O starych i nowych scenicznych projektach, molowym klimacie, energii, jaką daje publiczność i starcie na stanowisko dyrektora jastrowskiego Ośrodka Kultury z Jackiem Grzesiakiem rozmawia Patrycja Koplin
Pole aktywności kulturalnej, w którym działasz, jest szerokie, nie przesadzę jednak, jeśli powiem, że w Internecie nie ma na Twój temat prawie nic, podobnie jak na temat projektów muzycznych, które są Twoim udziałem.
No tak. Nie wiem, czy mam taką potrzebę... Poza tym na co dzień nie działam w takiej skali, o jakiej mówisz. To raczej akcje od czasu do czasu.
Ta nieobecność powodowana jest antykomercyjnością zakładaną przez folk, który jest Ci tak bliski?
Chyba nie ma takiego związku. Ja po prostu nie staram się, aby zaistnieć w internecie, a takie zaangażowanie jest właśnie do tego potrzebne. Trzeba coś tam wpisywać, wklejać zdjęcia... nie chce mi się w to bawić. Byłoby fajnie, gdyby ktoś robił to za mnie.
Przechodząc do Twojej działalności kulturalnej – co to jest KliMagJa?
To nowy, trzyosobowy projekt, który robię z Magdą Bełką-Bokowską i Marcinem Klimkiem. W głównej mierze jest on inspirowany cymbałami, które wszystkich nas zaczarowały. Wraz z nimi pojawiły się nowe utwory i tak powstała KliMagJa. Tę nazwę, która zresztą bardzo nam się spodobała, wymyśliła jedna ze sprzyjających nam osób – Ewa Pulit.
[[reklama]]
Jakie znaczenie ma to słowo?
Podwójne. KliMagJa to nazwa naszego zespołu, nasza muzyka, jej klimat, plus my sami. Można sobie ten wyraz podzielić i wyodrębnić pierwsze sylaby naszych imion, nazwisk.
A co się stało z Ciurami Krajeńskimi? Formuła chyba się nie wyczerpała, bo są to przecież projekty zbliżone.
Są trochę do siebie podobne, Ciury były jednak bardziej ludowe, folkowe – przaśne. Zespół umarł śmiercią naturalną. Po drodze skład wiele razy się zmieniał, niedawno odpadły z niego 2 osoby, które wyjechały, no i graliśmy coraz rzadziej. Wyczerpało się i tyle. KliMagJa to ciągle ludowe klimaty?
Nie wiem, jak to określić. Chyba bardziej etno, może world music. Folku chyba nie będzie.
Nie mniej ciągle jest to muzyka korzeni.
Ona jest dla mnie najważniejsza, w niej się mieszczę. Taka muzyka ma w sobie dużo smutku, który lubię.
I który nie jest za fajny na scenę.
W takim razie powiedzmy nostalgii. To jest mój klimat – taki molowy, gdzie można się lekko zdołować. Niektórzy boją się takich tematów, ja się w nich dobrze czuję.
Dołujące tematy nie są chwytliwe. Macie grupę fanów? Ktoś czeka na Wasze występy?
Raczej jest tak, że... To tylko fragment artykułu Patrycji Koplin z AL 03/2014, s. 41
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze