Od ponad roku rowerzyści i piesi w Złotowie omijają ścieżkę przy ul. Zamkowej, wzdłuż pałacu Działyńskich. Powód? Osuwający się kamienny mur. Kamienie odpadają, ścieżka jest wyłączona z ruchu, a mieszkańcy coraz głośniej pytają: ile jeszcze potrwa ta przepychanka między wykonawcą, właścicielem pałacu i władzami miasta – i kto w końcu naprawi ten mur?
Odcinek ścieżki rowerowej przy ul. Zamkowej w Złotowie od dawna straszy pustką. Zamiast rowerzystów – znaki ostrzegawcze. Zamiast bezpieczeństwa – sypiący się mur.
Problem ciągnie się od miesięcy. W rozmowach udział biorą trzy strony: wykonawca przebudowy ulicy, właściciel pałacu Działyńskich oraz władze miasta. Każdy pokazuje palcem na kogoś innego. Efekt? Zero działań.
Tymczasem mieszkańcy mają dość. – Nowy rok szkolny się zaczął, a ścieżka nadal zamknięta. To skandal! – alarmują. Mur nie tylko się osuwa, ale też… kruszy na oczach przechodniów. Głazy spadają na ziemię. Coraz częściej nikt nawet nie zadaje sobie trudu, by je uprzątnąć.
I tu rodzi się pytanie: ile jeszcze potrwa ta zabawa w przerzucanie się odpowiedzialnością? Bo problem nie znika. Wręcz przeciwnie – narasta. Ścieżka zamknięta, mur się sypie, a winnych jak nie było, tak nie ma.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A jaki problem nałożyć na właściciela karę pieniężną. Jedna, drugą, trzecią.... Aż do skutku
Mur stoi na granicy więc odpowiedzialność spada na właścicieli gruntu z obu stron. Miasto może wyremontować mur i skutecznie wyegzekwować połowę kwoty ale... połowę musi jednak pokryć, czego zrobić nie chce, dlatego umywa ręce. Właściciel mógłby zrobić to samo, ale w jego przypadku kwota jest tak duża, a przepychanka może trwać długi czas, więc doskonale go rozumiem, że nie chce tego "kredytować". Sytuacja jest patowa. Nie chcę tu nic rozsądzać, tylko nakreślić Wam sedno problemu.
Chyba na granicy głupoty.
Tak jest napisane w Kodeksie Cywilnym. Za remont ogrodzenia odpowiadają solidarnie właściciele gruntów. W tym przypadku jest proste i oczywiste rozwiązanie. Ogrodzenie z parkiem i pałacem jest wpisane do rejestru zabytków. Wystarczy wystąpić do konserwatora zabytków który nakaże remont. W przypadku nie wywiązania się z nakazu konserwator na swój rachunek dokonuje remontu i solidarnie ściąga ze stron postępowania. Proste ale trzeba do tego użyć głowy. Mieszkańcy Złotowa chcecie załatwić sprawę to piszcie do konserwatora zabytków a nie latacie z pretensjami.
A jaki problem nałożyć na właściciela karę pieniężną. Jedna, drugą, trzecią.... Aż do skutku
Mur stoi na granicy więc odpowiedzialność spada na właścicieli gruntu z obu stron. Miasto może wyremontować mur i skutecznie wyegzekwować połowę kwoty ale... połowę musi jednak pokryć, czego zrobić nie chce, dlatego umywa ręce. Właściciel mógłby zrobić to samo, ale w jego przypadku kwota jest tak duża, a przepychanka może trwać długi czas, więc doskonale go rozumiem, że nie chce tego "kredytować". Sytuacja jest patowa. Nie chcę tu nic rozsądzać, tylko nakreślić Wam sedno problemu.
Chyba na granicy głupoty.