Reklama

Mamy kolejnego reprezentanta Polski!

25/08/2016 11:00
Powołanie do kadry narodowej w futbolu amerykańskim otrzymał pochodzący ze Skica Jakub Stachyra

Zagrać z orzełkiem na piersi to byłoby coś

– mówił w rozmowie z nami w listopadzie ubiegłego roku Jakub Stachyra. Opowiadając wtedy czytelnikom o futbolu amerykańskim w Polsce oraz o początku swojej z nim przygody dużo mówił o pasji i ciężkiej pracy, które w połączeniu z ogromnym duchem walki mogą zaprowadzić zawodnika na szczyt. To co wówczas było marzeniem, niedawno stało się faktem. Zawodnik defensywnej formacji Husarii Szczecin dostał powołanie do kadry Polski, z którą trenował na zgrupowaniu w Centralnym Ośrodku Sportowym w Cetniewie, zakończonym meczem towarzyskim z Danią.

Reklama

Wróćmy do rozmowy z listopada. Gdy wtedy mówiłeś o grze z orzełkiem na piersi to był to plan czy marzenie?

Jak zacząłem grać w futbol amerykański [w 2012 r. – przyp. red.], to nie myślałem o grze w reprezentacji. Traktowałem to jako coś nowego i dobrą zabawę. Jednak bardzo szybko przerodziło się to w pasję i stwierdziłem, że nie mogę bez tego żyć, stawiałem sobie co raz wyższe cele i powoli je realizowałem. W tamtym roku, po sezonie 2015 stwierdziłem, że następny rok będzie mój i zrobię wszystko, aby się dostać do kadry.

Jak to się robi? Czego potrzeba, aby wskoczyć na wyższy poziom i zostać powołanym do kadry?

Przygotowania do następnego sezonu, czyli tzw. offseason, przepracowałem bardzo intensywnie: 2x treningi na boisku + 3x treningi na siłowni + 1x bieganie. Wiązało się to z częstym odmawianiem znajomym wyjść na miasto i rezygnacją z innych przyjemności. Było kilka osób, które twierdziły, że się nie nadaję, że jestem za słaby, ale to mnie motywowało jeszcze bardziej, żeby udowodnić każdemu, że dam radę.

Reklama

Tego typu motywacja potrafi być niezwykle silna, a czy miałeś jakieś pozytywne bodźce, które utwierdzały Cię w tym, że zmierzasz w dobrym kierunku i warto dalej harować na treningach i na boisku?

Trener w Husarii twierdził, że mam potencjał i mam ciężko trenować, a będą efekty. Dowiedziałem się również, że na mojej pozycji (linia defensywna) są poszukiwani zawodnicy do kadry. To dawało dodatkowego kopa i wydaje mi się, że rozegrałem sezon na dobrym poziomie, chociaż zawsze mogło być lepiej. Byłem wyróżniony i trafiłem do jedenastki tygodnia, a moja akcja z boiska była wśród 10 najlepszych akcji defensywy tygodnia.

I to ściągnęło na Ciebie uwagę trenera kadry? Obserwował Cię przed powołaniem?

Najpierw musiałem sam się zareklamować. Z pomocą kolegi przygotowałem filmik z najlepszymi akcjami sezonu, tzw. highlights. Wysłałem link do trenera defensywy w kadrze i czekałem na odpowiedź. Konkurencja była bardzo duża, ale po tygodniu dostałem info, że zapraszają mnie na zgrupowanie kadry. Była to chyba jedna z lepszych wiadomości w moim życiu!

Reklama

Obóz w Cetniewie, w ośrodku, gdzie trenują najlepsi sportowcy kraju, w tym olimpijczycy, musiał być sporym przeżyciem. Jak wyglądała praca na zgrupowaniu?

Byłem tam pierwszy raz i nie ukrywam, że czułem lekki stres. Dzień się rozpoczynał o 6:30, a kończył ok. 22:30. Było bardzo intensywnie: treningi, później spotkania i oglądanie tego wszystkiego, co robiliśmy na treningu, wyciąganie wniosków i poprawa błędów na boisku i tak 3 razy dziennie. Trenowaliśmy pod okiem najlepszych szkoleniowców  w Europie. Na wysokim poziomie stała też opieka ze strony fizjoterapeutów, którzy w mgnieniu oka potrafili postawić zawodnika na nogi.

Trudno było zaaklimatyzować się w kadrze? Z czym miałeś największy problem?

Utrudnieniem dla mnie było oswojenie się z playbookiem, czyli książką z zagrywkami. Jest tego bardzo dużo i praktycznie wszystko odwrotnie niż to, czego uczyłem się dotychczas. Musiałem w przeciągu kilku dni przestawić swój styl gry, a uczyłem się go 4 lata. Jako nowy, czyli tzw. rookie, musiałem się pokazać z jak najlepszej strony. Nie odpuszczałem, każdą zagrywką dawałem z siebie 120% i grałem do końca, starałem sie być wszędzie, gdzie potrzebują ludzi, aby pokazać się z najlepszej strony. Z kolei każdy poranek to była walka z zakwasami i z bólem, jakby ktoś Cię okładał kijem cały poprzedni dzień.

Reklama

To czego się tam nauczyłeś?

Dużo dała mi praca z koordynatorem defensywy. Mike Latek to świetny fachowiec, widzi wszystko. Rządził nami i uczył nas twardą ręką, czyli tak jak powinno być w linii defensywy. Uważam, że w przeciągu tego tygodnia udało mi się poprawić kilka rzeczy i zrobiłem duży krok do przodu. Dostałem sporo wskazówek, co robić, żeby być lepszym technicznie. Od razu po zgrupowaniu zabrałem się do roboty i pracuję nad techniką, aby być lepszym w przyszłości.

Ukoronowaniem obozu był sparing z Danią. Jak się czułeś, zakładając koszulkę z orzełkiem?

Nie wiedziałem, co mam mówić, jak zobaczyłem swój nr 92, napis POLSKA i godło. Przed meczem w szatni są niesamowite emocje, jak się obserwuje innych, to każdy podchodzi inaczej do tego. Jedni siedzą i nic nie mówią, drudzy słuchają muzyki, inni jeszcze chodzą po szatni. Po wyjściu na boisko, gdzie wszyscy na stadionie klaszczą i krzyczą „Polska”, nogi się uginają, a odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego dostarcza takich emocji, że nawet jak teraz to wspominam to dostaję gęsiej skórki.

Reklama

Z Jakubem Stachyrą rozmawiał Tomasz Guhs

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    pzl - niezalogowany 2016-08-27 08:39:04

    kurde gratulacje .ciekawy sport ktory jest jeszcze niszą:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama