Władysław Ciszek wierzy w zioła i pozytywne nastawienie do życia. Mimo że ma powody, aby być nieufnym wobec ludzi, to po 97 latach życia wciąż ma wiarę w drugiego człowieka
Najstarszemu mieszkańcowi gminy Tarnówka tylko trzy lata brakują do setki. Władysław Ciszek z Plecemina, bo o nim mowa, urodził się 16 czerwca 1915 roku. Sędziwy mężczyzna od 1951 roku mieszka w Pleceminie, obecnie z córką Haliną, sołtysem wsi. Cieszy się dobrym, jak na swój wiek, zdrowiem i mimo niemal stu lat wciąż jest niezwykle towarzyską osobą.
Przepis na długie życie
- Tata wierzy w zioła – córka Halina zdradza przepis na długowieczność taty. – Dużo czyta na ten temat, a potem każe przyrządzać sobie napary z różnych kompozycji ziołowych. Pokrzywy, piołun, skrzyp– wylicza córka ulubione zioła taty. – Każdy dzień zaczyna i kończy na modlitwie, wierzy w Opatrzność Bożą i jej zawierza swoje życie – dodaje Halina Ciszek. Do tego trzeba dodać niezwykle pozytywne nastawienie do życia: do dzisiaj pan Władysław śpiewa przedwojenne piosenki, a wszystkie damy wita pocałunkiem w rękę. – Tata lubi ładne kobiety – uśmiecha się pani Halina. Umiłowanie pracy: pan Władysław nie lubi bezczynności. Dzień choćby bez najmniejszej pracy uważa za stracony. – Tata skrupulatnie planuje zajęcia na kolejny dzień i myślę, że te ciągłe plany trzymają go przy życiu – zdradza córka. I choć życie nie było dla niego łaskawe, to pan Władysław wciąż wierzy w drugiego człowieka. Nie żywi urazy do nikogo, na przekór bolesnym doświadczeniom z okresu II wojny światowej.
[[reklama]]
Z Żabki Murowanej do Plecemina
Do 1951 roku Władysław Ciszek mieszkał w Żabce Murowanej, powiat lwowski. Wtedy to wraz z trzema innymi mieszkańcami wsi został przesiedlony do Plecemina. – Rzucony w nieznane strony, z dala od najbliższej rodziny, którą przesiedlono w inne strony Polski, musiał radzić sobie w tych niezwykle trudnych warunkach, jakie dostał do gospodarowania – Halina Ciszek uważa, że w ten sposób wyrządzono ojcu wielką krzywdę. Bo z dnia na dzień stracił nie tylko swoją ziemię i dom rodzinny, ale i kontakt z najbliższymi. W zamian dostał gospodarstwo z niskimi klasami ziemi i mnóstwo problemów związanych z nadaną ziemią, które do dziś odkręcają jego dzieci. Musiał pokochać te strony, choć jego serce na zawsze zostało w Żabce Murowanej. W rodzinnym domu i miejscowości, w której doznał wiele miłości i wiele zła, i z której pod naciskiem musiał się wyprowadzić.
Obciążony strachem
Władysław Ciszek w 1939 roku brał udział w kampanii wrześniowej. Jego oddział został rozbity pod Iłżą. Stamtąd wraz z dwoma innymi kompanami wrócił do Żabki Murowanej. Droga powrotna nie była łatwa, ale jeszcze trudniejszy okazał się powrót w rodzinne strony. Przyjaźni sobie dotąd Ukraińcy, Żydzi, Białorusini stali się dla siebie wrogami. – Dotąd przyjaźnie nastawieni do siebie ludzie diametralnie zmienili nastawienie – pani Halina relacjonuje opowieści ojca. – I dla taty to było najbardziej bolesne, do dziś to w nim zostało. Nie głód, ciężka praca czy niewola, ale strach. Mój tata obciążony był strachem przed ludźmi, których dobrze znał. Sytuacja zaogniała się na tyle, że w 1943 roku Władysław Ciszek uciekł z Żabki Murowanej, a za nim jego żona i dzieci. – W tym okresie zabito brata mojej babci, szanowanego i cenionego człowieka. Do dziś tam się go wspomina – Halina Ciszek z sentymentem przywołuje wspomnienia wizyt na dzisiejszej ukraińskiej ziemi. Gdy sytuacja się uspokoiła, w 1943 roku Władysław Ciszek z rodziną wrócił do Żabki Murowanej. Nie na długo. W 1951 musiał na zawsze opuścić te ziemie. Na zawsze zostawił rodzinny dom, zostawił też serce, które aż rwie się do powiatu lwowskiego. – Mimo takich doświadczeń ojciec wciąż kocha ludzi i nie przestał im ufać. Czasami powtarza mi, że nie wolno żywić do nikogo złości, bo on jej nie żywi. Zazdroszczę mu tego – dodaje córka.
A. Głyżewska-Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze