Reklama

Miasto ma moją twarz

09/03/2014 00:00
To ona decydowała o wyglądzie miejskich osiedli. Kim jest i jak zmieniała Złotów Joanna Sapieha-Kopicka?

Złotów ma twarz Joanny Sapiehy-Kopickiej?

Trochę ma, chociaż plan miejscowy zagospodarowania osiedla Zamkowa robił pan Fryndt, cześć planów Dzierżyński z Poznania, który usiłował zagospodarować teren nad Jeziorem Miejskim, ale ten plan nie został nigdy uchwalony, bo radni nie mogli się sami ze sobą pogodzić. Z kolei osiedle koło cmentarza planował pan Radeberg. Resztę planów chyba ja robiłam.

Dużą część Złotowa Pani zmieniła?

Dużo planów zrobiłam. Weźmy plac po tartaku. Plan na ten teren nadal nie jest zrealizowany, a zawalidrogą jest tam m.in. Biedronka. Jej tam w ogóle nie powinno być. Historia tego budynku jest taka, że na tartaku stała wiata, potem, jak to w czasach socjalistycznych, została ona zabudowana. Ten budynek powstał na dziko, w dalszym ciągu jest na dziko i powinien zostać rozebrany.

Co Pani przez to rozumie?

Że ten budynek tak sobie powstał w czasach komuny, a jak już był obudowany, miał skorupę, to trzeba go było jakoś wykorzystać. Zatwierdzono stan faktyczny i tak jest dzisiaj.

Pani, zamiast Biedronki i Lidla, planowała tam osiedle mieszkaniowe.

Ten plan był bardziej kameralny. Od dzisiejszego sądu miała iść uliczka, a po jej bokach miały stać drobne budynki mieszkalne i małe sklepy. Ale czasy na tyle się zmieniły, że nie ma już prawie drobnych sklepikarzy i mój plan stracił aktualność. Dlatego plan na teren pod Lidl został zmieniony. W końcu plany też muszą ewoluować, a jak na Złotów to tempo zmian jest bardzo duże.

Złotów jest dobrze rozplanowany, zagospodarowany?

Tak, chociaż brak drogi w kierunku północnym. Miasto wisi na ulicy Chojnickiej i każda awaria, kataklizm na tej drodze odetnie Złotów od tego kierunku. Zawsze powinna być droga awaryjna i w planie ona jest - ulica Krzywoustego przebija się przez jezioro na drugą stronę. Niestety miasto chyba nie miało siły tego planu zrealizować.

Wiele z przygotowanych przez Panią planów nie zostało zrealizowanych.

Robiłam plany dla gminy Złotów czy Okonek. W Okonku to była olbrzymia praca i choć te plany zostały uchwalone, gmina nie ma rozmachu inwestycyjnego, żeby je realizować.

Często Pani praca idzie na marne?

Na tym polega praca urbanisty. To, że moje plany nie zostaną zrealizowane, jest wliczone w ryzyko tego zawodu. Chociaż powiem panu, że cała ustawa o planowaniu przestrzennym jest niewłaściwa. Planowanie polega na myśleniu perspektywicznym, a perspektywicznie myśli się nie w szczegółach, tylko ogólnie. Dziś natomiast od razu robi się plany szczegółowe, które bardzo szybko się dezaktualizują. To jest błąd ustawodawczy.

Z którego ze swoich planów jest Pani zadowolona najbardziej?

Podoba się Panu Cechowa? Zmieniłam ten teren dlatego, że jako panienka jeździłam autobusem do Koszalina i Szczecinka, i ciągle musiałam chodzić na około, żeby dojść do dworca autobusowego, który był na Placu Kościuszki. A że wówczas chodziłam na szpilkach, to ciągle musiałam męczyć się, chodząc po tych kocich łbach. To było straszne, więc postanowiłam coś tu uprościć. Jak burmistrzem został pan Wełniak, to rozebraliśmy starą szkołę przy Wojska Polskiego i zrobiliśmy przejście między Westerplatte a Wojska Polskiego. Tak to sobie ułatwiłam.

Nie zawsze jednak burmistrz słuchał Pani rad.

Tak było ze Starym Miastem, czyli złotowskim Manhattanem (nie chodzi mi tyle o wysokość kondygnacji, ile o zagęszczenie na tym terenie). Inwestor, jak wyczuje, że miejsce jest atrakcyjne, to będzie tam tak pakował budynki, że potem nie będzie tam już słońca, przewiewu, niczego poza jego domami. Tak działają dzisiejsi biznesmeni. Oni są wybitni, zwłaszcza w naszym środowisku.

A co Pani tam widziała?

Po pierwsze o jedną kondygnację w budynkach mniej i mniejsze zagęszczenie. We Włoszech czy w Grecji ciasnota ma swój urok, a u nas każdy dom powinien mieć cokolwiek otoczenia zielonego. Tam, niestety, tego nie ma. Ale może taki fragment Złotowa powinien być?

Gdy opracowuje Pani plan zagospodarowania danego terenu, od razu widzi Pani, jak powinien być on zabudowany?

Najpierw tworzę w wyobraźni wszystko, co chcę zrobić. Gdy robię plan wsi, to jadę zobaczyć miejsce: tu jest górka, tu jezioro, tu coś innego i planuję w tym miejscu zakłady usługowe, a w innym domy mieszkalne. Plan tworzę w głowie, a potem rozkładam mapę i go rozrysowuję.

Tak było z kościołem parafii p.w. św. Piotra i Pawła Apostołów w Złotowie?

To skomplikowane. Mam męża konstruktora, który, to jak każdy konstruktor w Złotowie, uważa się za architekta (bo my mamy tu masę konstruktorów, którzy projektują, a projekty podpisuje im słynny architekt). To jest taka mania i mój mąż też czuje się architektem. W związku z tym każdą rzecz, którą ja proponuję, on widzi inaczej. Wszystko, co wychodzi z domu, jest wypośrodkowane i tak jest z kościołem Piotra i Pawła.

Pani on się podoba?

Niespecjalnie, ale nie jest szkaradzieństwem, więc może być. Jest w miarę tradycyjny, bo takie jest złotowskie społeczeństwo. Ma duże wnętrze, mocne przeszklenie i ludzie na pewno czują się w nim inaczej niż w starych kościołach.

W Złotowie z projektami poszaleć nie można.

Nie sądzę. W ogóle ludzie nie chcą szaleństw. Wystarczy zobaczyć, co się dzieje, jak jakiś reżyser poszaleje. Katastrofa – trzeba go wykląć, wyrzucić. Obraza uczuć religijnych jest mocno rozdmuchana, a przecież moich uczuć nikt nie może obrazić, bo do nich nie ma dostępu, cokolwiek by nie powiedział. I bardzo mnie śmieszy, że ludzie ciągle mówią: „obraza uczuć religijnych”. To się nie obrażaj człowieku, bo to jest twoja wewnętrzna sprawa.

Wracając do planowania, dziś robi się to trudniej niż kiedyś? W czasach komuny nie istniała własność prywatna.

W czasach socjalistycznych było znacznie łatwiej, bo gdy architekt miał poprowadzić drogę przez teren prywatny, to się tym nie przejmował bądź przejmował się trochę. Dzisiaj własność prywatna jest święta. Głównie w Polsce.

Dla Pani to dobro ogółu jest ważniejsze?

W pewnych sytuacjach dobro społeczne jest większą wartością niż sprawy prywatne tego czy innego ogródkowicza. Zdecydowanie. Kiedyś pan Wełniak stwierdził, że ja mówię jak Gomułka.

Takie podejście musi rodzić konflikty z właścicielami terenów graniczących choćby z miejskimi działkami.

Nie pamiętam wielkich sporów. Dzisiaj ludzie nie interesują się tymi planami. Myślą: „Co mnie to obchodzi? I tak mi nic nie zrobią.” A tak nie jest. Każda działka ma opis, co wolno, a czego nie wolno. Nie da się trafić w gust wszystkich potencjalnych czy przyszłych inwestorów. Potem zaczynają się pytania starostwa, inwestorów, co ten czy inny zapis w planie oznacza. To jest najbardziej nużące w tej pracy, a to mnie ciągle dotyka.

Pani zmienia Złotów od ponad czterdziestu lat. Realizuje tu Pani swoje wizje.

Architekt robi tak, jak uważa, że jest najlepiej. To jest zawód w jakimś sensie uzależniony od inwestora. Efekt końcowy ma być wypośrodkowany między wizją architekta a oczekiwaniami tego, kto płaci. A on przede wszystkim tnie koszty.

Przez lata pełniła Pani funkcję miejskiego architekta. Jaki powinien być architekt?

Powinien mieć wyczucie społeczne. Wiedzieć, jakie potrzeby mają dzieci, jakie osoby starsze, poszczególne zawody. Ja nie jestem dobra w filozofowaniu, dlatego nie potrafię dokładnie panu odpowiedzieć. Trzeba mieć wiedzę i doświadczenie.

Architekt to także specyficzne połączenie artystycznego wyczucia z naukami ścisłymi.

Matematyka w tym zawodzie jest niezbędna. Ktoś, kto kiedyś wymyślił, że w ogólniaku na maturze może nie być matematyki, był chory. Chociaż podejrzewam, że wielu współczesnych inżynierów nie ma pojęcia o obliczeniach konstrukcyjnych, bo ma do tego specjalistyczne programy komputerowe.

Architekt to jednak zawód wolny, dający pewnie sporo satysfakcji.

Satysfakcji jak najbardziej. Ja jestem pracoholikiem i pewnie będę pracować tak długo, aż umrę. Najlepiej na siedząco, tak momentalnie.

Pracuje Pani nadal, mimo że od 2001 roku jest Pani na emeryturze.

Ja nie jestem zmęczona. Nie wyobrażam sobie siebie na emeryturze. Życie ma wartość tylko wtedy, kiedy człowiek pracuje. Trzeba jednak powiedzieć, że ja pracuję, bo praca jest moją życiową pasją, ale rozumiem ludzi, którzy męczą się, pracując na stanowisku, którego nie lubią.

Pewnie jeszcze przyłoży Pani rękę do tego, jak wygląda Złotów.

Być może, chociaż władza się zmieni i może mieć inne pomysły niż ja.

Rozmawiał Łukasz Opłatek



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama