Reklama

Mam swoje rytuały

26/10/2015 19:30
Jest wychowankiem sekcji bokserskiej Sparty Złotów, a na zawodowych ringach stoczył osiem wygranych pojedynków. Z Damianem Wrzesińskim, którego walki na galach Tymex Boxing Night można było oglądać w stacji Polsat Sport, rozmawia Maciej Brzeziński

Jesteś wychowankiem sekcji bokserskiej Sparty. Jak wspominasz czas spędzony w Złotowie?

Gdy miałem 14 lat trenowałem kickboxing u trenerów Rygielskiego i Pajewskiego, bo w Złotowie nie było sekcji bokserskiej. W wieku 18 lat rozpocząłem treningi bokserskie u trenera Jana Bezimiennego. Świetnie wspominam te czasy. Byłem dużo młodszy od reszty zawodników, ale za to bardzo ambitny. Ciężko trenowałem i dążyłem do sukcesów. Początki były trudne, bo czasami obrywałem na sparingach od starszych kolegów, ale nigdy mnie to nie zniechęcało, tylko motywowało do jeszcze cięższej pracy.

Największe sukcesy w boksie amatorskim osiągałeś, będąc w Poznaniu.

W 2006 roku zdobyłem pierwsze młodzieżowe Mistrzostwo Polski w boksie we Włocławku – to było dla Sparty Złotów pod okiem trenera Bezimiennego. Wygrałem tam efektownie trzy walki, a w finale zwyciężyłem przed czasem. Zobaczył mnie na tych zawodach prezes najlepszej w Polsce drużyny, PKB Poznań, Zdzisław Nowak. Porozmawiał wtedy ze mną i chciał mnie do swojej drużyny. W Złotowie też się rozwijałem, ale jako zawodnik PKB trenowałem w dużej grupie z najlepszymi zawodnikami w kraju. Mieliśmy dużo startów w Polsce i za granicą. Każdy miał comiesięczne stypendium i miejsce zamieszkania. My tylko zajmowaliśmy się treningami.

Reklama

Następnie „za chlebem” przeniosłeś się do Norwegii. Z boksu nie dało się wyżyć?

Przed wyjazdem do Norwegii przeszedłem na boks zawodowy. Był to rok 2012. Miałem już żonę, a dziecko było w drodze. Z boksu, wbrew moim wcześniejszym oczekiwaniom, rzeczywiście nie dałoby się wyżyć, więc postanowiliśmy wyjechać do Norwegii. Tam łączyłem pracę zawodową z treningami.

Łączysz jeszcze pracę z trenowaniem boksu czy już w pełni postawiłeś na sport?

Będąc jeszcze w Norwegii nawiązałem kontakt z trenerem Arkadiuszem Polcynem z Poznania. To były trener polskiej kadry i moim zdaniem jeden z najlepszych w swoim fachu w Polsce. Już po kilku treningach pod jego okiem postanowiłem wrócić do Polski, aby móc przygotowywać się w pełni do kolejnych walk, robić postępy i wygrywać z najlepszymi rywalami. Nie zarabiam na boksie i nie mam sponsora na tyle, żeby utrzymać rodzinę, więc pracujemy wspólnie z żoną. Na szczęście mam na tyle wygodną pracę, że mogę poświęcić się też treningom.

Reklama

Do tej pory stoczyłeś na zawodowym ringu osiem walki - wszystkie wygrałeś.

Bez dobrego trenera nie byłbym w stanie sam się rozwijać. Po nawiązaniu współpracy z nowym trenerem wiem, że możemy zajść razem daleko i osiągnąć to, czego jeszcze nie osiągnąłem. Oczywiście będę do tego potrzebował odpowiedniego wsparcia finansowego, ale mam nadzieję, że wszystko przyjdzie w swoim czasie.

Połowę walk zakończyłeś przez techniczny nokaut. Masz taką moc czy przeciwnicy mieli po prostu dziurawe gardy?

I tak, i nie. Na początku miałem mniej wymagających rywali, ale z takimi też trzeba umieć sobie poradzić i uważać na tzw. cepy i przypadkowe ciosy. Pokonałem jednak przed czasem byłego mistrza Europy i medalistę olimpijskiego, więc na pewno mam moc. Robię jeszcze trochę błędów technicznych, nad którymi ciągle pracuję. Myślę, że moja praca da efekty w kolejnych pojedynkach.

Reklama

A najbliższą walkę stoczysz 23 października na gali w Białymstoku.

Będę walczył z Białorusinem Andreiem Staliarcziukiem. To wymagający rywal, który zadaje dużo ciosów. Cieszę się, że akurat z nim będę walczyć, bo to taki rywal, z którym trzeba boksować technicznie i go oszukać. Technika była trochę w moim przypadku kulawa, ale pracuję nad tym z trenerem Polcynem i mam nadzieję, że będę mógł się wykazać w przyszłej walce. W tym pojedynku po prostu muszę postawić na technikę i cwaniactwo ringowe. Oczywiście jeśli uda się trafić jakimś celnym, mocnym ciosem to będę chciał skończyć walkę przed czasem.

Reklama

Złotowianin najbliższą walkę stoczy z rywalem z Białorusi. W przyszłości chce zostać przynajmniej Mistrzem Europy (fot. archiwum Damiana Wrzesińskiego)

Jakie cele stawia sobie Damian Wrzesiński na kolejne miesiące i lata w karierze?

Moim celem jest ciągły rozwój sportowy i zdobycie przynajmniej tytułu Mistrza Europy EBU. Jeśli uda mi się zrealizować te cele, to wtedy będę myślał, co dalej.

Widziałem kilka Twoich walk - miałeś na nich wytatuowaną henną nazwę sponsora, który jest ze Złotowa.

Pomaga mi szef firmy Hotelu Zacisze ze Złotowa, któremu jestem za to bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że będziemy dalej współpracować i rosnąć w siłę.

Kiedy ostatni raz byłeś w Złotowie?

Chyba było to rok temu. Moja najbliższa rodzina wyprowadziła się z tych okolic, dlatego rzadziej odwiedzam moje rodzinne miasto.

Reklama

To może najwyższa pora, aby odwiedzić miasto, w którym stawiałeś pierwsze kroki?

Od dłuższego czasu znajomi i żona chcą, byśmy przyjechali do Złotowa. Jak tylko nadarzy się okazja, to chętnie odwiedzę po raz kolejny to miasto. Bardzo lubię tutaj przyjeżdżać. Widać, że bardzo się rozwinęło w ostatnich latach. Uwielbiam popływać w miejskim basenie i pobiegać na promenadzie. To są moje każdorazowe rytuały, gdy jestem w Złotowie.

Dziś już wiemy, że Damian Wrzesiński nie sprostał oczekiwaniom kibiców zebranych na gali w Białymstoku i jedynie zremisował po sześciu rundach z Andreiem Stalirczukiem.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości