Osiemdziesiąt dwa lata na karku i niezłomność w jeździe jednośladem. Pan Smolarz co świt wyrusza w drogę. To objedzie miasto, to odwiedzi rodzinę czy ulubioną Górkę Klasztorną. Jeździ, bo lubi i dobrze się po tym czuje.
Swoją przygodę z rowerem rozpoczął w wieku trzynastu lat. Niewiele później, bo na początku lat 50., gdy podjął naukę zawodu elektryka, rower stał się nieodłącznym elementem jego życia.
Dużo pracowaliśmy w terenie: w Krajence, Tarnówce, Jastrowiu, Zakrzewie i innych miejscowościach. W tamtych czasach nie mieliśmy innych środków transportu i dojeżdżaliśmy brygadą do pracy na rowerach. Niemal codziennie. Każdy musiał mieć zatem swój pojazd, bo nie było służbowych, jak to dzisiaj jest z samochodami
Reklama
– tłumaczy 82–latek. Z biegiem lat nie musiał już dojeżdżać do pracy dwukołowcem, lecz pozostał wierny swojej maszynie.
Zacząłem jeździć dla przyjemności
– przyznaje.

Pan Janusz swoją przygodę z rowerem rozpoczął w wieku trzynastu lat
I jeździł, z lubością obserwując zmieniające się przez dziesięciolecia okolice. W rezultacie złotowskie ziemie zna jak własną kieszeń, a i sam stał się jakby częścią krajobrazu. W 2006 roku w „stajni” pana Smolarza pojawił się wyjątkowy pojazd, bo napędzany siłą akumulatorów. Zaprzecza, jakoby zaczęło brakować mu sił. Po prostu nie było już potrzeby tak się męczyć, bowiem najdalsze trasy sięgały stu kilometrów:
W tamtych czasach nie pamiętam, by ktoś miał taki rower. Holenderska firma, bo stamtąd był sprowadzany, twierdziła, że przejadę nim 35 km bez pedałowania, ale to było oszustwo. Wydajność po chwili spadła do 30, 25 i tak aż do 15 km. W 15 km donikąd nie dojadę.
– smuci się, po czym dodaje:
Taki rower jest dobry dla osób, które chcą tu przyjechać z najbliższych wiosek albo tych, co nie mają zdrowia dojechać na cmentarz lub działkę. Niepowodzeniem skończyła się też próba zamontowania większych akumulatorów, gdyż ich ciężar zrujnował pojazd. Na ratunek przyszły rowery spalinowe, w które od 2010 roku się zaopatruje: – Wlewam benzynę i mogę jechać do Warszawy
Reklama
– cieszy się.
Za największą trudność na trasie uważa silny wiatr, który zmusza do wzmożonego wysiłku. Obecnie nie wyjeżdża z domu bez telefonu, by w razie potrzeby dzwonić po pomoc:
To się jeszcze nigdy nie zdarzyło
– przyznaje z uśmiechem. Unika również upałów, dlatego bardzo wcześnie wstaje, by wyjechać na długo przed tym, jak ludzie wyjdą do pracy. Przy łóżku pana Janusza wisi osobliwy portret. Widnieje na nim w wyprostowanej pozie, mając za tło złotowskie muzeum, a przed sobą umieszczony na pierwszym planie ukochany rower.
Sam przyznaje, że zdrowie zawdzięcza po części regularnej jeździe:
Ruch działa dobrze nie tylko na mięśnie, ale i na umysł
– mówi. Dzisiaj jeździ po 15–25 kilometrów dziennie, w dalsze trasy wyruszając raz na tydzień bądź dwa. Zapytany o to, jak długo zamierza jeździć odpowiada, że nie wie. Patrząc na niego nie mam jednak wątpliwości, że koniec tej podróży jest jeszcze daleko za horyzontem.
Mateusz Konitzer
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
82-latek? Może gdyby ten pan miał lat 18, to można napisać 18-latek. W przypadku osób dorosłych należy napisać 82-letni. Nie zmienia to faktu, że pasja i wytrwałość godna podziwu. Młodsi panowie, patrzcie: nasz Bohater CHCE, nasz Bohater MOŻE...
82-latek? Może gdyby ten pan miał lat 18, to można napisać 18-latek. W przypadku osób dorosłych należy napisać 82-letni. Nie zmienia to faktu, że pasja i wytrwałość godna podziwu. Młodsi panowie, patrzcie: nasz Bohater CHCE, nasz Bohater MOŻE...