W zasadzie nie wiedziałem, czego się mogłem spodziewać po wizycie u Krzysztofa Górnego. Kiedyś mój redakcyjny kolega robił podobny temat, ale o białych robakach. Mówił, że ciężko wytrzymać w „takim” towarzystwie przez kilkanaście godzin dziennie, przez siedem dni w tygodniu. Ale są ludzie, którzy to uwielbiają i znają się na tym. Uwierzyłem mu, gdy usłyszałem, jak Krzysztof Górny mówił do swoich dendroben: „moje kochane robaczki!”
Niepozorne zabudowania kryją w sobie królestwo Krzysztofa Górnego. Przemiły, starszy mężczyzna, który rok temu postanowił, że nie będzie siedział na emeryturze, że musi coś robić, by zanim położy się wieczorem do łóżka, miał przeświadczenie, że zrobił dziś coś pożytecznego.
– Moja przygoda z robakami rozpoczęła się w 1985 roku – odpowiada na pytanie, od kiedy zajmuje się dżdżownicami.
– Jest taka firma w Słupsku, oni byli pierwsi w Polsce, potem byłem ja. Ale gdzie ja tam do nich. Po jakimś czasie musiałem zaprzestać produkcji robaków, okazało się żę hodowla na działce nie miała sensu. Brak dostępu do wody przez okres jesienno–zimowy, przemarzanie hodowli czasami do kwietnia.
Miłość do robaków przetrwała przez czterdzieści lat, mimo że Krzysztof Górny przez ten czas robił naprawdę różne rzeczy. Pokazuje na ziemię – humus.
– Były lata, że nie nadążałem z produkcją humusu. Cała rodzina pracowała nad przygotowywaniem ziemi. Ludzie stali w kolejce i czekali, aż przesypiemy ziemię do worków i przyjdzie ich kolej. Moje córki nienawidziły tej pracy – śmieje się....
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 87% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze