Reklama

Modlitwa wójta

30/09/2011 15:11
- Sołectwom gminy Tarnówka daleko jeszcze do sołectw w sąsiednich gminach - mówi wójt giny Ireneusz Baran, wskazując na brak liderów w kulturze i sporcie, obiecując przy okazji, że mimo problemów finansowych gmina nie zwolni tempa. A co będzie za trzy lata?

Minęło półrocze bardzo trudnego roku dla gminy Tarnówka, wszystko wskazuje na to, że kolejny rok będzie jeszcze trudniejszy. Dacie radę?
Damy, jeśli my nie poradzimy, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Nie ma odwrotu od tej sytuacji. Elektorat wyborczy zobligował nas do takiego stanu budżetu jaki jest. Kryzys światowy utrudnia nam zarządzanie finansami, ale wierzymy, że sobie z tym poradzimy, nie gorzej niż w innych gminach.

Kredyt na halę plus kilka mniejszych zobowiązań tak obciążyło budżet, że właściwe o żadnych inwestycjach trudno myśleć. Jak będą wyglądały trzy kolejne lata obecnej kadencji?
Nie gorzej niż do tej pory. Dzięki uporowi i chęci posiadania hali przez mieszkańców, wybudowaliśmy ją. Finał jest taki, że mamy zadłużenie, co nie oznacza, że zwolnimy tempo. Nasze zadłużenie sięga obecnie 44%. Ustawa dopuszcza 60%, czyli mamy jeszcze pewną rezerwę, ale również świadomość, że nie mamy majątku, który można w dowolnym momencie zbyć. Po drugie zdajemy sobie sprawę, że nie możemy sobie pozwolić na maksymalny poziom stawek podatkowych, bo mamy dużo ludzi biednych. W ciągu roku musimy spłacić kredyt, jaki zaciągnęliśmy na dwie świetlice w Bartoszkwie i w Piecewie jako wkład własny obu projektów. Ponadto od lipca płacimy kredyt na halę, czyli za rok o tej porze poziom naszego zadłużenia powinien być faktycznie niższy. Jakąś moc kredytową będziemy mieli. Zdaję sobie również sprawę, że zmiana ustawy o finansach zakłada dużo większe obostrzenia jeśli chodzi o zadłużenia gmin, co nie znaczy, że się w nich nie zmieścimy. Żyjemy w określonych realiach, ale nie zwolnimy. W 2011 roku budujemy świetlicę w Bartoszkowie i w Piecewie, przy dużym wsparciu środków unijnych. Konsekwencją umów między wójtem a radnymi jest to, że mamy już komplet dokumentów i jesteśmy blisko pozwolenia na budowę na świetlicę w Sokolnej i na kapitalny remont świetlicy w Węgiercach. Jeśli wszystko dobrze się ułoży zadania będą realizowane w 2012. Wnioski mają być rozpatrywane prawdopodobnie w styczniu, a nie w październiku. Jeśli tak będzie, to faktycznie rok 2012 może nam umknąć, ale nie dlatego, że u nas coś się stało, ale ze względu na przesunięcie terminu oceny wniosków przez Urząd Marszałkowski. Jeśli zrealizujemy dwie świetlice w 2011 i dwie w 2013, to marzeniem moim i modlitwą jest, aby zacząć wodociągowanie Ptuszy, a to jest inwestycja sięgająca półtora miliona złotych. To na tę kadencję wystarczy.

Ale chyba zgodzi się Pan ze mną, że tak trudnego finansowo roku jeszcze nie było?
Tak. Z prostej przyczyny: gmina do tej pory zarządzana przeze mnie nie miała wyższego zadłużenia niż 10%, tak się to kształtowało przez lata. Miałem bowiem świadomość, że niewiele majątku gmina ma do zbycia. W tym roku byłem zmuszony przejść z 10, 12% na ponad 40%, to jest skok o 300% w zadłużeniu. Musi się to odbić, bo kredyt spłacamy z bieżących dochodów, a są one jakie są. Koszty oświaty, kultury i sportu są co najmniej takie same albo rosną, a nie ma przyrostu przychodów.

Hala powstała, trwa jej rozruch. Nie można jednak zapominać o ogromnym wysiłku finansowym, przy jakim została zbudowana. Gdyby jeszcze raz miał Pan podejmować decyzję o budowie hali, z obecnym doświadczeniem, to jaka by ona była?

Nie może gmina funkcjonować bez hali sportowej. Natomiast wielkość sali i sposób jej budowy to jest zagadka, nad którą trzeba się pochylić i ocenić realne możliwości. Dlaczego budowaliśmy halę krytą folią? Bo jest znacznie tańsza. Ale te formy, nie wiedzieć dlaczego, nie są zauważane przez Urząd Marszałkowski, który decyduje o dofinansowaniu. Do momentu jej odbioru ani dyrektor, ani urzędnicy nie chcieli słuchać o jej dofinansowaniu. Gdy zobaczyli halę, przejrzeli na oczy. Raptem 130 tys. zł w ciągu miesiąca zdecydowali się przekazać, bo zobaczyli, że ta hala niczym nie ustępuje innym, poza dachem, co powoduje, że jest o połowę tańsza. Skostnienie struktur marszałkowskich powoduje, że dla pewnego typu hal dofinansowanie jest, a dla innego nie ma. Wybudowaliśmy halę, ale tylko naszym kosztem. Nie ma odwrotu, hala musiała powstać, natomiast sposób budowy i czas inwestycji mógłby być inaczej rozłożony. Na dłuższy okres, etapami, tak żeby poziom zadłużenia oscylował między 25 a 30%.

Finanse stały się poważnym problemem w wielu dziedzinach życia najmniejszej gminy w powiecie. Nie ma instytucji domu kultury, bo była za droga, teraz nie ma nawet osoby, która koordynowałaby działania kulturalne w gminie. Jak ma wyglądać życie kulturalne mieszkańców?

A jak wyglądało do tej pory? Na koordynatorze nie zostawiano suchej nitki. A ponieważ miałem osobiste powody, więc jak najszybciej odsunąłem koordynatora od zarządzania kulturą, aby nie ubliżali mi ci, którzy są szkodnikami gminnymi. Bo ludzie, którzy rozumieją realia, doskonale też wiedzieli, jak wyglądała kultura, gdy był dom kultury, że przychodziło tam kilka osób po to, aby napić się kawy i papierosa zapalić. W dalszym ciągu nie ma pomysłów i nie ma liderów w kulturze, bo nie ma odpowiednich ludzi.

A pieniądze?
To jest wtórna sprawa. Gdybyśmy wyszli z założenia, że zapłacimy 5 tys. zł dyrektorowi, który ma rozruszać kulturę, i tak tego nie zrobi, bo nie ma potencjału i nie ma tradycji. Trzeba mieć ogromną charyzmę, aby ludzi przekonać. Jeszcze rok temu był niesamowity entuzjazm na karate, trzy grupy, dziesiątki dzieci. W tym rok też podpisałem umowę z trenerem, ale już w wymiarze 1/3 tego co było w poprzednim roku. Nie ma chętnych, bo telewizja jest ważniejsza.

To oznacza, że dopóki nie będzie ludzi i chęci nie będzie narzędzi do animowania kultury w gminie?
Przez dziesiątki lat był płacz, bo nie mieliśmy hali sportowej. Jest hala, jest cennik i regulamin, ale przez dwa miesiące do kasy gminy wpłynęło 180 zł z tytułu wynajmu. Zainteresowanie salą jest żadne i tu naprawdę trzeba tęgiego filozofa, dlaczego z jednej strony jest dążenie do budowy hali, a z drugiej strony, gdy ona stanęła, nikogo to nie interesuje. Musi być człowiek, który to pokaże i zachęci. I znowu pieniądze idą tu w drugim szeregu, bo jeżeli przyczyną są pieniądze, jutro każę zmienić cennik dostosowany w rozsądny sposób. Dawno już wyzbyłem się marzeń o tym, że z wynajmu hali gmina będzie miała pieniądze na jej utrzymanie.

Czyli zdaniem wójta obecnie w gminie nie ma zapotrzebowania na kulturę?
Tak mogłoby się zdawać, tylko pytanie jest, czy obowiązkiem gminy jest zdobywanie potencjalnych klientów kultury…

Obowiązkiem gminy jest utrzymywać obiekty kulturalne.
Baza jest przygotowana, ona może w każdej chwili funkcjonować. Jeżeli będzie zapotrzebowanie i możliwości budżetowe to z pewnością kogoś zatrudnimy.

Mamy choćby przykład z tego roku, właściwie nie miał kto zająć się organizacją dożynek, trzeba było zrobić to siłami urzędników. Czy tak to powinno wyglądać?
Wracamy do tego, co mówiłem na początku. W sąsiedniej gminie Złotów co roku jest walka o to, kto będzie organizował dożynki. Gmina jest instytucją wspierającą finansowo czy logistyczne, natomiast główny ciężar spada na sołectwo. Próbowałem niejednokrotnie zaktywizować sołtysów. Taka próba była też i w tym roku, to jedyna rzecz, która bardzo ochoczo została przyjęta przez sołtysów, to podwyższenie diet za udział w sesjach. Natomiast nikt nie chce się brać za to, aby liderować w kulturze czy w sporcie.

Środków brakuje również w oświacie, już na początku roku szkolnego radni zostali poinformowani, że zabraknie pieniędzy na wypłaty dla nauczycieli. Udało się te pieniądze wyskrobać z budżetu?
Nie. Z bieżących informacji wynika, że kwota ta będzie niższa niż zakładaliśmy w kwietniu i w maju, ale nadal brakuje ok. 175 tys. zł. W budżecie gmina tych pieniędzy nie ma. Będę szukał rozwiązań, które są dopuszczone prawem. Jeśli nie będzie innego wyjścia to pozostanie nam tylko się zadłużyć albo szukać sponsorów. Ale z drugiej strony, ponieważ pewne wydatki są uznaniowe, to oczekiwałbym od zarządzających oświatą daleko idących oszczędności, a ponieważ te oszczędności nie są satysfakcjonujące, to być może trzeba będzie sięgnąć po rozwiązania bardziej radykalne. Za rok będzie koniec kadencji obecnego dyrektora i będziemy się zastanawiali, czy można było lepiej zarządzać oświatą, czy nie. Oczywiście możemy pożyczyć brakującą kwotę, ale trzeba będzie ją spłacić, natomiast jeśli w przyszłym roku będziemy mieli niedoszacowany budżet na 200, 300 tys. zł, to w kolejnym roku doprowadzimy gminę do bankructwa. To jest nie do wytrzymania w dłuższej perspektywie. Średnio w naszej gminie jest jeden nauczyciel na dziesięcioro dzieci, nie zmienia to jednak faktu, że pieniądze na wynagrodzenia muszą się znaleźć. Od tego nie uciekniemy.

Problemów pojawia się coraz więcej, więc pojawia się też pytanie, czy Pana zdaniem takie małe gminy jak Tarnówka mają rację samodzielnej egzystencji, czy w przeciągu najbliższych lat zdołają udźwignąć ciężar samodzielnego funkcjonowania? Jaka będzie ich przyszłość?
Przyszłość jest taka, że trzeba będzie się tęgo nagimnastkować. Nie mam pojęcia, co będzie z małymi gminami i czy udźwigną ciężar samodzielnej egzystencji. To zależy od ustawodawcy.

A myśli Pan, że znajdzie się odważny, który zechce podjąć się kierowania gminą w tak trudnej sytuacji? Kredyt na halę nadal trzeba będzie spłacać i nie wiadomo, jak będzie wyglądała sprawa leżącej obecnie kultury…
Będzie minimum dziesięciu kandydatów, świadomość ludzi o tym, jakie są kompetencje wójta, jest zerowa. Jeżeli główny prawnik naszej gminy popełnia błędy i chce w ramach prawa uzdrowić sytuację w bibliotece, a zamyka ją, chce w ramach prawa zwolnić dyrektora szkoły za wynajmowanie Bakcyla i trafia jak kulą w płot, bo skarga nawet nie trafiła do kuratora, tylko wraca do mnie, jeśli to ma być górna półka kandydatów, to czego możemy oczekiwać od człowieka, który ma gorące serce i wiedzy żadnej. Głosy będą bardzo podzielone i rozdzielone, to może być dzieło przypadku i początek końca gminy.

Myśli Pan, że aż tylu będzie chętnych, żeby przejąć gminę w trudnej sytuacji?
Ale to nikogo nie obchodzi, tu pensja jest ważna i to, że brutto można wyciągnąć dziesięć tysięcy, czyli około siedmiu tysięcy netto. Mamona zasłania racjonalne myślenie.

To co będzie za trzy lata?

Nie będzie tak źle. Jeżeli gmina będzie niewydolna finansowo, to system prawny będzie musiał się zmienić. Państwo musi wreszcie wejść wśród swoich obywateli, a nie tylko ładnymi hasłami błyskać.

Rozmawiała Agnieszka Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama