Ten przepis na zabawę jest bardzo prosty. Zespół gra na scenie, widownia siedzi za stołami i śpiewa, w czym pomocne są obowiązkowe śpiewniki. Względnie przeleci między stołami wężykiem albo odrobinę potańczy, jeśli będzie oczywiście miejsce. Receptura okazuje się jednak zaskakująco znakomita. Na tyle, że w miniony weekend zakrzewskim biesiadom minęły piękne jubileusze. Zabawy odbyły się niemal równo dwadzieścia lat po pierwszym takim wydarzeniu (10 lutego 1996 roku). Jednocześnie w piątek i sobotę bawiono się przy okazji pięćdziesiątego tematu – każdy z nich był okazją do organizowania przynajmniej dwóch biesiad, a wszystkich takich imprez odbyło się w Domu Polskim dokładnie 110. W miniony weekend, zarówno w piątek, jak i w sobotę sala ponownie była pełna.
Jedna z biesiad – o tematyce myśliwskiej – ustanowiła przed laty do dzisiaj nie pobity rekord: siedem imprez.
Bawiliśmy się wtedy w cyklu: wtorek, piątek, niedziela, wtorek, piątek, niedziela i wtorek. Sale były pełne
– wspomina z uśmiechem Henryk Szopiński.
Dzisiaj chyba nie byłoby to już do zrobienia
– ocenia. Obecnie, gdy wszyscy są zaganiani, ilu byłoby w stanie przyjechać na kilkugodzinne szaleństwa w ciągu tygodnia?
W kapeli Rypcium-Pypcium, gdzie zrodził się pomysł, nie pamiętają dokładnie, jak do tego doszło.
Kiedyś, chyba w latach 80-tych, był w telewizji taki program „Spotkanie z balladą”. Każde było inne, miało jakiś temat, śpiewano różne piosenki. Ale nie śpiewali ludzie, tylko wykonawcy na scenie
Reklama
– Szopiński szuka w pamięci ewentualnej inspiracji.
Nam chodziło o to, żeby do zabawy wciągnąć publiczność
– dodaje Dariusz Liponoga. Pierwsze biesiady miały bardzo lokalny charakter, bawili się niemal wyłącznie miejscowi. Były to typowe zapusty z piosenką biesiadną. Były barwne, pełne wymyślnych strojów, trzeba powiedzieć wprost: niepowtarzalne.
Dzisiaj chyba nie chce nam się już tak bardzo wygłupiać jak kiedyś
– Szopiński przyznaje, że czasochłonną scenografię zastępują multimedialne prezentacje i niewielkie dekoracje. Ludzie wciąż jednak znakomicie się bawią. Tyle że zmieniły się proporcje. Zakrzewianie stanowią 20-30% gości, reszta to przyjezdni. Nie tylko z powiatu, ale z całego regionu. W Zakrzewie bawią się goście z Piły, Drawska Pomorskiego, Czarnego, Bydgoszczy, Chodzieży czy Czarnkowa. Najwięksi miłośnicy tych imprez rezerwują bilety ze sporym wyprzedzeniem.
O tym, czym są od lat te imprezy, świadczą m.in. zdjęcia. Prezentujemy fotografie upamiętniające dwadzieścia lat zakrzewskiego biesiadowania.
fot. Archiwum Domu Polskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze