Podwórko, miska ciepłej strawy i drapanie za uchem - teraz jest w raju
Podjeżdżam pod dom kolejowy w Nowej Świętej, już widzę jak w radosnym uniesieniu, na podwórku, za piłką od nogi, biega mała czarna suczka. Czerwona obroża na szyi, biały, naturalny krawat, bystre spojrzenie. Niemożliwe żeby mnie poznała... a jednak. Rzuca się w moją stronę i na dwóch, tylnych łapach, niczym cyrkowiec, skacze jak najwyżej może – chyba chce dać mi buziaka na powitanie.
Kiedy odwiedzałam punkt adopcyjny w Złotowie, na widok zielonego samochodu wyskakiwała z boksu (o wysokości prawie 2 metrów) i biegła do najbliższych krat żeby się przywitać. To nie było miejsce dla niej i ona o tym wiedziała. Pewnego dnia nie zastałam jej w kojcu. Ktoś ją adoptował. Musiałam sprawdzić czy jest już bezpieczna, czy ludzie, którzy ją przygarnęli otoczyli ją miłością.
Nie ma drugiej takiej
Przed domem podwórko, obok przeorane, brunatne pole tuż pod granicą gęstego lasu. Małgorzata Napora jest uśmiechniętą kobietą, bije od niej ciepło dobrego człowieka. Ma trójkę dzieci Bartka i Klaudię (11 l.) i Kacpra (6 l). One także są zachwycone nową przyjaciółką. - Jak tylko ją zobaczyłam, imię Saba samo się nasunęło. Najdziwniejsze, że bez problemu przyzwyczaiła się do nowego imienia i od razu reagowała na każde nasze zawołanie. Nigdy nie spotkałam tak grzecznego i usłużnego psa. - przyznaje z uśmiechem M. Napora.
Kiedy przywieźli ją do schroniska, sprawiała wrażenie zalęknionej, bała się smyczy, wokół której potrafiła okręcać się bez opamiętania, byle tylko się uwolnić. To samo z boksami, budami – od początku nie znosiła zamknięcia. Tak długo szukała wyjścia, aż w końcu je znajdowała i uciekała. Nowa właścicielka dzieli się podobnymi odczuciami : - Kiedy ją przywieźliśmy, zrobiliśmy jej ładny kojec za metalową siatką. Nie minęło kilka godzin, a ona przegryzła ją i wydostała się na zewnątrz. Jak to zrobiła, nie mam pojęcia – jest taka mała i drobna, a tyle w niej determinacji, radości i siły przebicia za dwoje – po chwili dodaje – Najszczęśliwsza jest na podwórku, w swojej czerwonej beczce, tam chyba czuje się wolna, może wyjść w każdej chwili i pobawić się piłką od nogi czy z dziećmi. Oczywiście na zimę planujemy dla niej miejsce w szopie. Oby tylko je polubiła. - kończy z nadzieją w oczach. [[reklama]] Strzał amora
-Mieliśmy wcześniej dużego psa, ale dzieci nie dawały sobie z nim rady. Tamten powędrował do sąsiada, a my wybraliśmy się do schroniska po nowego przyjaciela? - mówi moja rozmówczyni.
A skąd pomysł na schronisko i przygarnięcie psa "po przejściach" ? - Dla mnie to całkiem naturalne – nie dziwi się M. Napora i ciągnie dalej – Lubię zwierzęta i choć psa do domu bym nie wzięła, to na podwórku zawsze jakiś był. Kiedy weszliśmy do schroniska, Saba na dźwięk podjeżdżającego samochodu wyskoczyła z kojca. Zobaczyłam ją i już wiedziałam, że wrócimy z nią do domu. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia.
Strach, że Saba się nie zaaklimatyzuje zniknął tak prędko jak się pojawił. Do dziś ta czarna energetyczna torpeda robi wszystko aby przypodobać się swoim nowym właścicielom. Nie wybrzydza przy posiłkach, słucha każdego polecenia, nikogo nie wyróżnia, wobec żadnego z domowników nie jest agresywna, wciąż spogląda w oczy i.. przyrzekłabym, urzekająco się uśmiecha. Można by rzec – jest doskonała. Doskonalsza niż jej przeszłość, niż jej poprzedni… trudno znaleźć określenie na kogoś, kto oddaje na pastwę losu swojego przyjaciela w miejsce tak smutne jak schronisko.
Daj mi szansę
Czy warto jest więc kochać skrzywdzone, odrzucone zwierzaki? Podarować im nowe, lepsze, szczęśliwsze i pełne miłości życie ? – Przyznam, że ani chwili nie wahałam się co do miejsca skąd weźmiemy psa. W schronisku mnóstwo jest takich zwierząt, które tylko czekają aż ktoś wskaże na nie i zabierze ze sobą. Nie żałuję, że zabrałam Sabę. Polecam taką formę pomocy. Psy ze schroniska są naprawdę wdzięczne za podarowaną im szansę – mówi z przekonaniem M. Napora.
***
Odwiedzając raz w tygodniu punkt adopcyjny w Złotowie, zdążyłam poznać charaktery poszczególnych psów. Nie mają tam źle. Czas dwóch pielęgniarzy jest jednak dzielony na… 160 serc – nie sposób każde pocieszyć. A są też takie, które już nie wierzą,w lepszy los, od wielu lat dzieląc boks z innymi pechowcami. To co cieszy mnie osobiście, to fakt iż akcja adopcyjna w AL. naprawdę ruszyła machinę dobrych odruchów, dawno nie widziano tam takiego zainteresowania ich podopiecznymi. Dziękuję.
Agnieszka Piec
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze