Reklama

Mistrza Polski nie odpuszczę

09/09/2012 00:00
O komunistycznej Białorusi, nieoficjalnym rekordzie kraju w składaniu piły, o spodniach, których piła nie przetnie, a przede wszystkim o planach na przyszłość, która po starcie w mistrzostwach Polski i świata zapowiada się bardzo ciekawie, ze Stanisławem Biłoszewskim rozmawia Piotr Steffen

Kilka tygodni temu skończyliśmy nasze spotkanie na tym, że wyjeżdża Pan na mistrzostwa świata drwali. Przed tygodniem informowaliśmy o Pana starcie, o zajęciu miejsca w drugiej dziesiątce w konkurencji ścinki. Udało się w ogóle przeprowadzić Panu jakiś cykl przygotowań przed wyjazdem na Białoruś?
Trenowałem jedynie prywatnie, z pomocą pana Andrzeja Szczotki, właściciela zakładu usług leśnych, który wyciągnął do mnie pomocną dłoń, wspomógł finansowo i organizacyjnie, załatwił m.in. kołki do krzesania. Z panem Andrzejem poznaliśmy się właśnie kilka tygodni temu na mistrzostwach Polski. Usłyszał, że tytuł wicemistrza kraju zdobył ktoś z okolic Złotowa, podszedł i tak zaczęła się nasza znajomość.

Podczas naszego pierwszego spotkania wspominał Pan także o zainteresowaniu ze strony producentów sprzętu do pracy w lesie. Udało się nawiązać z kimś współpracę?
Z firmą Husqvarna. Producent zapewnił mi ubiór, w końcu na mistrzostwach świata trzeba było jakoś wyglądać.

To było jednorazowe wsparcie czy jest możliwość współpracy na przyszłość?
Wiele wskazuje na to, że będziemy ze sobą współpracować. Powinno to być o tyle dobrze skonstruowane porozumienie, że nie wykluczy jednocześnie bieżącego wsparcia dla mnie od pana Andrzeja, którego w ramach pewnej wdzięczności również chciałbym reprezentować na przyszłych zawodach. Zresztą jesteśmy umówieni, że w najbliższym czasie dogadamy również formę naszej współpracy. Najważniejsze, że z Husqvarną udało się wynegocjować takie warunki, które nie blokują nam takiej możliwości.
[[reklama]]
Jak podobała się Panu Białoruś?
Piękna, ale było jednak wrażenie, jakbyśmy wrócili do naszej ludowej przeszłości. Na granicy dwukrotnie staliśmy po cztery godziny. Zasady też są tam z dawnej epoki. Zaskoczeni byliśmy, że na zawodach zjawiła się w pewnym momencie tak liczna widownia. Szczególnie ci zawodnicy, którzy jeździli na inne mistrzostwa mówili, że takiej frekwencji wśród publiczności nigdy nie widzieli. Okazało się, że widownia była przywieziona na czas, gdy przyjechała telewizja. Wszystko było perfekcyjnie wyreżyserowane. Nam też na ceremonii otwarcia mówili, kiedy się uśmiechać, kiedy machać. Widać jednak tę głęboką komunę. Na około stadionu co kilkanaście metrów stali uzbrojeni policjanci i żołnierze, bo przyjechał minister leśnictwa i premier, drugi najważniejszy po Łukaszence. Zresztą kolumnę jego samochodów, gdy wracał do swojego pałacu w Mińsku, też widzieliśmy. Ale za to naród białoruski jest bardzo serdeczny. Widać te więzi krwi z Polakami, wielu zresztą mówiło, że ma w naszym kraju rodziny.

Jak wyglądały same mistrzostwa świata?
Wyjazd trwał łącznie pięć dni, same zawody trzy dni. Sztab kadry Polski liczył czternaście osób, w tym czterech zawodników: mistrz Polski, ja jako wicemistrz kraju, zdobywca trzeciego miejsca i mistrz Polski juniorów. Do tego działacze z organizacji...
[[nowa_strona]]
Widzę, że zasady podobne jak w Polskim Związku Piłki Nożnej. Działacze też korzystają...
Nie chciałbym wypowiadać się na ten temat, dopiero wszedłem w to środowisko, zawiązałem serdeczne znajomości, nie wypada, żebym cokolwiek oceniał.

Jak wypadł Pan w poszczególnych konkurencjach? Wie już Pan, które miejsce ostatecznie zajął w łącznej, indywidualnej klasyfikacji?
Tak jak informowaliście przed tygodniem, najlepiej poszło mi w konkurencji ścinki, w której zresztą czułem się najmocniej - ostatecznie zająłem w niej 14 miejsce. W pewnym momencie byłem nawet trzeci, ale starty kolejnych zawodników spychały mnie na niższe pozycje. Trochę wadliwa była korona drzewa, które ścinałem. Takie drzewo nie powinno być dopuszczone do zawodów. Później powiedziano mi, że mogłem to reklamować, ale dałem sobie spokój. Koniec był jednak taki, że drzewo, opadając, osunęło się o gałęzie i to spowodowało, że efekt nie był najlepszy. Na mistrzostwach Polski ścinane przeze mnie drzewa upadały cztery centymetry od wyznaczonego miejsca, tutaj skończyło się na 29 centymetrach, właśnie przez wspomnianą koronę. Pozostałe konkurencje to montaż piły – czyli zmiana łańcucha, przerzynka złożona, przerzynka na dokładność i okrzesanie. Tu zająłem niższe miejsca, ale muszę obiektywnie przyznać, że traktowałem udział w mistrzostwach jako wyjazd po naukę, po doświadczenie. Wiadomo, że tutaj działa jednak presja, trzeba nauczyć się radzić sobie ze stresem, czego najlepszym dowodem była konkurencja montażu piły. Gdy trenowałem w domu robiłem to w 14-15 sekund, a raz pobiłem nawet oficjalny rekord Polski. Wynosi on 11,86 sekundy, a ja złożyłem piłę w 11,04 sekundy. Co z tego? Na zawodach doszła presja, stres i skończyło się na 20 sekundach.

Mimo wszystko liczył Pan na lepsze miejsce?
Na pewno była na nie szansa, ale kilka drobnych błędów zadecydowało, że się nie udało. Konkurencja była silna, a tam naprawdę o wszystkim decydują drobiazgi. Sukces i porażka każdego są jednakowo możliwe, nie ma raczej zawodników zdecydowanie lepszych czy gorszych. Obiektywnie oceniając powinienem być zadowolony, bo wśród naszych zawodników-reprezentantów Polski, mówię o kategorii seniora, wypadłem najlepiej, a więc pokonałem zawodnika, który kilka tygodni temu minimalnie mnie wyprzedził na zawodach w Gołuchowie i zdobył tytuł mistrza Polski.

Z drugiej strony mam trochę niedosyt, bo czuję, że mogłem mieć medal w ścince. Byłem przygotowany na ścinanie kołków, z tego względu miałem m.in. inny model łańcucha itd., a takie rzeczy mają znaczenie. Tymczasem na ścinkę puścili nas w las, co z drugiej strony powinno mnie ucieszyć, bo mam doświadczenie w ścinaniu drzew. Biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej problemy z koroną, wypadłem przyzwoicie, a wielu mistrzów zwyczajnie w tej konkurencji poległo, bo startując na zawodach ścinają tylko kołki, pale, o ścinaniu prawdziwych drzew nie mają pojęcia. Tak czy inaczej nagraliśmy tych najlepszych w poszczególnych konkurencjach, będziemy oglądać i analizować ich występy, żeby lepiej przygotować się do kolejnych zawodów.
[[reklama]]
Zatem co dalej?
Gdy ja i nasz junior, Adam Wawrzak, który zresztą w ścince zdobył w swojej kategorii wiekowej tytuł mistrza świata, zajęliśmy tak wysokie miejsca, zaraz zainteresowali się nami przedstawiciele Husqvarny ze Szwecji i zostaliśmy przez nich wciągnięci na listę treningów, które odbywają się m.in. w Estonii i na Łotwie. Robią tam zgrupowania dla swojej ekipy, która jeździ na zawody i reprezentuje tego producenta. No więc dostaliśmy swego rodzaju zaproszenia, czekamy, co z tego wyniknie.

Powinien być Pan bardzo zadowolony, a widzę zmieszanie...
Jestem bardzo szczęśliwy, ale nie ukrywam, że mam teraz dylemat, bo trzeba pogodzić jakoś to wszystko z pracą. Obecnie prowadzę własną działalność na terenie Nadleśnictwa Lutówko, zobaczymy, jak potoczy się kwestia ewentualnej współpracy z panem Andrzejem Szczotką. Pytanie też, co konkretnie zaoferuje Husqvarna. Być może będą nam płacili za wyjazdy i to się jakoś zbilansuje w czasie, gdy nie będę mógł pracować. Na razie nie ma co dywagować, trzeba poczekać do wyników konkretnych rozmów.

[[nowa_strona]]
Kiedy miałyby się odbyć pierwsze zawody, w których być może będzie Pan reprezentował Husqvarnę i ZUL Andrzeja Szczotki?

Być może jeszcze w tym roku. Poza tym mam już zagwarantowaną kwalifikację do przyszłorocznych mistrzostw Polski. Jeśli tam pójdzie mi dobrze, będzie okazja do startu w kolejnych mistrzostwach świata, które za dwa lata odbędą się w Szwajcarii. Szansa jest, więc nie odpuszczę. O kolejnych zawodach nawet nie muszę pamiętać, bo Husqvarna sama będzie mnie na bieżąco informować.

Na zawodach mistrzowskiej rangi można sporo zarobić?

Na mistrzostwach świata ponoć nie, ale np. na mistrzostwach Polski można wywalczyć fajne nagrody. Przypuszczam, że udział w zawodach mogą też jakoś wynagrodzić sponsorzy. Ten strój, w którym startowałem na Białorusi też dostałem już na stałe. To drogi, fachowy sprzęt, warty kilka tysięcy złotych. Tylko do użycia na zawodach.
[[reklama]]
Rzeczywiście taki dobry?
Tak. Spodnie tak są skonstruowane, że piła nie ma prawa przeciąć nogi. Gdy dochodzi do kontaktu ze spodniami, w ułamku sekundy wyrywają się jakieś nitki, które blokują łańcuch i piła automatycznie staje.

Czego dzisiaj Panu życzyć? Kolejnych sukcesów czy dobrych umów z przyszłymi partnerami?
Przede wszystkim podjęcia słusznych decyzji, które pozwolą pracować, ale też trenować, a wtedy sukcesy same przyjdą. Bez względu na wszystko, jedno już dzisiaj mogę zapewnić – o tytuł mistrza Polski tak długo będę walczył aż go zdobędę.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama