Reklama

Mogę spojrzeć w lustro

08/10/2012 00:00
Najtrudniejszy jest kontakt ze śmiercią. I walka o spokój psychiczny, który można odzyskać np. w RPA. Z Prokuratorem Rejonowym Anną Pacholik rozmawia Łukasz Opłatek

Próbuję sobie wyobrazić młodą kobietę, która w latach 70–tych uczestniczy w oględzinach miejsca zbrodni, która potem wraca do domu – do męża i dzieci, i uśmiecha się, zachowuje normalnie...
Początki w tej pracy były trudne, bo nie mieliśmy zajęć z psychologii, ale po roku już mi się to udało. Miałam koleżankę, która była świetnym prokuratorem i tłumaczyła mi: współczujemy rodzinie ofiar, ale nie możemy brać tych spraw do siebie, bo inaczej trafimy na oddział tutejszego szpitala.

Jakie sprawy są dla Pani najtrudniejsze?
Psychicznie te, w których mam do czynienia ze śmiercią. Natomiast tematycznie są sprawy dotyczące przestępstw komputerowych, w sieci. Są one czasochłonne, a ich efekty niepewne. Tutaj musimy się wielu rzeczy uczyć.

Skoro mowa o nauce... Dlaczego wybrała Pani aplikację prokuratorską?
Złożyłam wniosek na aplikację sędziowską, ale to były takie czasy, podobnie jak teraz, że trudno było się dostać. Akurat było miejsce na aplikację prokuratorską i tam się dostałem. Troszkę przez przypadek, ale muszę powiedzieć, że nigdy tego przypadku nie żałowałam.

Co najlepiej wspomina Pani z czasów studiów?
Bardzo lubiłam wykłady w prawa karnego prowadzone przez prof. Krystynę Daszkiewicz – wybitnego naukowca. Tych wykładów słuchało się z otwartą buzią, przychodzili na nie nawet studenci innych wydziałów. Czasami teraz jak czytam jakiś przepis, to staram się przypomnieć, jak pani profesor to tłumaczyła.

Kazusów uczyła się Pani na pamięć?

W tym czasie nie było takiego systemu. Uczyliśmy się po prostu prawa, przepisów. Nie lubiłam przedmiotów nieprawniczych jak filozofia – wtedy to była filozofia marksizmu–leninizmu. Co prawda nasz profesor omawiał filozofię ogólną Tatarkiewicza, ale egzamin trzeba było zdać z tego, co wtedy obowiązywało.

[[reklama]]
Ale zanim wybrała Pani prawo poważnie myślała Pani o historii...

Właściwie to chciałam studiować archeologię, ale w roku, gdy zdawałam, nie było naboru. Moja siostra mówiła, że pewnie skończyłabym w szkole.

Na prawo poszłam więc za namową rodziny, bo wytłumaczono mi, że historią można się interesować, a zawód trzeba mieć taki, który da konkretną pracę.

I jak wyobrażała Pani sobie tę pracę? Pierwsze „fizyczne” zetknięcie z nią było dużym zaskoczeniem?
Gdy w 1977 roku przyszłam do Złotowa do pracy, to sytuacja kadrowa była bardzo trudna. Mój patron, ś.p. Andrzej Wylegała wypuścił mnie na głębokie wody. Od razu dostawałam sprawy poważne, które trzeba było czytać, oceniać, przygotowywać projekty decyzji jako aplikant.

Praca za biurkiem to jednak coś innego niż działania w terenie.

Na pierwszą sekcję poszłam po dwóch miesiącach i miałam takiego pecha, że było to ciało człowieka, który się podpalił i spalił. Dość długo czułam ten zapach wszędzie gdzie weszłam.

Można do takich widoków przywyknąć?

Można się z tym oswoić, ale trzeba do tego podchodzić zawodowo. Nie można współczuć i przeżywać w pełni z ofiarami, bo człowiek nie wytrzymałby tego długo, mając takich spraw tak dużo.

Ale mimo upływających lat i wciąż rosnącego licznika spraw wyzbyć się emocji całkiem nie można?
Widoki są bardzo przykre i mnie czasami coś potrafi zszokować. Sprawa zabójstwa we Franciszkowie – trzy ofiary w tym dwójka dzieci – była dla mnie zdecydowanie najtrudniejsza psychicznie.

[[nowa_strona]]
Przy tak dużym obciążeniu psychicznym pewnie zdarzy się Pani wybuchnąć, zakląć?

Tak, chociaż nie powinnam. Czasami trzeba powiedzieć coś dosadnie, ale potem się tego wstydzę.

Są sprawy, które zwyczajnie zajmują Państwu czas?
Dużo jest spraw o, jak my to nazywamy, pijane rowery, pijanych kierowców. I tego nie mogę zrozumieć, że przy tak wysokich karach ludzie jeżdżą na dwóch gazach. I dopiero tutaj reflektują się, że mają rodziny, dzieci, które muszą wozić, a prawo jazdy jest im niezbędne do pracy.

W wielu sprawach sięga Pani po ekspertyzy specjalistów. To pomaga w pracy, bo nie sposób znać się na wszystkim.

W sprawach gospodarczych czy informatycznych trzeba mieć fachową wiedzę, dlatego korzystamy z pomocy specjalistów, ale ich na rynku nie ma zbyt wielu. Na przykład na opinię w sprawach o błędy lekarskie czeka się nawet trzy lata. Ale ostateczną decyzję podejmuję ja. Jeżeli uważam, że opinia biegłego jest niejasna, to powołuję kolejnego biegłego.

Zdarza się, że opinie biegłych są sprzeczne i wtedy to Pani rozsądza sprawę. Nie ciąży Pani bycie Salomonem?
Tak, ale muszę tę decyzję podjąć. Dla mnie ważne jest, że moja ocena nie jest ostateczną. Jest instytucja odwołania i ktoś, np. sąd, może sprawdzić, czy się nie pomyliłam, bo jestem tylko człowiekiem.

To daje spokój w pracy? W końcu Pani pomyłka może kogoś drogo kosztować.
Mnie to daje pewien komfort, że ktoś może moją pomyłkę zweryfikować.
W zdarzeniach śmiertelnych osoby najbliższe dla ofiar często mają inny pogląd na sprawę niż wynika to z materiału dochodowego. A jeżeli chodzi o osoby podejrzane, to pomyłka kosztuje wolność człowieka – to jest bardzo wysoka cena.

Ostatnio w mediach i nie tylko dużo mówi się o sędziach i prokuratorach. Ktoś kogoś sprowokował, ktoś podpuścił.
Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Kilka lat temu zmieniły się przepisy i teraz prokuratorzy mają dużą swobodę działań. Możemy podejmować decyzje samodzielnie, a od przełożonych wymagać wydawania poleceń na piśmie, jeżeli nie zgadzamy się z koncepcją prowadzenia postępowania.

To dobrze czy źle?
To zależy wszystko od człowieka. Wszędzie są tylko ludzie: i w sądzie, i w prokuraturze, i w dziennikarstwie. Jeżeli ktoś rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, to będzie umiał oprzeć się naciskom.
[[reklama]]
Ja także nie mogę nakazać podwładnemu wydania innej decyzji niż on to uznał za właściwe. Mogę co najwyżej przejąć postępowanie, wydać decyzję i wziąć odpowiedzialność na siebie.

Pani jest taką rzetelną, uczciwą pracownicą?
Każdy odpowie twierdząco na takie pytanie, ale wydaje mi się, że po 35 latach pracy mogę bez wyrzutów sumienia spojrzeć na siebie w lustrze.
Zawsze w podejrzanym staram się widzieć człowieka, a za nim kolejnych ludzi, choćby z rodziny. I tak chyba trzeba pracować. Nie wolno ludzi traktować przedmiotowo.

W przypadku podwójnego zabójstwa w leśniczówce Płociczno media i społeczeństwo szybko okrzyknęły zatrzymanych zwyrodnialcami. W takich głośnych sprawach trudniej zachować obiektywizm?
Sprawy medialne są dla nas o tyle trudne, że media ciągle się nimi interesują i w początkowej fazie trudno nam się pracuje. Ale nacisk społeczny nie ma dla mnie znaczenia. Staram się postępować zgodnie z przepisami, dowodami i własnym sumieniem. A ostateczny wyrok wyda sąd.

Ale ma Pani czasem dość dziennikarzy?

Czasami nie jestem w stanie zrobić nic innego, bo co chwilę ktoś dzwoni. Ale to nie znaczy, że nie szanuję tego zawodu, jeżeli również jest wykonywany rzetelnie.
[[nowa_strona]]
Na szczęście takich spraw jak wspomniane podwójne zabójstwo leśniczego i jego żony jest stosunkowo mało.
Poważnych przestępstw nie ma dużo, aczkolwiek nie ma roku bez zabójstwa czy rozboju. Jednak nasz powiat jest bezpieczny, a policja dobrze pracuje profilaktycznie.

Na ocenę tę wpłynęłaby zmiana statusu złotowskiego sądu?
Sąd w Złotowie miał być ośrodkiem zamiejscowym sądu w Pile. Zmiana ta polegałaby na obniżeniu jego prestiżu, natomiast dla petentów nic by się nie zmieniło.

Prokuraturze nic nie grozi. Nawet parytety są w niej zachowane.
U nas jest dokładnie trzy na trzy. To w pracy nie ma znaczenia, chociaż kiedyś prokuratura złotowska była typowo damską jednostką – tylko prokurator rejonowy był mężczyzną.

Od lat kieruje nią Pani. Jaką jest Pani szefową?
Staram się być dobrą, ale czy taką jestem, o to musiałby Pan zapytać koleżanki i kolegów (śmiech).

Pytam, bo ma Pani prawo odejść na emeryturę, ale Pani tego nie robi.

W stan spoczynku mogłabym przejść trzy lata temu, ale chcę jeszcze trochę popracować. Może 2-3 lata. Chociaż jak nie miałem jeszcze uprawnień, to twierdziłam, że odejdę w chwili ich nabycia, nie będę pracowała ani dnia dłużej (śmiech). Być może za jakiś czas plany znowu mi się zmienią.
[[reklama]]
Boi się Pani emerytury?
Nie, bo ja będę miała co robić. Mam trójkę wnuków, dwoje z moich dzieci to prawnicy i czasami proszą mnie o radę. Staram się też uprawiać trochę sportu: jeżdżę na rowerze, spaceruję ze swoim owczarkiem niemieckim, uprawiam nordic walking. I bardzo lubię czytać.

Chyba nie kryminały? Ma ich Pani sporo na co dzień.

Rzadko, aczkolwiek uwielbiam powieści Joanny Chmielewskiej. Poza tym staram się, żeby lektura odrywała mnie od rzeczywistości. Zdarza mi się nawet dobry romans.

No i kocha Pani podróże. Powiedzenie Afryka dzika, dawno odkryta będzie tu na miejscu, prawda?
Tak, byłam trzykrotnie w Republice Południowej Afryki – to przepiękny kraj i ma w sobie coś takiego, że chce się do niego wracać. Planuję kolejną podróż do Afryki. A dziś mam już rezerwację na urlop w Europie.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama