O początkach pracy, trudzie bycia dyrektorem, trzaskających drzwiach, pomyśle na nowe Dni Okonka z dyrektorem Miejsko - Gminnego Ośrodka Kultury w Okonku Adamem Kościańczukiem rozmawia Ryszard Mikietyński
RM: Po miesiącu pracy dalej jest Pan takim optymistą jak na początku? Ja całe życie jestem optymistą.
RM: Pytałem, bo zanim Pan coś zrobił, zanim podpisał umowę o pracę, w internecie, i nie tylko, pojawiły się bardzo krytyczne komentarze. Nie czytam i mam z tego powodu psychiczny spokój. Z drugiej strony nie bardzo rozumiem takie działania, ale zostawmy ten temat…
RM: Tak Pan sobie tę pracę wyobrażał. Ma Pan już jakieś wnioski, przemyślenia? Jeden główny wniosek: bycie dyrektorem ośrodka kultury to osiemdziesiąt procent twardego zarządzania, a dwadzieścia procent to działalność stricte kulturalna. Staram się te proporcje zmieniać. Po ogarnięciu tych wszystkich spraw technicznych, papierkowych, księgowych, mam już więcej czasu na zajęcie się sprawami typowo kulturalnymi. Na razie roboty jest bardzo dużo, ale traktuje to jako swego rodzaju perpetum mobile – ja się tym sam nakręcam. Im więcej pracy, tym lepiej. Lubię jak w głównej sali gra muzyka, obok seniorzy grają w tenisa stołowego, zaraz przyjdą dzieci na próby wokalne, trzaskają drzwi, jest ruch.
[[reklama]]
RM: Jak został Pan przyjęty przez współpracowników? Na początku zrobiłem spotkanie, powiedziałem czego od nich oczekuję, jak ma ta nasza współpraca wyglądać. Myślę, że zostałem dobrze zrozumiany, bo współpraca układa nam się bardzo dobrze. Jestem dumny ze swoich pracowników.
RM: Czym przekonał Pan komisję konkursową, że wybrano właśnie Pana? Myślę, że bogatą ofertą kulturalną i sposobem jej realizacji. Po miesiącu pracy mogę powiedzieć, że zaczyna mi brakować sal w ośrodku. Każdy znajdzie coś interesującego dla siebie.
[[reklama]]
RM: To może zacznijmy od najmłodszych, co ma Pan im do zaproponowania? Odbywają się już zajęcie plastyczne. Te wszystkie ozdoby, które Pan widzi, są ich dziełem. Poza tym ozdabianie sceny, sali na różnego rodzaju uroczystości, to po części też ich zadanie. Trzeba przyznać, że...
To tylko fragment artykułu Ryszarda mikietyńskiego z AL 15/2014, s. 31
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze