Reklama

Multipleks na miarę Złotowa

12/08/2016 19:00
Panoramiczny ekran, znakomita akustyka i widownia na ponad czterysta miejsc – takie było kino Rodło. W pamięci tych, którzy w nim pracowali, pozostało znacznie więcej niż potężna kula burząca mury niezapomnianego obiektu

Nie mogłam na to patrzeć

– Krystyna Kalka wspomina niemiłe obrazy sprzed lat, gdy burzono kino, przygotowując teren pod budowę marketu, w którym obecnie handluje sieć Tesco. Gdy pracowała maszyna z potężną kulą kruszącą betonową konstrukcję, długoletnia główna księgowa instytucji kultury przechodziła w pobliżu. Nie tylko jej te obrazy na długo utkwiły w pamięci.

Bardzo to przeżywałam

– wspomina Leokadia Piątkowska.

Czasami wciąż śni mi się jeszcze stare kino

– przyznaje kobieta z długimi blond włosami, która przez lata była tutaj kinooperatorem. Zastąpiła w tej roli jej wieloletniego poprzednika Bernarda Kaczmarka. Kurs kinooperatora Leokadia Piątkowska zrobiła w Poznaniu. Zresztą razem z Krystyną Kalką, która sporadycznie także puszczała filmy.

Reklama

Środek na końcu

Pamiętam, jak podczas jednej z projekcji pani Krystyna zapaliła światło i zarządziła pięć minut przerwy na papierosa

– wspomina jedna ze złotowianek. Powodem były problemy z przełożeniem kolejnej szpuli filmowej.

Przyznać muszę, że nie kojarzę takiego zdarzenia, ale skoro ktoś tak to zapamiętał, to pewnie tak było

– odpowiada z uśmiechem zapytana o tę historię pani Krystyna. Jej koleżanka Leokadia przyznaje, że pani Krysia wolała obowiązki księgowej, a kinooperatorem bywała w zasadzie wyłącznie z konieczności. Wpadki zdarzały się zresztą także bardziej doświadczonej operatorce. Swego czasu podczas projekcji pani Leokadia przeoczyła jedną ze szpul. Ktoś zapukał do drzwi jej pomieszczenia i zwrócił uwagę na pomyłkę – coś nie grało w przebiegu fabuły. Film się skończył, pani Lodzia, która utwierdziła się w przekonaniu, że faktycznie nastąpił błąd wyszła przed widownię i przeprosiła. Zaproponowała, żeby zaległy fragment odtworzyć i tak też się stało. Nikt się nie awanturował.

Reklama

Jak wspomina były dyrektor domu kultury, wielkim atutem kina był duży, panoramiczny ekran szerokości dwunastu metrów

Elegancja i perfumy

Taśmy odtwarzano za pomocą dwóch projektorów. Na każdy film składało się średnio pięć–sześć szpul. Każda stanowiła 15–20 minut projekcji. Szpule miały wagę około dwóch kilogramów. Moment, gdy jedna się kończyła, a zaczynała się projekcja z drugiego był bardzo istotny – zbyt długa przerwa wiązała się z ciemnościami na ekranie.

To był dobry sprzęt. Tylko raz zdarzyło się, że trzasnęła nam lampa

Reklama

– wspomina pani Lodzia. Najlepszym potwierdzeniem jego jakości jest to, że jeszcze dwa lata temu aparatura ta była używana do emisji filmów w złotowskim kinie.

W tamtych czasach ludzie lubili chodzić do kina, często oglądali u nas filmy

– mówi Krystyna Kalka, prywatnie wielka kinomanka. „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Skazany na bluesa” to dwa jej ulubione tytuły, które można było obejrzeć w Rodle.

W tamtych czasach do kina przychodziło się tak jak dziś do teatru. Choć nikt tego nie wymagał, panie pojawiały się w odświętnych ubraniach, panowie w spodniach na kant. Na korytarzach roznosiły się zapachy perfum

Reklama

– kulminacyjny moment złotych czasów wspomina Paweł Berndt

W płatnej części przeczytasz:

Panorama na świat kina

Kinomaniak

Rozczarowujące „Porno”

Bez cenzury, kolegialnie

Kontrowersyjny „Ksiądz”

Miejsce obecne we wspomnieniach

[[pay]].

Panorama na świat kina

Pracę w Złotowskim Domu Kultury rozpoczął w 1982 roku jako instruktor do spraw filmu i fotografii, jeszcze przy placu Kościuszki.

W 1988 roku zostałem dyrektorem ZDK i przez kilka ładnych lat kino Rodło, które wraz z przemianą ustrojową stało się własnością miasta, było naszą główną siedzibą

– wspomina Berndt, który budynek kina przez ponad dwadzieścia lat poznał od podszewki.

Było w nim ponad czterysta miejsc i ogromny, panoramiczny ekran, który miał dwanaście metrów długości i pięć czy sześć metrów wysokości. Obraz rzucały dwa projektory, a dodatkowy był do wyświetlania slajdów. Ściany wyłożone były boazerią, podłogi grubą wykładziną, a kaskadowy sufit specjalną, miękką płytą. Klimat nadawały też grube granatowe kotary oraz zasłony w kolorze ciemnego brązu. Dzięki temu w kinie panowała doskonała akustyka

Reklama

– mówi były dyrektor ZDK. W jego pamięci utkwiły też fotele: składane, miękkie, głębokie, obite czerwonym pluszem.​

Leokadia Piątkowska do dzisiaj mile wspomina pracę kinooperatora. Jeszcze dwa lata temu na tym sprzęcie wyświetlano filmy w obecnym kinie

​ Kinomaniak

Seanse odbywały się właściwie codziennie o godzinie 18:00. W niedzielę przed obiadem graliśmy filmy dla dzieci. Bilet kosztował 5 zł i z czasem drożał, ale nigdy nie osiągnął pułapu cen dzisiejszych multipleksów. Najwięcej, już na końcu działania tego kina, kosztował chyba 10 czy 12 złotych

Reklama

– mówi Paweł Berndt. Filmowy projektor startował w momencie, gdy na sali było przynajmniej dziesięć osób.

Zdarzało się jednak, że tych osób było mniej, wtedy wykupywano dodatkowe miejsca i graliśmy. W pamięci zapadł mi widz, który przychodził sam i z pięć czy sześć razy kupował cały seans „Tańczącego z Wilkami”. Co ważne, zawsze siadał w trzecim, czwartym rzędzie. Któregoś razu zapytałem go, dlaczego tak robi. Odpowiedział, że właśnie w tym miejscu w pewnym momencie filmu miało się wrażenie, że pędzące w stronę kamery bizony za moment wybiegną z ekranu na salę. Przychodził tylko dla tego efektu. Zresztą ten sam moment w czasie premiery sprawił, że ludzie na widowni krzyczeli, takie musiało to robić na nich wrażenie

Reklama

– opowiada były dyrektor. Rozmawiające z nami panie także pamiętają widza, który był zdecydowanie największym w Złotowie kinomanem. Nie opuszczał niemal żadnej projekcji. Gdy był w kinie sam, potrafił wykupić dziesięć biletów, aby tylko zagrali film.

Rozczarowujące „Porno”

W czasach największej świetności kinowa sala rzadko była pusta. Wręcz przeciwnie, często pękała w szwach.

Gdy grane było „Wejście Smoka” trzeba było upychać ludzi. Siedzieli i stali gdzie się dało. Podobnie było, gdy do kin wszedł film „Porno” Marka Koterskiego. Nie było to szczególne dzieło, ale ludzi przyciągnął tytuł

Reklama

– wspomina Paweł Berndt. Niemniej publiczność wychodziła rozczarowana, bo spodziewała się zobaczyć... coś więcej.

Gdy dostaliśmy na jeden dzień kopię „Titanica”, od 6:00 do 24:00 w kinie ciągle był ruch. Potem taśmę koleją wysyłało się w inne miejsce

– opowiada były dyrektor ZDK.​​ ​

W tle pamiętne przejście z przestronnego holu do sali projekcyjnej

Leokadia Piątkowska również pamięta tłumy, jakie do kina wybrały się na „Titanica”. Ale w jej pamięci rekordy pobiło „Ogniem i mieczem”.

Kojarzę, że puszczaliśmy to łącznie chyba z osiemnaście razy w ciągu kilku dni. Sala za każdym razem była pełna

Reklama

– wspomina operatorka.

Przyznaje, że zawsze starali się o jak najszybsze pozyskiwanie nowości, choć łatwo nie było, bo pierwszeństwo miały duże miasta. Dlatego od czasu do czasu zdarzały się wyjazdy do Poznania, aby u dystrybutora załatwić szybszą projekcję oczekiwanej premiery.

Bez cenzury, kolegialnie

Gorsze czasy dla Rodła powstały wraz z erą magnetowidów i epoką wypożyczalni kaset VHS.

Mieliśmy dobry dostęp do premier za sprawą Staszka Jędrzejczaka z pilskiej Iskry, ale wiele z nich na video i tak było szybciej. Między innymi dlatego też w pewnym momencie postanowiliśmy uruchomić własną wypożyczalnię

Reklama

– wspomina Paweł Berndt. Gdy podczas rekordowych frekwencji na widowni brakowało miejsc, czy zdarzało się, że ktoś próbował wykorzystać znajomości i załatwiać wejściówki za podarki czy inne przysługi? Pani Leokadia  przekonuje, że takich sytuacji nie było, ale zdarzały się dodatkowe seanse, gdy spora była grupa proszących o dodatkową projekcję. Krystyna Kalka zapewnia też, że nie było taryfy ulgowej – darmowego oglądania filmów dla bliskich pracowników kina. Ale już sami pracownicy owszem, mieli w tym względzie dużo więcej swobody.

W Rodle nigdy nie mieli też nakazów względem tego, co można puszczać w kinie, a czego nie wolno emitować. Jak dobierali repertuar?

Kolegialnie

– wspomina Krystyna Kalka.

Kontrowersyjny „Ksiądz”

Paweł Berndt wspomina jednak, że zdarzały się filmy kontrowersyjne, które w Złotowie spotkały się nawet z bardziej lub mniej nagłośnionymi protestami.

Jednym z nich był film „Ksiądz”. Obyczajowo–psychologiczny dramat o księżach pracujących w ubogiej dzielnicy Liverpoolu, nie będących wzorem cnót, jednak bardzo przejmujących się losem swoich parafian, starających się polepszyć ich życie. Pamiętam, że przed jego premierą przez dwie godziny rozmawiałem przez telefon z jednym z proboszczów, który do mnie zadzwonił. Chciał, żeby tego nie puszczać. Obejrzeliśmy film z żoną i się popłakałem. Oceniłem go jako trudny, głęboki, skłaniający do przemyśleń i postanowiłem go nie blokować

– wspomina były dyrektor ZDK. Innym filmem podobnego kalibru były „Dzieciaki” w reżyserii Larry’go Clark’a.

W 2004 roku kino Rodło zostało zburzone

Dzieciaki, a właściwie młodzież, ale nie filmowa, a realna–złotowska najbardziej utkwiła w pamięci Krystyny Winiarskiej. Przez wiele lat pracy w złotowskiej kulturze pani Krysia była m.in. kasjerką i bileterką w Rodle. Obok miłych współpracowników, dobrych, służbowych relacji, najchętniej wspomina właśnie młodzież, która w ogóle nie dawała popalić. Nawet sytuacje, gdy ktoś na gapę próbował wejść na projekcję były rzadkością. Potwierdzają to Krystyna Kalka i Leokadia Piątkowska. Widzowie z alkoholem? Zdarzało się, że weszli na salę i spod pazuchy sięgali po wniesiony trunek.

Podchodziło się po ciuchu, z latarką i prosiło o oddanie butelki. Nie było z tym nigdy problemów

– wspomina Krystyna Winiarska.

Miejsce obecne we wspomnieniach

Kolejki za biletami, wiszące przy drzwiach kotary, charakterystyczny przedsionek, w którym kupowało się bilety, a którego ściany wyklejone były plakatami promującymi premiery. Dalej przestrzenny hol z krzesłami, fotelami i stolikami, kilkumetrowe wąskie zejście do sali i wreszcie największe pomieszczenie kina. Sala, która każdorazowo po projekcji czy wydarzeniu kulturalnym, po tym jak widownia powstała na nogi, wypełniała się jednoczesnym, charakterystycznym odgłosem automatycznie składających się foteli. Nieco starsi bywalcy kina doskonale pamiętają zapewne chwile spędzone w tym, na swój sposób magicznym miejscu. Miejscu, jakiego w Złotowie już nie ma.

Przy wielu projekcjach filmów czy kulturalnych wydarzeniach kinowa sala pękała w szwach

Obecna sala kinowa klimatem nie jest w stanie równać się z wnętrzem kina Rodło

– bez chwili wahania porównuje Krystyna Kalka.

Piotr Steffen, Szymon Chwaliszewski
fot. Archiwum Muzeum Ziemi Złotowskiej, z prywatnych zbiorów L. Piątkowskiej oraz A. Kosiby [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    pzl1125 - niezalogowany 2016-08-16 08:49:01

    żal jak patrzy sie na dzisiejsze kino w ktorym tylko apele i spotkania z komunistami odbywaja sie.mimo ze nie jestem az taki stary to pamietam dokladnie te kolejki na filmy w starym kinie.20 lat temu a jakos mogli puszczac nowe filmy...... a teraz w tej calej truskawce ????nie ma kompletnie nic.nie oczekuje ze filmy beda puszczane w dzien premiery ale tak polroczne filmy, jakies wieczory tematyczne.nie ma nic ŻAL

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Edek - niezalogowany 2016-08-14 17:14:55

    a za czyjej kadencji to postawili

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    adi - niezalogowany 2016-08-14 13:01:30

    Wyburzyli kino, a postawili największy blaszany garaż w Polsce. Brawo dla tego kto zaakceptował tą lokalizację. Pasuje urbanistycznie, że hoho. Brawo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama