Świeżo upieczony Ironman na co dzień jest fizjoterapeutą w Ośrodku Rehabilitacji Zabajka 2 w Złotowie. Piotr Zamczyk ze sportem związany jest od lat. W dzieciństwie trenował piłkę nożną, później swoje zainteresowania połączył z edukacją i ukończył AWF w Poznaniu. W maju tego roku był inicjatorem wyjazdu drużyny Fundacji Złotowianka na Światowy Bieg Wings for Live. Od kilku lat startuje w triathlonach na różnych dystansach, od początku jego sportowym marzeniem było jednak ukończenie pełnego dystansu Ironman. Bieg stał się pretekstem do zorganizowania zbiórki środków dla pięciorga podopiecznych fundacji Złotowianka, których pasją jest sport, ale niepełnosprawność nie pozwala im go uprawiać w sposób tradycyjny.
Przygotowania trwały pięć miesięcy. Generalnie w triathlon bawię się już od trzech lat, więc cały czas jestem w treningu. Lubię się zmęczyć, sport dostarcza mnóstwo endorfin i napędza do życia. Przed czerwcowym startem miałem dziewięć treningów w tygodniu, dokładnie w ciągu sześciu dni, bo jeden dzień przypadał zawsze na odpoczynek. Jednostki treningowe były różne, od godziny po nawet pięć godzin. W okresie największych obciążeń, tak na miesiąc przed startem, tygodniowo zdarzało mi się przepracować 16 i więcej godzin. W trakcie przygotowań nie biegałem więcej niż 28 km, a na rowerze maksymalnie przejeżdżałem do 150 km.
Reklama
W treningach bardzo wspierała mnie moja żona Ania. Pod koniec przygotowań, kiedy byłem już tym wszystkim mocno zmęczony i chciałem odpuścić sobie jakiś trening Ania sama mobilizowała mnie do działania, wiedząc, że tylko rzetelne przygotowanie pozwoli mi zakończyć to wszystko w jako takim zdrowiu. I jestem jej za to bardzo wdzięczny.

Akcję #5P poparła m.in. ekipa POLSATu
Zaczęło się wszystko od 3,8 km pływania. Na wystrzał armaty wszyscy ruszyli ze startu z wody. Czas 01:15:07 dawał mi 81 miejsce w stawce. Potem była krótka strefa zmian i szybkie przygotowanie do jazdy na rowerze, w między czasie pożywny baton węglowodanowy i banan. 180 km jazdy rowerem w tempie około 30 km/h z wynikiem 06:06:38. Na zakończenie przyszedł czas na bieg, czyli pełny maraton. Maraton wcześniej biegłem tylko raz w życiu, wynik z Poznania (04:20:51) to bardzo dobry czas, w założeniach chciałem pokonać ten dystans w czasie 4:30. Organizm dobrze zareagował na ten ekstremalny wysiłek i udało mi się bez większych przeszkód dotrzeć do upragnionej mety.
Reklama
Sam byłem pozytywnie zaskoczony tym, że na trasie nie przydarzył mi się żaden większy kryzys, nie było tej przysłowiowej „ściany”, kiedy do mózgu nie dociera glukoza i nie wiadomo, co się dookoła dzieje. Było ciężko, ale swoim żołnierskim, miarowym tempem dałem radę. Ostatnie 60 km na rowerze, kiedy mocno wiało każde naciśnięcie na pedały powodowało palący ból stóp, ale koniec końców stanęło na kilku pomniejszych otarciach i zadrapaniach. Całe szczęście obyło się bez żadnych poważniejszych kontuzji. W trakcie wyścigu nie czuje się tych drobnych dolegliwości, wręcz przeciwnie – dało się z tego wyciągnąć wielkie pokłady satysfakcji.

Każde naciśnięcie na pedały powodowało palący ból stóp
Na trasie pojawia się pełen kalejdoskop emocji: od smutku, zobojętnienia, po radość, śmiech i wzruszenie. Ciężko opisać widok swojej rodziny mobilizującej i dopingującej mnie w drodze do celu. Przy wielu kilometrach „w nogach” takie momenty mocno chwytały za serce i dawały potężnego „powera” do dalszej drogi.
Na metę wbiegłeś z córką Julią na rękach. To musiała być dla Ciebie szczególna chwila…
Jak wspominasz majowy bieg Wings for Life w Poznaniu?
Zrobiłeś już swoje, ale akcja #5P jeszcze trwa. Jak można się do niej przyłączyć?
Tak, to prawda. Przed zawodami wiedziałem, że wbiegnę z Julią na metę. Ostatnie 1,5h wyścigu padał mocny deszcz, pomimo tego córeczka czekała na mnie razem ze swoją mamą mocno mnie dopingując. Widząc najbliższych, którzy od samego początku do końca w Ciebie wierzą możesz przenosić góry. Na brak dopingu nie mogłem narzekać, wspierał mnie również mój ojciec, mama Ani i bracia z rodziną. Na trasie kibicowali mi także Mariusz Gemza z tatą. Na duchu podnosili również nieznajomi. Każdy z zawodników miał swój numer startowy z imieniem i opaskę w odpowiednim kolorze (czarna na pełnym dystansie), więc wiadomo było, komu jeszcze ile zostało do mety. Zresztą na każdych zawodach triathlonowych atmosfera jest bardzo przyjacielska. O zwycięstwo walczą zawodnicy „pro”, dla których jest to praca i sposób na życie. Pozostałych uczestników stać na przyjacielskie gesty i wspólne motywowanie się do pokonywania własnych słabości. Ja jestem amatorem, na co dzień pracuję, realizuje się zawodowo, a triathlon jest rodzajem zabawy oraz celu, który sobie postawiłem i zrealizowałem.
Reklama
Stworzyliśmy drużynę Złotowianka i Przyjaciele, w sumie było nas ponad 30 osób, w tym sześć osób na wózkach inwalidzkich. Byliśmy tam chyba najbardziej widoczną fundacją. Świetna impreza, pomimo niesprzyjających warunków, bo Poznań przywitał nas deszczem. Humory jednak wszystkim dopisywały, a współuczestniczenie w sporcie osób zdrowych i osób z niepełnosprawnością okazało się bardzo zaraźliwe. Ludzie przychodzą już teraz i obiecują przyłączyć się do tej akcji w przyszłym roku. Udało się przy okazji pobić zeszłoroczny rekord. Każdy z naszych wózkowiczów miał dwie i więcej osoby do pchania wózka, więc było nam wszystkim trochę łatwiej, a Adam Małysz tym razem wyminął nas dopiero na 24 kilometrze.
Po tej euforii i zadowoleniu wracam powoli do rzeczywistości. Pierwsze tygodnie to czas na odpoczynek i dobre jedzenie, choć po Ironmenie wróciłem jeszcze na kilka dni do pracy. Niebawem zaczynam jednak zasłużony urlop i chciałbym w 100 procentach poświęcić ten czas swoim najbliższym. Przez pięć miesięcy budziłem się o piątej rano, teraz mogę wreszcie pospać trochę dłużej. Organizm musi wrócić teraz do normy po tych ogromnych obciążeniach.
Reklama

Dzięki najbliższym, którzy od samego początku do końca w Ciebie wierzą możesz przenosić góry
Kompletne zaskoczenie. Skończyłem akurat zajęcia z pacjentką i udawałem się na przerwę, a tu taka niespodzianka. Bardzo to było miłe i sympatyczne – każdemu życzę czegoś takiego, choć ja nie czuję się wcale jakimś superbohaterem. Zrobiłem tylko to, co zamierzałem, a prawdziwi bohaterowie to była ta piątka osób, którym chcieliśmy pomóc zrealizować sportowe marzenie. Pracując z osobami z niepełnosprawnością mam świadomość tego, że oni i ich rodziny mają takiego Ironmana na co dzień. Pokonywanie barier architektonicznych, ograniczeń ruchowych, walka ze spastycznością… Pełny dystans Ironman to przy wyczynach ludzi, którzy w życiu mają znacznie ciężej, nic wyjątkowego. To im tak naprawdę należą się ukłony i szacunek za każdy dzień w którym walczą o sprawność swoją i swoich bliskich.
Reklama
Wszystkim, którzy już przyłączyli się do akcji chciałbym bardzo serdecznie podziękować. Wiem że pieniądze, które udało się zebrać przyniosą wymierne korzyści dla bohaterów akcji. Jak widać sport potrafi łączyć, nie dzielić. Wszyscy pokazaliśmy, że warto pomagać. Naszym celem było 40 tys. zł. W skarbonce na Siepomaga.pl uzbierała się suma 8.679,55 zł. Do akcji przyłączyło się ponad 50 dobroczyńców, a wpłacane kwoty wahały się od 5 zł do 2 tys. zł. Zakończyły się także charytatywne aukcje. Akcję swoimi wizerunkami wsparły m.in. gwiazdy Polsatu (Paulina Sykut, Maciej Dowbor, Maciej Rock), Bartosz Witkowski z Ekstraligi piłki ręcznej, reprezentacja Polski w piłce nożnej U-15, siatkarski pierwszoligowiec Ślepsk Suwałki, Adam Klimek z TVN Turbo. RaceRunnerzy pojechali już do Danii, ale każdy może jeszcze zostać Ironmanem serca i wesprzeć pozostałych bohaterów akcji #5P. Pieniądze można przesyłać do końca lipca na konto: Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 z dopiskiem: #5P. Każda złotówka się liczy!
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
co Ty pier... ewuniu ! Chcesz blysnac?
Brawo Piotr! Pozdrowienia z Jastrowia
Brawo Piotr! Pozdrowienia z Jastrowia
Gratuluję, piękna postawa. Spełnianie swoich marzeń to esencja życia. Kiedyś przeprowadzono badania, zapytano grupę sędziwych ludzi czego żałują w życiu najbardziej. Wszyscy odpowiedzieli, że trzeba kochać szczerze, o trudną miłość walczyć, mieć wspaniały kontakt z rodziną i spełniać marzenia.
co Ty pier... ewuniu ! Chcesz blysnac?
Brawo Piotr! Pozdrowienia z Jastrowia
Brawo Piotr! Pozdrowienia z Jastrowia