Dyspozytor zapowiada kolejny pociąg. - Na Chojnice leci - zgaduje Andrzej - ale my nigdzie nie jedziemy...
- Chcesz wiedzieć, jaki jest mój życiowy błąd? - pyta Andrzej. - W latach 90` skończyła się firma i zacząłem łoić. Dawałem ostro w palnik i przez to rozleciało się moje małżeństwo. Po 24 latach – twarz pięćdziesięciolatka tężeje. - Od 7 lat jestem bezdomny – mówi. – Zostawiłem mieszkanie synowi, żonie i poszedłem do noclegowni.
[[reklama]] Kumple na zawsze
Ponury dworzec PKP może rysować barwne historie. - Myśmy się tu chowali od 3 klasy podstawówki – Dziuła uśmiecha się lekko do wspomnień. - Mieliśmy różne zabawy. Podkładaliśmy na tory dziesięciogroszówki i wychodziły złotówki, o, takie placki – mężczyzna w powietrzu zarysowuje ich kontur. Dziś nikt już się na dworcu nie bawi, poza tym jednak niewiele się tutaj zmieniło. Podobnie jak lata temu właśnie z tego punktu miasta Dziuła i Andrzej, jednak już bez dziecięcej fantazji, przyglądają się życiu. - Znamy się jeszcze z podstawówki – opowiadają – kiedyś mieszkaliśmy naprzeciw siebie, nasi synowie chodzili do jednej klasy.
Z tych czasów zostało niewiele, okruchy wspomnień i mocna męska przyjaźń. Dziuła bezdomny nie jest, ma w Złotowie 4-pokojowe własnościowe mieszkanie. I dobrą żonę – bez ogródek przyznaje, że tylko dzięki jej wyrozumiałości wszystko nadal jakoś się kręci, choć jest coraz ciężej, bezrobocie daje o sobie znać. Moi rozmówcy wiedzą jednak, jak skombinować trochę grosza. - Najogólniej mówiąc zbieractwo – zdradza Andrzej – puszki, butelki, złom. Chcemy uczciwie zarabiać, a nie kraść. - Tyle żeby nie umrzeć z głodu i pragnienia starczy – śmieje się Dziuła. - Na jedzenie i chlanie jest – jego kolega nie owija w bawełnę. - Co tu ukrywać, czy to, że się napijemy nas skreśla? - pyta. Najlepiej „biznes” idzie w piątek i sobotę, tj. wtedy, kiedy w miejscowych klubach odbywają się imprezy. - Jak jest dobra pogoda, dobra impreza to do Genesis wchodzi 2000 ludzi – oceniają. - Ludzie sobie chwalą, ale nie wiem, nigdy nie byłem – zaznacza Dziuła, pociągając papierosa. Po takiej imprezie w okolicy można znaleźć mnóstwo puszek, butelek – ba! Zdarzają się nawet pełne! -Normalnie zamknięte. Napiją się i zapomną zabrać – Andrzej rozszyfrowuje mechanizm. Podobnie pod Generatorem – można zgarnąć całkiem sporo butelek i puszek. Nie tylko zbieractwo pozwala jednak naszemu rozmówcy utrzymać się na powierzchni i w – jak na bezdomnego – całkiem dobrym standardzie. - Czasami pytają się mnie: „Andrzej, jak Ty to robisz? Masz spodnie wojskowe i trampki” – opowiada mężczyzna, wskazując na stopy i wyjaśniając, że ma przecież syna, który go wspiera. - Ojciec, wszystko na półkach w sklepie jest twoje. Bierz co potrzebujesz, prócz gorzały – cytuje jego słowa, wyjaśniając, że ten, kiedy wraca z zagranicy, nie tylko zabiera go na zakupy spożywcze, ale też ratuje ubraniami. - Jesteśmy podobni, co na niego pasuje to i na mnie – opowiada.
[[nowa_strona]] Burmistrz jest ok
Czas – może pędzić jak szalony lub wlec się niemiłosiernie. Mam wrażenie, że tu, na PKP, dziwnie zwalnia. Pochylam się, wchodzę do bunkra. Przy wejściu piętrzy się cała sterta śmieci: plastikowe butelki, opony, obudowa od telewizora, stare ubrania, zepsuta walizka. Spoglądam na cały ten bajzel, kucam obok. - Ludzie nawywalali, przecież to nie ja wyrzuciłem – zaznacza Andrzej. Gdzieś w tych śmieciach swoje królestwo ma nieustępliwie hałasująca mysz. Co chwilę coś drapie, chrupie, czasami mam wrażenie, że tuż obok mnie. W końcu wychyla się i migiem ucieka na sam czubek góry śmieci. - Mógłbyś ją oswoić – śmiejemy się z Dziułą, Andrzej tylko macha ręką. Z głośników dobiega kobiecy głos: że zaraz pociąg wjedzie, że trzeba się odsunąć od torów i zachować ostrożność. - A my zachowujemy ostrożność, siedzimy na kanapie – śmieje się Andrzej. Pytam, skąd ten dobytek – fotel, sofa przykryta kocem... - Na śmietniku można znaleźć cuda – odpowiedź jest krótka. Ponury kawałek przestrzeni został zagospodarowany, to tu na kark wskakuje kolejny krzyżyk, ożywają stare historie, budzą się do życia nowe. Zmiany w systemie emerytalnym, rynek pracy – można spokojnie siedzieć, rozmawiać, patrzeć... Patrzeć – no właśnie, na co? Na szary dworzec PKP? Na kupę śmieci? - Na piękną przyrodę – takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Oglądam się zdumiona i rzeczywiście, kawałek dalej, za torami, kołyszą się na wietrze gałęzie klonu. Jakby im się dłużej przyjrzeć – szarość znika. Pewnie, że chciałoby się odnowionego dworca, ale zdaniem moich rozmówców na przestrzeni ostatnich lat Złotów i tak bardzo ewoluował. - Wełniak dużo zrobił dla miasta – Dziuła chwali burmistrza, kolega jest tego samego zdania. - Ryczącego jelenia na rondzie, basen, halę widowiskową...
[[reklama]] Noclegownia? Niekoniecznie
- Mam miejsce w noclegowni, w każdej chwili mogę tam pójść, ale 20 ludzi, każdy z innym charakterem, ciężko jest w jednym miejscu wytrzymać – twierdzi Andrzej. - Poza tym tam trzeba być trzeźwym, a nie ma co ukrywać, lubię sobie wypić. I lubię spokój, a tu go mam – opowiada, dodając, że raz zdarzyło się, że siedzącego w tym bunkrze jego, też bezdomnego, kolegę młodzież obrzuciła kamieniami. - Do dzisiaj go boli – wyjaśnia Andrzej, denerwując się na chuliganów. - I to są ludzie z dobrych domów – Dziuła z niedowierzaniem kręci głową. Na zewnątrz przetacza się hałaśliwa grupka nastolatków.
Pytam o przyszłość. - Jest taki jeden facet, już 17 lat się błąka, a ma prawie 70 lat. Nie wiem, jak on to przetrzymuje – zastanawia się Andrzej. – Ja wszystkie papiery mam w porządku, czekam na mieszkanie – kończy swoją opowieść…
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze