Poranny przymrozek nie odstraszył wędkarzy w Koła Miejskiego PZW w Złotowie, którzy w czasie niedzielnego przedpołudnia uczestniczyli w II turze Spławikowych Mistrzostw Koła nad wodami rzeki Gwdy, w Grudnej.
Jak się później okazało, losowanie miejsc miało duży wpływ na wyniki końcowe zawodów i na klasyfikację ogólną, byli tacy, którzy „nie połowili”.
Po trzech godzinach wędkowania i próbowaniu rożnych zanęt, okazało się, że najlepszy wynik osiągnął Rafał Faryna, który złowił 8,150 kg ryb, tuż za nim, na miejscu drugim Stanisław Małaczek, z wynikiem 7,605 kg i Łukasz Jałoszyński, z wynikiem 6,110 kg na miejscu trzecim.
Tradycyjnie, po zważeniu ryby wróciły do wody.
Po zliczeniu wyników pierwszej i drugiej tury zostały ogłoszone wyniki tegorocznych mistrzostw koła. Mistrzem Koła Miejskiego PZW w Złotowie na rok 2021 został Rafał Faryna. Na miejscu drugim znalazł się Grzegorz Małaczek, a na miejscu trzecim Sławomir Kubiński. Najlepsi w tegorocznych mistrzostwach otrzymali z rąk Prezesa Koła Pawła Kuczyńskiego okazałe puchary oraz nagrody w postaci sprzętu i akcesoriów wędkarskich. Zawody zakończono przy pieczonych nad ogniskiem kiełbaskach.
Do zobaczenia na kolejnych zawodach, tym razem spiningowych nad jeziorem Zaleskim.
Koło Miejskie PZW Złotów
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A język angielski Rafale znasz ? Nadchodzą zmiany i jęz.angielski może być ci bardzo potrzebny.
Nic nowego. PZW Złotów i Rzeka w Grudnej. O jak dobrze że tam Złotowska władza nie dojechała. Gratulacje zwyciężcom i zwyciężonym, wszyscy są zadowoleni jeśli jest to co najważniejsze, cisza, woda, przyroda no i ryby te złapane a nie przywiezione. Jednak wielkim wstydem dla PZW Koła Miejskiego jest stan jezior w Złotowie. Jezioro Zaleskie ginie i to nie z winy wędkarzy a ingerencji miasta, które nie patrząc na ekologiczne konsekwencje, na siłę wydaje zgody na zabudowę jego brzegów. To co stało się z dopływem jeziora Zaleskiego do ówczesnego jeziora a dzisiaj zabudowanego zbiornika Miejskiego, woła i pomstę do nieba. Przepływ wody pomiędzy jeziorami, który choć płytki przez dziesięciolecia miał szerokość ok 30m wzdłuż ul Wioślarskiej i szybki, rwący wylot pod mostem ul Partyzantów, skąd czysta woda szerokim pasem wpływała do jeziora Miejskiego. To co dzisiaj widzimy pod tym mostem i na całej długości dopływu szerokiego na metr, dwa i płytkiego na centymetr, czy trzy cm to horror ekologiczny. Co władze miasta z tym dobrem natury zrobiło i dlaczego?. Czy miasto i PZW zapomniało że jeszcze nie tak dawno władza w miejscu obok zagrody na rwącym odcinku strumienia wody, hucznie wstawiała wielkie Koło Młyńskie. Co się z tym wszystkim stało, czy wędkarze wypili tę wodę. Nie mówcie i nie piszcie o zmianie klimatu, bo on ma z tym tyle wspólnego co śnieg latem. Całkowitą winę za obecny stan ponoszą władze miasta, które stosując modną betonozę, niszczą zieleń nie tylko miejską ale i te otaczająca miasto. Wędkarze PZW byli na zawodach w Grudnej a co z naszą rzeką Głomią, czy została wpisana na straty w ramach Złotowskich Zdrojów. Sami widzicie że na zawody jeździcie tam, gdzie nie dotarła jeszcze ręka władz miasta. Widzicie że w mieście które słynęło z naturalnej zieleni, pięciu jezior, pozostają rowy, zbiorniki i chaszcze. Może to władzom PZW jest na rękę, ale wam Wędkarzom jak i Ekologom powinno dać wiele do zastanowienia. Czy naprawdę uważacie że po dobrą rybę, musimy jechać kilkadziesiąt kilometrów w zasięgu jeziora które można uratować działaniem a nie planami za miliony. Ratujmy to co pozostało po świetności prawdziwych a nie fikcyjnych Zielonych Zdrojach miasta Złotowa sprzed lat, czyli okresu w którym nikt w wirtualnych planach nie wydawał naszych pieniędzy. Dlaczego my wędkarze, mamy płacić coraz więcej za znikające jeziora i rzeki skoro ich nie niszczymy.
W głomi wody nie ma. Tak ciezko zastawke zrobic.
Rama była na rzece od strony Blękwitu. Widać co niepotrzebne włącznie z melioracja i rowami to zlikwidować i tyle a wszystko dla papierowych Złotowskich Zdrojów.
Jakie rządy taka Głomia, jaka władza taki stan wód w mieście. Jak się jedzie przez most to goście pytają, co to za bagna? Odpowiadamy, to jest GRANICA głupoty, która niszczy system ekologiczny Miasta. Do tego mówimy im że w dalekiej przyszłości w tym miejscu, będzie Centrum Złotowskich Zdrojów. Goście patrzą na nas i się dziwią, my już Nie.
A język angielski Rafale znasz ? Nadchodzą zmiany i jęz.angielski może być ci bardzo potrzebny.
Nic nowego. PZW Złotów i Rzeka w Grudnej. O jak dobrze że tam Złotowska władza nie dojechała. Gratulacje zwyciężcom i zwyciężonym, wszyscy są zadowoleni jeśli jest to co najważniejsze, cisza, woda, przyroda no i ryby te złapane a nie przywiezione. Jednak wielkim wstydem dla PZW Koła Miejskiego jest stan jezior w Złotowie. Jezioro Zaleskie ginie i to nie z winy wędkarzy a ingerencji miasta, które nie patrząc na ekologiczne konsekwencje, na siłę wydaje zgody na zabudowę jego brzegów. To co stało się z dopływem jeziora Zaleskiego do ówczesnego jeziora a dzisiaj zabudowanego zbiornika Miejskiego, woła i pomstę do nieba. Przepływ wody pomiędzy jeziorami, który choć płytki przez dziesięciolecia miał szerokość ok 30m wzdłuż ul Wioślarskiej i szybki, rwący wylot pod mostem ul Partyzantów, skąd czysta woda szerokim pasem wpływała do jeziora Miejskiego. To co dzisiaj widzimy pod tym mostem i na całej długości dopływu szerokiego na metr, dwa i płytkiego na centymetr, czy trzy cm to horror ekologiczny. Co władze miasta z tym dobrem natury zrobiło i dlaczego?. Czy miasto i PZW zapomniało że jeszcze nie tak dawno władza w miejscu obok zagrody na rwącym odcinku strumienia wody, hucznie wstawiała wielkie Koło Młyńskie. Co się z tym wszystkim stało, czy wędkarze wypili tę wodę. Nie mówcie i nie piszcie o zmianie klimatu, bo on ma z tym tyle wspólnego co śnieg latem. Całkowitą winę za obecny stan ponoszą władze miasta, które stosując modną betonozę, niszczą zieleń nie tylko miejską ale i te otaczająca miasto. Wędkarze PZW byli na zawodach w Grudnej a co z naszą rzeką Głomią, czy została wpisana na straty w ramach Złotowskich Zdrojów. Sami widzicie że na zawody jeździcie tam, gdzie nie dotarła jeszcze ręka władz miasta. Widzicie że w mieście które słynęło z naturalnej zieleni, pięciu jezior, pozostają rowy, zbiorniki i chaszcze. Może to władzom PZW jest na rękę, ale wam Wędkarzom jak i Ekologom powinno dać wiele do zastanowienia. Czy naprawdę uważacie że po dobrą rybę, musimy jechać kilkadziesiąt kilometrów w zasięgu jeziora które można uratować działaniem a nie planami za miliony. Ratujmy to co pozostało po świetności prawdziwych a nie fikcyjnych Zielonych Zdrojach miasta Złotowa sprzed lat, czyli okresu w którym nikt w wirtualnych planach nie wydawał naszych pieniędzy. Dlaczego my wędkarze, mamy płacić coraz więcej za znikające jeziora i rzeki skoro ich nie niszczymy.
W głomi wody nie ma. Tak ciezko zastawke zrobic.