Zagrać z orzełkiem na piersi to byłoby coś
– mówił w rozmowie z nami w listopadzie ubiegłego roku Jakub Stachyra. Opowiadając wtedy czytelnikom o futbolu amerykańskim w Polsce oraz o początku swojej z nim przygody dużo mówił o pasji i ciężkiej pracy, które w połączeniu z ogromnym duchem walki mogą zaprowadzić zawodnika na szczyt. To co wówczas było marzeniem, niedawno stało się faktem. Zawodnik defensywnej formacji Husarii Szczecin dostał powołanie do kadry Polski, z którą trenował na zgrupowaniu w Centralnym Ośrodku Sportowym w Cetniewie, zakończonym meczem towarzyskim z Danią.
Jak zacząłem grać w futbol amerykański [w 2012 r. – przyp. red.], to nie myślałem o grze w reprezentacji. Traktowałem to jako coś nowego i dobrą zabawę. Jednak bardzo szybko przerodziło się to w pasję i stwierdziłem, że nie mogę bez tego żyć, stawiałem sobie co raz wyższe cele i powoli je realizowałem. W tamtym roku, po sezonie 2015 stwierdziłem, że następny rok będzie mój i zrobię wszystko, aby się dostać do kadry.
Przygotowania do następnego sezonu, czyli tzw. offseason, przepracowałem bardzo intensywnie: 2x treningi na boisku + 3x treningi na siłowni + 1x bieganie. Wiązało się to z częstym odmawianiem znajomym wyjść na miasto i rezygnacją z innych przyjemności. Było kilka osób, które twierdziły, że się nie nadaję, że jestem za słaby, ale to mnie motywowało jeszcze bardziej, żeby udowodnić każdemu, że dam radę.
Reklama
Trener w Husarii twierdził, że mam potencjał i mam ciężko trenować, a będą efekty. Dowiedziałem się również, że na mojej pozycji (linia defensywna) są poszukiwani zawodnicy do kadry. To dawało dodatkowego kopa i wydaje mi się, że rozegrałem sezon na dobrym poziomie, chociaż zawsze mogło być lepiej. Byłem wyróżniony i trafiłem do jedenastki tygodnia, a moja akcja z boiska była wśród 10 najlepszych akcji defensywy tygodnia.
Najpierw musiałem sam się zareklamować. Z pomocą kolegi przygotowałem filmik z najlepszymi akcjami sezonu, tzw. highlights. Wysłałem link do trenera defensywy w kadrze i czekałem na odpowiedź. Konkurencja była bardzo duża, ale po tygodniu dostałem info, że zapraszają mnie na zgrupowanie kadry. Była to chyba jedna z lepszych wiadomości w moim życiu!
Reklama
Byłem tam pierwszy raz i nie ukrywam, że czułem lekki stres. Dzień się rozpoczynał o 6:30, a kończył ok. 22:30. Było bardzo intensywnie: treningi, później spotkania i oglądanie tego wszystkiego, co robiliśmy na treningu, wyciąganie wniosków i poprawa błędów na boisku i tak 3 razy dziennie. Trenowaliśmy pod okiem najlepszych szkoleniowców w Europie. Na wysokim poziomie stała też opieka ze strony fizjoterapeutów, którzy w mgnieniu oka potrafili postawić zawodnika na nogi.
Utrudnieniem dla mnie było oswojenie się z playbookiem, czyli książką z zagrywkami. Jest tego bardzo dużo i praktycznie wszystko odwrotnie niż to, czego uczyłem się dotychczas. Musiałem w przeciągu kilku dni przestawić swój styl gry, a uczyłem się go 4 lata. Jako nowy, czyli tzw. rookie, musiałem się pokazać z jak najlepszej strony. Nie odpuszczałem, każdą zagrywką dawałem z siebie 120% i grałem do końca, starałem sie być wszędzie, gdzie potrzebują ludzi, aby pokazać się z najlepszej strony. Z kolei każdy poranek to była walka z zakwasami i z bólem, jakby ktoś Cię okładał kijem cały poprzedni dzień.
Reklama
Dużo dała mi praca z koordynatorem defensywy. Mike Latek to świetny fachowiec, widzi wszystko. Rządził nami i uczył nas twardą ręką, czyli tak jak powinno być w linii defensywy. Uważam, że w przeciągu tego tygodnia udało mi się poprawić kilka rzeczy i zrobiłem duży krok do przodu. Dostałem sporo wskazówek, co robić, żeby być lepszym technicznie. Od razu po zgrupowaniu zabrałem się do roboty i pracuję nad techniką, aby być lepszym w przyszłości.
Nie wiedziałem, co mam mówić, jak zobaczyłem swój nr 92, napis POLSKA i godło. Przed meczem w szatni są niesamowite emocje, jak się obserwuje innych, to każdy podchodzi inaczej do tego. Jedni siedzą i nic nie mówią, drudzy słuchają muzyki, inni jeszcze chodzą po szatni. Po wyjściu na boisko, gdzie wszyscy na stadionie klaszczą i krzyczą „Polska”, nogi się uginają, a odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego dostarcza takich emocji, że nawet jak teraz to wspominam to dostaję gęsiej skórki.
Reklama
Z Jakubem Stachyrą rozmawiał Tomasz Guhs
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
kurde gratulacje .ciekawy sport ktory jest jeszcze niszą:)
kurde gratulacje .ciekawy sport ktory jest jeszcze niszą:)