Reklama

Mleko się wylało!

20/09/2014 00:00
Jaka jest kondycja okoneckich sklepów po otwarciu "Biedronki"? Obroty spadły - u jednych mniej, u innych "niesamowicie". Optymizmu u ich właścicieli jak na lekarstwo

Wojtuś

Mirosława Capar, właścicielka sklepu spożywczego „Wojtuś” mówi, że nikt rozsądny nie liczył na to, że przez „Biedronkę” nie straci klientów. – Przygotowywaliśmy się na ten moment od dawna. Staraliśmy się mieć towar, którego w „Biedronce” nie ma. Mamy swoich stałych klientów na nasze wędliny, pieczywo i nabiał, wszystko najwyższej jakości. – twierdzi. – Przecież też moglibyśmy mieć na przykład parówki za cztery złote, ale nikt mi nie powie, że ich jakość jest taka sama jak tych za dziesięć złotych. Coś za coś – przekonuje. Podobnie z sokami. – Nawet tej samej marki soki różnią się znacznie. Wystarczy przeczytać skład: jedne są mocno zagęszczone, inne mniej. Ludzie tego nie czytają, a potem mówią, że ten sam sok w „Biedronce” jest o złotówkę tańszy niż w innym sklepie – oświadcza.

Właścicielka „Wojtusia” uważa, że na swoją markę sklep pracował od początku. Starają się mieć owoce i warzywa świeże, codziennie rano jeżdżą po nie do hurtowni. Pozostały towar jest również świeży. O ile zmniejszyły się obroty w sklepie? – Trudno określić, sierpień i wrzesień to najtrudniejsze okresy w handlu: szkoła, zakup opału na zimę, wakacje. Poza tym dochodzą jeszcze imprezy typu festyny, dożynki. Ludzie w pierwszych dniach rzucili się na zakupy w „Biedronce”, ale część powoli wraca. Coś konkretnego będę mogła powiedzieć, jak się wszystko unormuje. Najważniejsze, że nie przewiduję redukcji etatów – zapewnia Mirosława Capar. – Trzeba się po prostu nauczyć żyć obok Biedronki – kończy.

Lewiatan

Właściciel sklepu „Lewiatan” nie ukrywa, że obroty spadły. Krótko po otwarciu „Biedronki” znacznie, teraz jest już lepiej. W sumie myślał, że „Lewiatan” straci najwięcej klientów, bo sklep leży najbliżej otwartego niedawno marketu, ale okazało się na szczęście, że tak nie jest. Sprzedawczynie twierdzą, że ich głównymi klientami są mieszkańcy pobliskich bloków, w większości ludzie starsi. – Oni nie ukrywają, że trochę się boją robić zakupy w „Biedronce” ze względu na ogromną powierzchnię tego sklepu. Twierdzą, że się po prostu tam gubią. Nie wszystkim również pozwala na to zdrowie, mimo wszystko do „Lewiatana” jest znacznie bliżej – tłumaczą. – Mamy też klientów na pieczywo z określonych piekarni, którego w „Biedronce” nie ma – dodają.

[[reklama]]

Kubuś i Agatka

Młodzi małżonkowie Wioletta i Radosław Mariasikowie, prowadzący w Okonku sklepy „Kubuś” i „Agatka”, przyznają, że obroty w ostatnich dniach spadły, ale mniej niż się spodziewali. - To naturalne, że ludzie robią zakupy w „Biedronce”, bo powszechnie uważa się, że tam wszystko jest tańsze. W rzeczywistości nie jest to całkowita prawda. Dla przykładu: na początku tam ziemniaki były po dziewiętnaście groszy, dzisiaj po siedemdziesiąt dziewięć, a u mnie cały czas po siedemdziesiąt. Przykłady można mnożyć – twierdzi pani Wioletta. – Ludzie zazdroszczą nam, że mamy dwa samochody, ale skoro żona ma jeden sklep, a ja drugi, to inaczej się nie da. Tylko nikt nie bierze tego pod uwagę, że my wstajemy o czwartej rano, bo sklep jest czynny od piątej, a kładziemy się bardzo późno. Czasami już leżąc żona wylicza, co jeszcze jutro musimy załatwić – oświadcza mąż. - Kredyt za dom, w którym mieści się również sklep, będę spłacał do sześćdziesiątego roku życia – dodaje.

Małżonkowie twierdzą, że powszechnie uważa się, że tylko sklepy spożywcze na otwarciu „Biedronki” tracą. Nic bardziej mylnego, dzisiaj w sklepach tego typu są i farby, chemia, odzież, buty. Podobnie jak Mirosława Capar uważają jednak, że trzeba się nauczyć żyć obok Biedronki.

Warzywniak

- Obroty spadły niesamowicie – mówi Jarosław Harasiuk, właściciel sklepu warzywniczego w Okonku. – Kiedyś mówili: mamy wolny rynek, weźcie sprawy w swoje ręce. No to wzięliśmy. Kredyty też wzięliśmy – dodaje z sarkazmem.

Twierdzi, że ten, kto ma blisko do emerytury, będzie się starał do niej dociągnąć. Innym będzie ciężko, cześć sklepów na pewno zostanie zamknięta. Najgorzej będą mieli ci, którzy dzierżawią pomieszczenia. On jest w tej szczęśliwej sytuacji, że sklep jest jego własnością. W tej chwili u niego w sklepie pracują cztery osoby. Jeśli nic się radykalnie nie zmieni na lepsze, będą zwolnienia. – Sam stanę za ladę przez cały czas otwarcia sklepu i na siebie zarobię. „Biedronka” dała pracę kilkunastu osobom, podejrzewam, że kilkanaście osób w mniejszych sklepach straci pracę. Ale obojętnie, czy to będzie „Biedronka”, „Polo” czy „Tesco”, każdy sklep wielkopowierzchniowy w takim małym mieście jak Okonek musi do takiej sytuacji doprowadzić – twierdzi. Z pesymizmem patrzy w przyszłość. - Mleko się wylało, trzeba się zastanowić, co dalej robić – puentuje.

Nie wszystkich właścicieli sklepów w Okonku udało nam się zapytać, nie wszyscy też chcieli się wypowiadać. Jak mówiła Mirosława Capar, nikt rozsądny nie liczył na to, że przez „Biedronkę” nie straci klientów. Najważniejsze jednak, aby się z tej ciężkiej sytuacji otrząsnąć i z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Tylko czy się tak da…

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama