Naga prawda o Świetliku

11/08/2025 16:00

Zaczęło się od kółka fotograficznego w szkole budowlanej i aparatu, kupionego za wakacyjne zarobki. Teraz Andrzej Świetlik jest wybitnym polskim fotografem, który ma w swoim portfolio zdjęcia największych gwiazd: Kory, Wodeckiego, Niemena... W Galerii za Winklem otwarto wystawę z jego zdjęciami: „Naga prawda”

Pasja ponad fachem

Ze Złotowa wyjechał po raz pierwszy w 1965 roku, żeby podjąć naukę w Technikum Budowy Dróg i Mostów w Koszalinie. Wracał do Złotowa na wakacje, święta, niektóre weekendy. Szkoła pozwoliła mu nabyć pewny fach, ale dała coś więcej: obudziła pasję do fotografii.

– Było kółko fotograficzne. Wszedłem tam i już zostałem – mówi Andrzej Świetlik. W wakacje podejmował się różnych zajęć, a zarobione pieniądze w dużej części wydał na swój pierwszy aparat marki Smiena. Za resztę wypłaty mógł sobie zafundować prawdziwe wakacje, na przykład nad jeziorem Borówno.

– Pracowałem jako pomocnik murarza na budowie w Jastrowiu, byłem pomocnikiem geodety, sprzedawcą w sklepie, pisarzem na budowie – wymienia. Po szkole średniej rozpoczął zaoczne studia budownicze w Koszalinie.

– Rzuciłem je, bo były bardzo odległe od tego, co mnie kręciło naprawdę, czyli fotografii – mówi. Kilka lat pracował jednak w zawodzie.

– Przeprowadziłem kapitalny remont drogi z Mścic do Mielna oraz zbudowałem jeden mostek na drodze rowerowej – wspomina.
60 lat temu, kiedy obudził w sobie pasję do fotografii, ścieżki rozwoju w tym kierunku były ograniczone. Jest samoukiem. Wykształcenie w zakresie fotografii nabył zaocznie, mając już dorobek artystyczny.

– Na początku bardzo dużo oglądałem. W Koszalinie, kiedy tam mieszkałem, właściwie była jedna galeria: w Empiku. Ale tam wystawy fotografii były raz na parę lat. Była jeszcze doroczna wystawa fotografii w Wojewódzkim Domu Kultury. Wtedy każdy miał ambicje, żeby jego zdjęcie tam zawisło – wspomina artysta. Nie było też łatwo dostępnych podręczników do fotografii. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej, oglądał reprodukcje światowego malarstwa w jedynych dostępnych w latach siedemdziesiątych, radzieckich albumach.

– Ta lektura była rodzajem edukacji plastycznej, wówczas nie do końca jeszcze uświadomionej, lecz ważnej. Miała wpływ na mój sposób patrzenia i komponowania obrazu – mówi fotograf.

– Nadal lubię oglądać dobrą sztukę. Mam taki zwyczaj, że co najmniej dwa razy w roku wsiadam do auta lub samolotu i ruszam w świat, żeby odwiedzić jedną lub kilka galerii. Gdzieś, gdzie dzieje się coś ważnego w fotografii i nie tylko. To daje mi największą frajdę i wciąż jest to pewien rodzaj edukacji – podkreśla.

Portret to rozmowa

– Dla mnie zdjęcia portretowe w istocie są rozmową. Rozmową najpierw z samym sobą, a podczas sesji z osobą fotografowaną. Wówczas buduje się klimat, od którego zależy uzyskanie dobrego efektu zdjęcia – mówił fotograf podczas wernisażu.

– A kiedy mnie już przy zdjęciach nie ma, one rozmawiają z osobami, które je oglądają i vice versa – dodaje.

– Nigdy nie miałem marzeń, żeby zrobić zdjęcie konkretnej osobie. Zwykle był jakiś powód, np. okładka płyty, jej promocja. Tak się poznawaliśmy – fotograf wspomina, że tak poznał Niemena, Grzegorza Ciechowskiego czy Korę.

– Nie umiem zgodzić się na powiedzenie, że ktoś jest fotogeniczny, a ktoś nie – mówi artysta. Tych, którzy lubią robić sobie zdjęcia i są pozytywnie nastawieni do sesji, najczęściej nazywa się fotogenicznymi.

– Wszystko zależy od człowieka, nieważne, czy jest gwiazdą, czy nie – uważa. Z niektórymi praca jest przyjemnością, wtedy efekty są dobre. Jako przykład takiej sesji podaje zdjęcia kobiet dla fundacji Rak’n’Roll, prezentowane na wystawie w Złotowie. Do pozowania zgłaszały się chętne dziewczyny z całej Polski.

– Wiadomo, że wtedy przyjadą osoby, które w tę zabawę wejdą jak w masło – mówi.

Nie zawsze jednak fotografowanie jest satysfakcjonujące.

– Niektórzy przychodząc od razu narzekają, że nie lubią być fotografowani. I wtedy wiem, że łatwo nie będzie. Bywa, że cała sesja jest do wyrzucenia – fotograf mówi, że poprawność to nie wszystko. Kluczowe jest to, żeby zdjęcie miało charakter.

– Ważne, czy ja to zdjęcie akceptuję, zanim wypuszczę je w świat – podkreśla.
Wiele z jego zdjęć jest robionych w duchu zabawy.

– W trakcie realizacji zdjęć wszelkie kanony zostały połamane – fotograf opowiada o akcie piątym wystawy, „Zdjęciach odjechanych”, złożonym ze zdjęć analogowych, zadziwiających brakiem obróbki cyfrowej.

– Bawiłem się sprzętem, te poruszenia łączą ze sobą światła ciągłe i błyskowe – mówi.

Oprócz zdjęć typowo artystycznych, fotograf zajmuje się też firmowymi sesjami pracowników.

– Wtedy zdjęcia są robione według pewnych schematów, ale chcę, żeby każdy wyglądał sympatycznie, żeby chciało się z tym człowiekiem spotkać. Pamiętam, jak kiedyś robiłem portrety stu osiemdziesięciu osobom, trwało to dwa tygodnie – wspomina. Każdego dnia wracał po sesji niezwykle zmęczony.

– Wówczas siadałem na rower i robiłem sobie szybką przebieżkę do Lasku Bielańskiego i z powrotem. Następnego dnia czułem się okej – mówi o swoich sposobach na odreagowanie.

Poza kadrem

– Zwykle nie noszę ze sobą aparatu. Jestem fotografem, który fotografuje w studiu. Pejzaży nie robię w ogóle. W pejzażach to ja lubię być – Świetlik uważa, że żadna fotografia nie jest w stanie oddać piękna krajobrazów. Fotograf nie ukrywa jednak, że z różnych powodów czasami wychodzi ze studia, żeby zrobić zdjęcie w plenerze.

– Czasami jest to specyficzny nastrój, który budzi ciekawość przyglądania się zwykłym miejscom w niezwykły sposób. Innym razem jest to jakieś niecodzienne wydarzenie, które drastycznie zakłóca mój spokój – mówi.

– Miałem takie fazy, że nocą siadałem na rower i jeździłem po Warszawie. Wtedy jest cisza, nikt nie przeszkadza. To zabawa w rodzaju: „dotknąć, spróbować” – dodaje.

Dla Andrzeja Świetlika istota fotografii nie tkwi w technice, lecz w przekładaniu własnych pomysłów i wyobrażeń na obraz za pomocą aparatu, który pozostaje jedynie narzędziem. Choć sprzęt fotograficzny jest niezbędny, to – jak podkreśla – ma znaczenie drugorzędne.

– Dziś wszystko jest tak proste, że właściwie każdy może się tego nauczyć. I dlatego powstaje mnóstwo zakładów robiących zdjęcia do dowodów. Ale nie tylko na tym polega fotografia – mówi. Przez pewien czas prowadził zajęcia fotograficzne w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej, gdzie uczył młodych ludzi przede wszystkim „widzenia” – dostrzegania, myślenia obrazem i przekładania tego na język fotografii. Sprzęt nigdy nie był celem samym w sobie, najważniejsze było, by zrealizować własny pomysł w możliwie najciekawszy sposób.

Co jest w zdjęciach najistotniejsze? – Żeby zrobić to najciekawiej, jak tylko można. Żeby z takim obrazem chciało się mieć jakąś relację. I żeby ten obraz absorbował uwagę każdego, nie tylko tego, kto zrobił zdjęcia – mówi fotograf.

Świetlik nie jest jednak fotografem „konserwatywnym”. Nie ma problemu z robieniem zdjęć telefonem, przyznaje, że mają bardzo dobrą jakość.

– Nie ma konieczności, żeby każdy musiał wnikać w tajniki fotografii, znać reguły kompozycji obrazu – mówi. Andrzej Świetlik zauważa, że popularne, tłumnie odwiedzane miejsca fotografowane są niemal bez przerwy. Gdy ktoś w końcu znajdzie się w takim punkcie, trudno oprzeć się pokusie utrwalenia go na własnym zdjęciu.

– Choć te fotografie są podobne, mimo wszystko każda jest trochę inna. Mało tego, zrobiona przez siebie samego, a to jednak sprawia człowiekowi przyjemność – uważa artysta.

Jakie rady ma dla młodych adeptów? – Jeśli ma się pasję, to wystarczy ją rozwijać. Warto, bo to ona prowadzi do odkrywania tajemnic fotografii. W konsekwencji pojawiają się nowi, ciekawi fotografowie – podkreśla.

Powroty do Złotowa

– Mam same dobre wspomnienia z dzieciństwa. Złotów w tamtym czasie naprawdę był azylem, elizjum. Miejscem, gdzie człowiek miał olbrzymią przestrzeń wolności. Nawet na ulicach można było robić różne dziwne rzeczy, których teraz się nie da, bo jeździły trzy samochody na krzyż. Kozy się pasły w mieście. To był raj – mówi Świetlik. Teraz, spacerując po Złotowie, docenia, że miasto nadal jest czyste, ale ubolewa nad jego nijaką rozbudową centrum w ostatnich kilku dekadach.

Do rodzinnego miasta wraca kilka razy w roku. Ma do odwiedzenia bliskich. Chciałby częściej, ale z wiekiem odległość z Warszawy do Złotowa wydaje się coraz większa. Miasto jednak nie zapomina o artyście, który ma tu korzenie. Fotograf w czerwcu tego roku został odznaczony tytułem Honorowego

Obywatela Miasta Złotowa.

– Tego właśnie nie rozumiem. Czym zasłużyłem sobie na taki zaszczyt? Jest wielu złotowian, którzy w tym mieście zrobili dużo więcej niż ja – zastanawia się fotograf. W 2015 roku zrobił z Mają Ryszkiewicz i Grzegorzem Kaplą materiał do książki pod tytułem „Złotów. I tak wszyscy wiedzą”, która składa się z rozmów z osobami ważnymi dla miasta. Książkę w całości ilustrował swoimi fotografiami.

– Złotów i okolice jest takim miejscem, którym zawsze można się pochwalić. Cały ten teren jest jeszcze nieodkryty turystycznie – fotograf deklaruje, że często tłumaczy znajomym, gdzie jest jego rodzinne miasto. Przyznaje, że czasami przyjeżdża w tajemnicy, zostawia auto w Kujanie i spaceruje po lasach.

– Takiej ilości dzikiej zwierzyny, jak tutaj, nigdzie nie spotkałem – zauważa.

Co do wystawy w Galerii za Winklem, miał wątpliwości.

– Ale takie miejsca mają swój urok, właśnie z powodu swojej nieoczywistości – mówi. Kiedy rozmawiamy o inicjatywach z dziedziny sztuki, realizowanych w Złotowie, ocenia, że dobrze, że są, ale zawsze może być lepiej.

– Każde działanie tego rodzaju ma sens. Ale im lepiej jest robione, tym sens jest większy – podkreśla.

– Po raz pierwszy widzę, żeby na wystawie ludzie stali plecami do obrazów! – zażartował artysta, kiedy po otwarciu wystawy zgromadzeni zwrócili się w jego stronę, czekali na jego opowieść. Na wernisażu pojawiła się grupa złotowian i zaproszonych przez fotografa gości.

– To, co zobaczymy za chwilę, to tylko skromny aspekt twórczości Andrzeja. Ponieważ ma on jeszcze w sobie wspaniałe opowieści o każdej fotografii – mówił na otwarciu wystawy przyjaciel artysty, Jerzy Jelonek.

Wystawę w Galerii za Winklem można oglądać do połowy października.

Anna Bielecka

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/11/2025 20:10

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.