboya”) i wizyta w jego ekskluzywnej posiadłości w Beverly Hills. Te kolorowe pawie przechadzające się po imponujących trawnikach w ogrodzie Hefnera pamiętam do dziś.
Gdzie obecnie pracujesz? Od prawie roku pracuję w biurze prasowym Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. To największa taka Izba w Polsce (z dziewiętnastu). Skupiamy ponad 11 tys. osób – radców prawnych i aplikantów radcowskich z największych i najbardziej prestiżowych kancelarii prawnych w Polsce. To, czym ja się zajmuję, to m.in. kontakty z dziennikarzami, pisanie artykułów do naszego branżowego pisma, tworzenie komunikatów na stronę internetową, pozyskiwanie sponsorów, organizowanie rozmaitych imprez, prowadzenie firmowych uroczystości czy koordynowanie galerii sztuki. Czy praktyka w telewizji przydała się w obecnej pracy? Bardzo! Praca w telewizyjnych newsach to ogromna szkoła życia, człowiek jest po tym tak zahartowany, że niewiele jest go w stanie zdziwić, zaskoczyć czy złamać. To zdobyte tam doświadczenie bardzo się teraz przydaje i procentuje, na wielu płaszczyznach.
Podobno również organizujesz i prowadzisz imprezy. Jedną z ostatnich było np. ślubowanie warszawskich radców prawnych. Uroczystość odbyła się w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki, na sali zgromadziło się blisko 2 tysiące osób, w tym ministrowie, prezesi sądów, prokuratorzy. Prowadzenie tak dużej imprezy, i to w tak legendarnym miejscu, było dla mnie czymś nowym. Prowadzisz też galerię. Co to za miejsce? Galeria jest bardzo nietypowa, bo prowadzona „przez” i „w” Okręgowej Izbie Radców Prawnych. Dzięki sztuce ta oficjalna, biurowa przestrzeń (w której odbywają się m.in. porady prawne pro bono) zyskuje zupełnie nowe oblicze. Lex Gallery dedykowana jest przede wszystkim naszym radcom i aplikantom, którzy mogą pokazywać tu swoje pozazawodowe pasje, ale nie tylko. Jedną z ostatnich wystaw miał u nas na przykład Jerzy Linder, który przez lata był oficjalnym fotografem zespołu „Dżem”.
Twoja praca magisterska miała być o szkołach uwodzenia w Warszawie. Jak Ci poszło z jej obroną? I skąd pomysł na bardzo ekscentryczny temat? To dość zamierzchłe czasy. Ale tak, temat był bardzo nietypowy. Na szczęście mój promotor, wybitny i przeuroczy pan prof. Roch Sulima, bardzo mnie wspierał. Pomysł wziął się z życia, a właściwie z pracy. Kiedy stawiałam pierwsze kroki jako reporterka „Panoramy”, wyczytałam w jakiejś gazecie, że w Warszawie odbędzie się I Ogólnopolski Zlot Uwodzicieli. Bardzo mnie to zaintrygowało no i wybrałam się tam z kamerą. Poznałam kilku panów - trenerów, bo to głównie kursy prowadzone przez panów dla panów, i powstał z tego bardzo ciekawy materiał do nocnej wówczas jeszcze „Panoramy” (śmiech). Po jakimś czasie, szukając pomysłu na temat pracy magisterskiej (na moim drugim kierunku – kulturoznawstwie), postanowiłam zgłębić to zjawisko. Zwłaszcza, że żadna praca magisterska na ten temat nie powstała. No a odpowiednich znajomych-rozmówców już miałam. I tak powstała praca: „Szkoły uwodzenia jako zjawisko współczesnej kultury społecznej”. Obroniona z sukcesem! W międzyczasie zmieniłaś stan cywilny. Czym zajmuje się Twój mąż? Rafał jest operatorem obrazu, poznaliśmy się w TVP. Mój mąż specjalizuje się w pracy w rejonach konfliktów zbrojnych. Ostatnio był na Ukrainie i w Izraelu, wcześniej w Afganistanie czy Pakistanie. Wszędzie, gdzie na świecie dzieje się coś ważnego czy niebezpiecznego, tam jest mój mąż. Najczęściej wyjeżdża z dziennikarzami „Wiadomości” TVP1 oraz TVP Info.
Pracując w „Panoramie” narzekałaś na ciągły brak czasu. Teraz masz go więcej? Zdecydowanie! Wciąż przyzwyczajam się do dobrodziejstw związanych z pracą na etacie – wolnych weekendów, płatnych urlopów itd. Dla mnie to nowość! Prowadzę teraz bardziej uregulowany tryb życia, zgodny z tym, jaki prowadzi większość Polaków. Trochę narzeka na to mój mąż, który ma nienormowany czas pracy. Śmieję się, że jestem teraz na detoksie. Mam czas na smakowanie życia. I bardzo to doceniam.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze