Reklama

Milo

16/11/2020 18:50

Milo nie wytrzymała. Spotkała się z brakiem przychylności i piętnem. Nie chciała brać udziału w teście realnego życia.

Złotów Rok szkolny 2020/2021, w ubiegłym tygodniu

„W naszej szkole prawie się o tym nie rozmawia. O orientacji, płci. To my, homoseksualni lub trans, chcemy o tym rozmawiać, zgłaszaliśmy to. Jest nas w szkole kilkoro. Wiemy o sobie. Była raz pogadanka na ten temat, bo spotykały nas nieprzyjemne sytuacje: O mnie mówili „pedał”, byłem popychany na korytarzu. Zdarzało się, że odwracano wzrok na mój widok… tak bywa. Czasem tzw. samiec alfa bierze kogoś na celownik. Nie zdarzyło się nigdy, żebym był dyskryminowany przez nauczycieli, ale już przez innych uczniów - tak.

Kiedy dowiedziałem się o swojej odmiennej orientacji, płakałem, że tak jest. Nie chciałem tego. Ale taki jestem i to się nie zmienia. Niektórzy nie wiedzą, czy to co się dzieje z nimi, to że pociąga ich ta sama płeć lub nie czują się sobą w swoim ciele, jest w porządku. Nikt z nastolatkami o tym nie rozmawia. Rodzina często nie chce tego przyjąć, a wśród rówieśników - hejt.

Reklama

Nie wiedziałem, kim była Milo. Dowiedziałem się całkiem niedawno, szkoda” – uczeń LO w Złotowie

Rok szkolny 2013/2014/ strona liceum. Zakładka: „aktualności”:

„W XII Olimpiadzie Lingwistyki Matematycznej, która odbyła się w lipcu w Pekinie, wzięło udział 152 uczestników reprezentujących 28 krajów z całego świata… Miłosz Mazurkiewicz-Dubieński – absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Złotowie uzyskał najlepszy wynik z wszystkich startujących i zajął I miejsce w świecie! Zdobył również jedną z nagród za najlepiej rozwiązane zadanie.”
„Miłosz wiele razy pokazał, jaką posiada wielką wiedzę i umiejętności logicznego, analitycznego, matematycznego i lingwistycznego myślenia. Ten ogromny, światowy sukces jest zwieńczeniem szkolnej drogi tegorocznego maturzysty z I LO w Złotowie. Świat nauki stoi teraz przed Nim otworem. Mamy nadzieję, że wkrótce usłyszymy o kolejnych dokonaniach Miłosza. Wielkie gratulacje!”
Katarzyna Cielas - nauczycielka matematyki

Reklama

Rok 2019, 6. maja

Milo Mazurkiewicz odebrała sobie życie, skacząc z Mostu Łazienkowskiego do Wisły. O swojej sytuacji pisała wcześniej: Jeśli nie czujesz, że »kobieta« czy »mężczyzna«, którekolwiek Ci nadano, w pełni Cię opisuje, i jeśli czujesz, że Twoja biologia jest jedynym, co Cię łączy z Twoją płcią, Twoim imieniem, Twoimi zaimkami… Możesz chcieć zagłębić się w temacie. Może staniesz się szczęśliwszą osobą”. (https://krytykapolityczna.pl/kraj/historia-milo-mazurkiewicz/).

Chwilę przed śmiercią napisała tylko „Przepraszam”.
4. października, 2020 r. Poznań, kawiarnia „Szklarnia” przy św. Marcina
Spotykam się z H. pod warunkiem zachowania anonimowości.

Reklama

Milo urodziła się jako Miłosz.
W Polskim prawie jest tak, że trzeba być kobietą albo mężczyzną. Istnieje tylko binarny podział. Nawet jeżeli urodzi się osoba interseksualna, czyli ma jednocześnie narządy płciowe męskie i żeńskie, to dokonuje się chirurgii normalizacyjnej, czyli usuwa się któreś narządy, żeby człowiek gdzieś pasował.

A jeżeli potem okaże się, że to był błąd?
Nikt nie ponosi za to odpowiedzialności.

Kobieta lub Mężczyzna, człowiek musi gdzieś pasować. Jak było z Milo?
Jej płeć przy urodzeniu została określona jako męska, ale ona nie identyfikowała się w ten sposób. Była poza binarnym podziałem. Zwykle stosowała formy żeńskie.

Reklama

Może mówiła o sobie „ona” jako osoba?
Możliwe. Z tymi formami czuła się dobrze. Natomiast swojej tożsamości płciowej nie opisywała jako męskiej czy żeńskiej. Kiedy się poznaliśmy, była Mileną. Potem przeszła na Milo. Zaczęło jej to bardziej pasować.

Mówmy zatem „ona” – osoba. Byliście parą?
Nie, byliśmy przyjaciółmi, mieliśmy bardzo bliski kontakt.

Czym się zajmowała?
Pracowała w branży IT. Była także zaangażowana w niektóre działania aktywistyczne, jeździła na marsze, brała udział w niektórych akcjach ulicznych.

Reklama

Jaka była?
Bardzo inteligentna i wrażliwa. Zbyt wrażliwa, jak na życie wśród ludzi, dla których wszystko ma być proste i schematyczne, a wrażliwość postrzegana jest jako ujma.

Czyli wśród normalnych ludzi?
Wśród standardowych. Wolę używać tego określenia. Sam noszę etykietę osoby niestandardowej, za taką się uważam. Normalność jest dzisiaj pojęciem względnym. Bywa, że normą jest deptanie ludzkiej godności, przemoc lub obojętność. Dla mnie to nigdy nie było i nie będzie normą.

Użyłam tego słowa z automatu, miałam na myśli „większość”. Sama czuję, że nie zawsze pasuję do normy, nie w sensie płci, ale w wielu innych. I teraz, kiedy wypowiadam to słowo, faktycznie, nie jest mi przyjemnie myśleć o sobie „nienormalna”… Zatem Milo, osoba niestandardowa…
…bo definiowała się jako osoba niebinarna.

Reklama

Co to znaczy?
To ktoś, kto ma określoną przy urodzeniu płeć, a nie czuje się wyłącznie kobietą lub wyłącznie facetem. Może się czuć tak i tak jednocześnie, bardziej utożsamiać się z jedną z płci lub w ogóle może czuć, że jest poza tym podziałem. Może czuć, że przynależy do trzech płci naraz i to może zmieniać się w czasie.

Milo dążyła do zdefiniowania siebie?
Dążyła do tego, żeby dokonać prawnej korekty płci. Stanęła w obliczu wyzwania, które jest większe niż w przypadku tranzycji binarnej, bo tak zwana trzecia płeć w Polsce nie istnieje. Takich osób na papierze nie ma, a świadomość na ten temat jest bardzo niska. Sami specjaliści nie wiedzą, co taka osoba chciałaby uzyskać, jakie zmiany w ciele, jakieś w ogóle, czy prawną korektę płci, czy jedno i drugie.

Reklama

Wszyscy mamy naturalną potrzebę definiowania. I boimy się, jeśli coś jest niezrozumiałe.
Niestety. Niebinarność jest w Polsce tematem świeżym, przez niektórych traktowanym na zasadzie mody. Jeżeli ktoś się nie czuje ani kobietą, ani facetem, to uważa się, że mu odbiło po prostu. A to nie jest tak!

Widziałam ostatnio francuski dokument „ Dziewczynka” S. Lifshitza o chłopcu (z urodzenia) i jego kochającej rodzinie. Ma troje rodzeństwa, ale ona jedna nie czuje, że jej biologiczna płeć nie jest zgodna z nią samą. Rodzina akceptuje ją w pełni, wspiera i daje siłę do walki o szczęście. W tym przypadku sprawa jest binarna, fizycznie urodził się chłopiec, dziecko czuło się dziewczynką. Po konsultacjach lekarskich uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli pozwoli się dziecku chodzić na jego ukochane zajęcia z baletu w stroju, jaki noszą jego koleżanki, że do szkoły może ubierać się jak dziewczynka. W domu ubierało się tak od dawna. Ustalono, że należy pozwolić dojrzeć jego tożsamości płciowej, obojętnie jaka będzie. Żadnych zmian, operacji, leków. Szkoła nie rozumiała problemu, więc rodzice ją zmienili na inną. Mama chroniła dziecko i wspierała je, żeby nie dopuścić do psychicznej krzywdy.
Tak, tylko wiesz, we Francji i w innych krajach więcej się o tym mówi. U nas to jest temat tabu. Poza tym, zobacz: nikt nie mówił, żeby zaraz podejmować interwencje chirurgiczne, podawać hormony czy blokery testosteronu. U nas zaraz podnosi się histeryczny głos, że dzieciom chcą zmieniać płeć! Tymczasem, mówi się „korekta”, nie zmiana, bo w głowie jest jedno, a ciało to drugie i to nie jest zmienianie, tylko dopasowanie. Trzeba dopasować ciało tak, żeby odpowiadało temu, co jest w psychice.

Reklama

To jak z doborem ubrania? Musi pasować do tego, kim jesteśmy?
Dokładnie tak. W przypadku dziecka, o którym mówisz, pozwolono, żeby wszystko pasowało. U nas to jest nie do pomyślenia! Zauważyłaś, co ja dzisiaj mam na sobie?

Przepraszam, umknęło mi to! Masz na sobie sukienkę i spodnie. Nie zwróciłam uwagi, jesteś ładnym człowiekiem, spójnym. Wszystko do siebie pasuje. Nie szokuje mnie Twój ubiór.
Zauważyłem. Wchodzę tu, a Ty nic! Było to dla mnie bardzo miłe. Myślałem, że zapytasz, dlaczego w tym jestem, a ja powiem: po prostu, bo chcę. Ale zmierzam do tego, że są w nas upychane przez media, szkoły, otoczenie role płciowe i społeczne wobec nich oczekiwania. A to ważne, żeby wszystko było spójne. Noszeniem takich czy innych ciuchów naprawdę nie można nikomu zrobić krzywdy.

Reklama

Pozornie chodzi o ubranie, ale tak naprawdę rozmawiamy o tożsamości, prawda?
Tak. O to chodzi.

Wspomniałeś, że Milo dążyła do prawnej korekty płci. Jaką drogę przeszła? Bywała u jakichś specjalistów?
Bywała, tylko to przyniosło więcej szkody niż pożytku. Co do prawa, w Polsce, by dokonać korekty, trzeba pozwać swoich rodziców.

Jak to?!
No tak. W kodeksie postępowania cywilnego mamy artykuł 189 (z ustawy z dnia 17.11.1964 r), który mówi że powód może żądać ustalenia przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, gdy ma w ty interes prawny. Ten przepis to jest furtka, z której można skorzystać.

Reklama

Na podstawie tego artykułu można dokonać korekty płci tylko na męską lub żeńską?
Tak, ja jestem dzisiaj w sukience, uwielbiam je nosić, ale identyfikuję się jako osoba niebinarna. Tak jak Milo.

I co wtedy?
W sądzie o niebinarności nie ma mowy! Żeby iść do sądu, musiałbym wywlec swoje zdjęcia, poprosić o pomoc otoczenie, które wie, np. że używam także żeńskiego imienia. Ale sąd musi dostać jeszcze stertę dokumentacji medycznej. I w moim przypadku może być tylko na płeć żeńską.

Temat zaczyna się robić mało intymny.
Trzeba biegać po lekarzach. To jest utrwalona praktyka, choć nie ma takich przepisów. Lekarz ma wykluczyć zaburzenia mogące dawać efekt, że czujesz przynależność do odmiennej niż swoja, płci. Stawianie chorób psychicznych obok tożsamości płciowej uwłacza godności takiej osoby, po prostu. Poza tym, tożsamości płciowej nie można zmierzyć. Nie da się nikomu zajrzeć do głowy i stwierdzić, jak bardzo ktoś się czuje kimś.

Wyciągam ołówek. Rysuję oś. Po jednej stronie rysuję schemat kobiety, po drugiej, mężczyzny.
Zobacz, dobrze to rozumiem? To nie dwa oddzielne punkty, a linia. Oś płci. Z suwakiem. Ja czuję, że jestem blisko tego końca linii, po której jest symbol kobiety: nie lubię nosić sukienek, a w wolnych chwilach zajmuję się obróbką drewna, a typowo babskie zajęcia, jak np. zakupy, nudzą mnie. Ale czuję, że jestem blisko rubryki „kobieta”. Nie mam wątpliwości. Gdzie Ty pasujesz? Tu czy tu?
Ja jestem prawie pośrodku. Jeśli już chodzi o liczby, czuję się w 40 % facetem i w 60% kobietą. Ale te procenty tworzą jedną całość. Tak o sobie myślę.

Wróćmy do ścieżki, którą podążała Milo.
Miała wziąć udział w tzw. teście realnego życia.
?! To brzmi strasznie, cokolwiek to jest, jak nazwa jakiegoś upiornego eksperymentu…
Nie wszyscy lekarze to stosują, ale Milo trafiała właśnie między innymi na takich ludzi. Usłyszała, że lekarka weźmie ją na dwuletnią obserwację i zobaczy, jak wyglądają objawy. Wg wtedy obowiązującej klasyfikacji ICD-10 było to zaburzenie. To jest spatologizowane, otwiera narrację, że człowiek jest chory, ma objawy, dostaje leki, trzeba go leczyć itd.

Na czym polega ten test?
Lekarz sprawdza, w jakich ubraniach przychodzisz, jakich form gramatycznych używasz, czy przyjmujesz postawy, które zgodne są z płcią tobie przeciwną. Ja np. noszę sukienki, używam żeńskich form, mam dużo cech uważanych za kobiece: jestem wrażliwy, nie jestem skłonna do rywalizacji, do agresji. Ale to absurd, bo dziewczyny bywają agresywne, interesują się militariami albo jak ty, lubią stolarstwo. I jak do tego ma się test realnego życia? To test społecznych oczekiwań, sztywno przywiązanych do ról, często oderwanych od rzeczywistości! Od oceny lekarza zależy, czy możesz być tym, kim się czujesz.

Przejdziesz taki test i co dalej?
Mając papierki od lekarza i psychologa/psychiatry, możesz wkroczyć na drogę korekty prawnej. Chociaż pamiętaj: wg polskiego prawa nie istnieje ktoś, kto jest pomiędzy, jak ja czy Milo.

Czy jest szansa na rozwiązanie tego problemu?
Podczas debaty na ten temat usłyszałem od senatora partii rządzącej: czy nie można wyleczyć psychoterapią z takiego widzi-mi-się zmiany płci?”. To jest kompletne niezrozumienie tematu! Nie ma żadnego „widzi-mi-się” i nie zmiany płci, tylko korekty. Mówimy o ludziach, którzy czują się transpłciowi, ale niekiedy odkrywają to, kim są, przez długi czas. Należę do grupy wsparcia, w której są osoby młodsze ode mnie i one już wiedzą, co i jak. Nikt nie zmienia im płci, jak się o to podejrzewa takie grupy. Dostajemy tam wsparcie. Politycy i niektórzy „specjaliści” nie zdają sobie sprawy z tego, że takie osoby jak my są coraz bardziej siebie świadome albo nie chcą, byśmy byli.

Ty nie wiesz jeszcze, co i jak?
Jestem na wczesnym etapie, dlatego że samo pojęcie niebinarności dotarło do mnie późno, miałem 22 lata. I pomyślałem: zaraz, chwila, zatem to wszystko, co działo się ze mną od dziecka, istnieje. Choć nie czułem się w 100% źle w swoim ciele, coś jednak było nie tak. Odkryłem, że to, kim jestem, nie jest niespotykane, że takie coś istnieje, nazywa się niebinarnością.

A szkoła? Nie cisnęło cię, żeby być sobą w szkole?
Coś ty! Wypierałem to przez długi czas. Dopiero w bardziej akceptującym środowisku to we mnie rozkwitło. Ale nikt mi nie pomógł. Pochodzę z rodziny, w której to nie jest temat na niedzielny obiad. Teraz jest już trochę lepiej, ale kiedy byłem dzieckiem, rodzice nie byli zadowoleni, jak wyciągałam sukienki mamy i chciałam je nosić, no bo jak to tak? Religia była ważna, a to, niestety, nie jest obszar, w którym przychylnie patrzy się na takie rzeczy, przynajmniej w polskiej odmianie rzymskiego katolicyzmu. U nas piętnuje się ludzi, wyklucza się ich. Tak nie powinno być.

Bardzo delikatnie o tym mówisz, a ja słucham Cię i rośnie we mnie gniew! Nie wiem, czy bym wytrzymała takie życie.
Milo nie wytrzymała. Spotkała się z brakiem przychylności i piętnem. Nie chciała brać udziału w teście realnego życia. Nie umiała wytłumaczyć specjalistom tego, jak delikatna to dla niej materia. Trafiała na ludzi, którzy za wszelką cenę trzymali się klasyfikacji. Miała się czuć w 100% kobietą lub w 100% mężczyzną. A tak nie było! Zmiany prawne, wiedza specjalistów nie nadążają za życiem i sprawa Milo jest tragicznym tego przykładem. Poza tym, korekta płci wymaga pójścia do wielu miejsc i wymiany dokumentów: świadectwa maturalnego, dyplomu ukończenia studiów, prawa jazdy, świadectw pracy itd. I wszędzie tam trzeba powiedzieć, że chodzi o korektę płci! To dla Milo było upokarzające. Czy naprawdę trzeba wszystkim o tym mówić każdej osobie, która ma wydać dokument?

Nie wyobrażam sobie tłumaczenia urzędnikom tak delikatnych kwestii…
No właśnie! Tyle się mówi o intymności! Poza tym, musiałaby pozwać rodziców, co jest bardzo przykre. Szczególnie, że nie każdy ma ich wsparcie.

Milo chciała to zrobić?
Nie wiem. Udało jej się zmienić imię na Milo, wykorzystując przepisy dotyczące zmiany imienia i nazwiska. Ale to też było trudne, bo musiała udowadniać, że są mężczyźni o takim imieniu. Wszystkimi trzęsie strach: od lekarzy, przez urzędników administracji, po rodzinę i otoczenie, że będzie odpowiedzialność dyscyplinarna dla urzędnika lub lekarza, bo ułatwiają przejście przez takie procedury. Bo nami się straszy! Ile osób musi się tak nacierpieć i dać upokarzać, żeby politycy się zorientowali, że mamy poważny problem?

I bywa, że ta okrutna walka o swoje szczęście kończy się tragicznie.
Nie ginie ideologia, giną ludzie! Procesy przedłużane są celowo ponad miarę, pozywanie rodziców to eskalacja konfliktów rodzinnych. To nie jakaś kretyńska moda i wygłupy! Kiedy debatowano na ten temat w Sejmie, to padł argument, że przestępcy będą masowo dokonywali korekty płci, by umknąć wymiarowi sprawiedliwości! Nigdzie na świecie nie było takich sytuacji!

W ten sposób stawia się osoby takie jak Ty czy Milo na równi z przestępcami...
Jedyna kara, jaką w życiu dostałem, to 50 zł za to, że wtargnąłem na jezdnię w miejscu, gdzie nie było przejścia dla pieszych. Nie jestem przestępcą i, kurde, nie jest moim marzeniem, żeby łamać prawo. Poza tym, prawna korekta płci nie powoduje wygaśnięcia dotychczasowych zobowiązań i wykroczeń. Ktoś, kto ma stanowić prawo, zdaje się, powinien się na nim znać!

Jak według Ciebie powinna się odbywać korekta płci?
W trybie administracyjnym. Bez pozywania rodziny, czekania na rozprawę, powoływania świadków i sterty dokumentów. Jeden, prosty formularz. A to, czy ktoś chce dokonać korekty fizycznej, powinno być zależne wyłącznie od osoby zainteresowanej! Prawna korekta i medyczne zabiegi nie powinny być od siebie uzależnione! Dzisiejsza procedura jest nieludzka. Prawo nie chroni nas przed dyskryminacją, nie reguluje spraw naszych związków, małżeństw. Dla Milo to wszystko było potwornie upokarzające! Tyle już zrobiliśmy w kwestii ludzkiej godności, mamy XXI wiek, a jednak… nadal mamy dużo do zrobienia.

Trzeba ogromnej siły, by żyć w takich realiach. Masz siłę.
Jestem od dziecka przyzwyczajony do etykiety odmieńca i nie staram się dostosować do oczekiwań otoczenia. Chodziłem do „katolika”. Któregoś razu postanowiłem podjąć ryzyko i zrobić coś „niegrzecznego”. Koledzy robili złe rzeczy i nic. To ja też! W nocy, na rekolekcjach, wysmarowałem śpiwór kolegi pastą do zębów. Wiele osób tak robiło. Okazało się, że niebo nie zwaliło mi się na głowę! Po dwóch latach myśli samobójczych, wysłuchiwania obelg i bluzg pod swoim adresem uderzyło mnie, że nie muszę być taki grzeczny i zgadzać się na wszystko. Wsadziłam sobie zatyczki do uszu i postanowiłam, że nie będę już słuchała, jaka mam być. Minęło już tyle lat, a ja nadal czuję, że zrobiłam wtedy to, co do mnie należało. Czuję się dziś ze sobą dobrze.

Milo miała taki przełom?
Ona tego nie przepracowała. Doświadczała odrzucenia często. W szkole była piętnowana, miała złe doświadczenia. Jak się chce uderzyć, to kij zawsze się znajdzie.

Dziś już mało kto pamięta o Milo, uczniu LO...
Nikt nie chce pamiętać o takich rzeczach. Szkołom to psuje renomę. Nie jest łatwo zakomunikować środowisku: nie radzimy sobie, coś się stało złego.

Co dzisiaj można robić żeby zapobiegać tragediom?
Można się edukować w trudnych tematach, a przede wszystkim myśleć nie tylko o tym, co jest teraz, ale przede wszystkim o tym, co będzie. Bo czy to będzie dobrze, że kolejne dzieciaki będą odbierać sobie życie? Może to zmienić dobra wola i edukacja. Tylko tyle i aż tyle. Czasem słyszę, że w tym kraju są realne problemy, a nie problemy tych tęczowych osób.

Czy jest coś bardziej realnego i dramatycznego niż skok z mostu?
No właśnie. I faktycznie, są rzeczy, które naszemu krajowi zagrażają. Dziś zagraża nam pandemia COVID, niewydolny system emerytalny, ludzie uciekają z naszego kraju. Ciężko jest kupić mieszkanie, rodzi się za mało dzieci, brakuje miejsc w żłobkach. To są prawdziwe problemy! A politycy robią z nas zagrożenie: potworów i kreatury! Niech przestaną nami wreszcie straszyć! Hejt nam zagraża, nie my! Każda osoba, która odebrała sobie życie z jego powodu mogłaby w przyszłości pracować, odprowadzać podatki. Milo była ponadprzeciętnie uzdolniona. To wielka strata! Każda jest wielka, każdy człowiek jest ważny.

Nie poznałam Milo, ale myślę, że przytakuje z troską i wdzięcznością, słuchając naszej rozmowy. Jak myślisz?
Jestem tego pewna…

Zuzanna Ślifierz

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości