O skandalu, który trwa od kilku lat, buncie, który powinien być silniejszy, efektach, których nie ma i przepychaniu interesów bokiem z radną Jolantą Klóską rozmawia Patrycja Koplin
W jednym z wywiadów pani kolega Tadeusz Brzeziński powiedział mi, że radny powinien być przede wszystkim odpowiedzialny, obiektywny i zdecydowany. Zgadza się Pani z tym?
Pewnie te cechy powinien posiadać, ale nie tylko. Oczywiście, że ważne są choćby odpowiedzialność i zasadniczość, ale nie zawsze można się jasno określić. Życie toczy się dynamicznie, więc zdarza się tak, że to co dziś jest dla nas najważniejsze, jutro schodzi na drugi plan.
Zapytałam Panią o te cechy mając na uwadze szczególnie obiektywizm. Wydaje mi się, że wiele spośród Pani wypowiedzi ma zabarwienie subiektywne.
Nie uważam tak. Fakt faktem, że często kieruję uwagę kolegów na Stawnicę, ale to jest spowodowane wyłącznie tym, co się robi, a raczej czego się nie robi dla tej wsi. Przez 4 lata poprzedniej kadencji przypominałam, i teraz też przypominam, że Stawnica, mimo że jest trzecią z kolei pod względem wielkości miejscowością w gminie Złotów, to jest pomijana. Jest na uboczu. Fakt, nie jest to miejscowość o znaczeniu strategicznym, ale istnieje, ludzie tu żyją i nie można o nich zapominać. Nie twierdzę, że wszystkie plany w gminie mamy teraz odłożyć na bok, bo w Stawnicy trzeba zrobić drogę, ale nie można nas też odkładać na wieczne nigdy.
Czujecie się zapomniani?
Nie czujemy się zapomniani – jesteśmy zapomniani. Jakbym zrobiła analizę wydatków z kilkunastu ostatnich lat, to okazałoby się, że nasza wieś nigdy za wiele nie otrzymywała. Dlaczego mieszkańcy dopiero teraz starali się o plac zabaw, podczas gdy w inny wsiach są już one dawna? W wielu miejscowościach wykonano place zabaw sumptem gminy, jeszcze zanim powstał fundusz sołecki. My dopiero z tych pieniędzy mogliśmy sobie na taką inwestycję pozwolić. Więc jeśli mówię, że jesteśmy zapomniani, to m.in. z tego powodu. Nigdy nie dostawaliśmy wiele, a teraz jeszcze zabrano nam szkołę. Na jednym ze spotkań oficjalnie powiedziałam, że dla mnie zamykanie szkoły równa się wygaszaniu życia, bo w tak małych miejscowościach jak Stawnica niemal wszystko opiera się na działalności szkoły.
Koledzy radni nie patrzą na Panią trochę z ukosa, że jest Pani taka monotematyczna? Tylko Stawnica i Stawnica, szkoła i szkoła.
Proszę Pani, jak kolega Piotr Kasprzyk powiedział, że ma 3 bloki i tam jest potrzebny chodnik i parking, żeby ładnie wyglądało, to powiedziałam „zgoda, masz rację”. Ale zapytałam też, gdzie jest droga dla dzieci ze Stawnicy do szkoły?
[[reklama]]
Wracając do cech. Upór. Upór jest radnym potrzebny?
Myślę, że też, bo dzięki temu, że człowiek co sesję czy co komisję przypomina kolegom o swoim problemie, to sprawia, że w końcu zostaje dostrzeżony. Sama tego doświadczyłam. Podczas pierwszej kadencji przez cały czas mówiłam o doprowadzeniu wody do państwa Błąd. Prawie co sesję, co komisję padało nazwisko Błąd. No i w końcu okazało się, że można to było zrobić.
Głośno i wprost mówić o tym, co się nie podoba – to Pani sposób na siebie, na pracę w radzie?
Nie, ja po prostu jestem takiego charakteru. Uważam, że jeśli coś mi się nie podoba to powinnam to powiedzieć. Nie chodzi o to, żeby się wszystkim przeciwstawiać i mówić „nie”. Nie do tego dążę. Dążę do tego, że jak jeden z radnych mówi, że czegoś potrzebuje, to mówię: „ok, zróbmy to”, ale przypominam też o Stawnicy. Kolejny raz. Widzę, że niektórych radnych czasami to irytuje, ale trudno, nie po to jestem w radzie, by się podporządkowywać i zgadzać na wszystko, co się dzieje w innych wsiach, a o swoje nie walczyć.
Mieszkańcy doceniają ten upór, z którym przeciwstawia się Pani nierzadko większości radnych?
Nigdy nikt z mieszkańców nie powiedział, że zrobiłam coś źle. Mówię wprost i to się chyba podoba. Poza tym walczę nie tylko o swoją wieś, ale i o inne.
W Stawnicy społeczeństwo chyba raczej bez większych oporów sygnalizuje swoje problemy. Nie irytuje Panią, że stawniczan postrzega się jako grupę roszczeniową?
Myślę, że nie jesteśmy grupą roszczeniową. Sami potrafimy wiele zrobić i ktoś, kto się nam przygląda, na pewno to widzi. Roszczeniowi byliśmy wyłącznie w stosunku do szkoły, ale to mnie akurat nie dziwi, bo to jest nasze centrum aktywności. Zlikwidować szkołę to tak jakby lidera z naszej wsi zabrać do innej. Uważam, że i tak za mało się buntowaliśmy – jesteśmy społeczeństwem chyba nawet zbyt tolerancyjnym i ugodowym.
Temat likwidacji szkół już troszeczkę przebrzmiał, a mimo to przy każdej okazji przypomina Pani, że się z tą decyzją nie zgadza.
Powiem tak: ta szkoła nie kosztuje tyle, by pogrążyć budżet gminy – bez przesady, poza tym wójt obiecał mieszkańcom Stawnicy, że jej nie zamknie. My tylko dlatego godziliśmy się z tym, że nie dostajemy żadnych pieniędzy, bo mieliśmy szkołę. Dopiero teraz zauważamy, jak w stosunku do innych wsi wygląda Stawnica. Nie mogę się pogodzić z tym, że w jednej miejscowości sadzi się róże, projektuje parki, nawadnia boisko, a w drugiej zastanawiają się, czy zrobić chodnik czy plac zabaw. To nie jest normalne.
Ale wracając do obiektywizmu – nie byłoby obiektywne spojrzeć na to z tej strony, że może i szkoła jest zamknięta, ale jest to posunięcie korzystne dla budżetu gminy?
Ale czy tylko ekonomia się liczy? Czy inne wartości mamy teraz rzucić w kąt?
Gdyby chodziło o inną szkołę, dajmy na to – w Górznej. Z takim samym uporem walczyłaby Pani o istnienie placówki?
Tak, bo ja w ogóle jestem za szkołami. To właśnie one w środowisku wiejskim organizują życie. Rozwijają intelekt, inteligencję, wiedzę i nie tylko.
A gdzie leży granica? Czworo, pięcioro dzieci w klasie?
Tej granicy nikt z nas nie jest w stanie określić. Ekonomicznie uważam, że takie szkoły nie powinny istnieć, ale wierzę też, że nie powinniśmy opierać naszego życia wyłącznie na ekonomii.
Wierzy Pani w powodzenie funkcjonowania szkół pod skrzydłami stowarzyszeń? Wiele osób uważa, że to się nie uda, bo nauczyciele poszukają lepiej płatnych stanowisk.
Pewnie, tak jak Pani mówi, największą pokusą będzie płaca. Nie każdy nauczyciel będzie chciał pracować bez Karty Nauczyciela, natomiast nie wszyscy z nas pracują tylko dla pieniędzy. Szkole Katolickiej też nikt nie dawał szans, a proszę zobaczyć – dziś mają się świetnie. Jest u nas kilku zapaleńców, którzy mogą podźwignąć ciężar tego zadania. Sama, jeśli tylko będę mogła i miała możliwości czy cokolwiek – to dam z siebie wszystko.
[[reklama]]
Upomina się Pani o wiele spraw – świetlica, droga, szkoła... A efekt jest jaki jest.
Nie ma się co czarować – efektów nie ma, ale liczę na to, że mój głos w końcu zostanie usłyszany. Szkoda tylko, że brak drogi Stawnica –Stare Dzierżążno zauważa tak mało osób i żaden z organów nadzorujących. Jaką drogą dowożone są dzieci? No ale to przecież nie dzieci znanych polityków czy osób znaczących czy decydujących w gminie czy powiecie – to przecież nasze dzieci, stawniczan. Moim zdaniem to „skandal”, który trwa już kilka lat. W kierunku drogi już zaczęło się coś dziać. Dobre i to. Mówić muszę, bo mnie to boli, jak widzę, że na zakręcie od świetlicy do przystanku jest do zrobienia 200 metrów chodnika i nie ma na to pieniędzy. Przeglądałam ostatnio protokoły z zebrań wiejskich i zauważyłam, że gros rzeczy, o których mówi się rok w rok od wielu lat, są odkładane, a te, o których nie ma ani słowa, już dawno zrobiono.
Z czego to wynika?
Nie wiem.
Może w związku z tym, że środków nie jest wystarczająco dużo, by obdzielić wszystkich, niektórzy przepychają swoje interesy bokiem?
Na to pytanie nie odpowiem.
Nie mogę nie zapytać o słynną już komisję, którą Pani utajniła i o to, co Pani powiedziała w trakcie ostatniej sesji. Przyznała Pani, że być może nie było najlepsze posunięcie, ale... No właśnie, tych „ale” trochę było.
Bo uważam, że taka sytuacja mogła mieć miejsce. Być może moja decyzja nie odniosła oczekiwanego skutku, ale trudno. Uważałam, że trzeba utajnić obrady dla dobra rozmów. Nie ukrywajmy, dziennikarz to jest osoba, które może wpłynąć na czyjąś postawę. Nie chciałam, żeby do tego doszło. Oczekiwałam merytorycznych, spokojnych rozmów na temat tej konkretnej sprawy.
Nie miała Pani pretensji do kolegów, którzy przed czy w trakcie komisji nie zwrócili Pani uwagi, a potem krytykowali Pani decyzję?
Myślę, że moi koledzy po pierwsze byli zaskoczeni, więc nikt nie zwrócił mi uwagi, a po drugie, może nie byli na 100% pewni, czy mogę to zrobić, czy nie. Ale to nie jest zła rada, pracuje się dobrze, choć na pewno ciężej niż w poprzedniej kadencji. Jest więcej osób, które mówią wprost, czego oczekują i nie wszyscy to akceptują. Ja mówię wprost, Jarek Maciejewski też i czasami za to obrywamy. Trudno – mogę być czarną owcą, ale nie przemilczę tego co mnie boli. Nie wszyscy mówią otwarcie. Niestety każdy ciągnie do swojego, z tym, że jeden powie na głos, czego potrzebuje, a drugi gdzieś… I czasami ten co nie powie wprost dostanie, a ten szczery – nie.
Są radni, którzy na sesji niewiele mówią...
i…
I dostają.
No to teraz sobie Pani odpowiedziała na wcześniejsze pytanie, jak to jest z tym podziałem środków.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze