Od dwunastu lat sprawiają, że w ostatni weekend sierpnia Zakrzewo wypełnia się modlitwą i religijną pieśnią. - Nie postawimy pieniędzy ponad ideę - przekonują Aleksandra Kulpa oraz bracia Marek i Piotr Buława
Skąd pomysł na organizację „Spotkań z Matką Radosną”?
M.B. Zaczęło się od Grupy Apelowej, która działa przy naszej parafii już od 22 lat. To nieformalna, kilkunastoosobowa grupa, która powstała, gdy proboszczem parafii został ksiądz Andrzej Choroba. Przez wiele lat głównym zadaniem grupy było przygotowywanie uroczystości na rocznice wyboru Karola Wojtyły na papieża. To były apele i stąd wzięła się nazwa Grupa Apelowa. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że powinniśmy zrobić coś więcej w parafii i tak powstała inicjatywa z mszą ku czci Matki Boskiej Radosnej, poszerzoną o czuwanie. Chcieliśmy dodać do tego coś o jeszcze bardziej otwartej formie i tak powstał pomysł z koncertem.
Dlaczego akurat Matka Boska Radosna?
M.B. Mamy w gminie dwa symbole wynikające z jej herbu, czyli Znak Rodła i właśnie Matkę Boską Radosną. Wokół Rodła wiele się dzieje w ciągu roku, natomiast często słyszałem, że wokół wizerunku Matki Boskiej Radosnej niekoniecznie, a w zasadzie nic. Wyszliśmy więc naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców i powstała taka forma kultu.
[[reklama]] Możemy z imienia i nazwiska wymienić wszystkich, którzy przez te dwanaście lat byli zaangażowani w organizację „Spotkań...”?
A.K. Nie jesteśmy w stanie, bo przez lata to było wielu ludzi, młodszych i starszych. Dzisiaj to my jesteśmy coraz starsi i dlatego niestety mamy na tę działalność w Grupie Apelowej coraz mniej czasu, a przez to młodszych też przybywa do nas mniej niż niegdyś. Od śmierci Jana Pawła II nie organizujemy już rocznic wyboru papieża, ale na ile czas pozwala zajmujemy się innymi inicjatywami, choćby zaduszkami czy drogą krzyżową, a przede wszystkim „Spotkaniami...”.
Organizacją zajmuje się Grupa Apelowa, ale pod szyldem parafii. Jaki jest wkład proboszcza w organizację? Ogranicza się do tego, że tylko daje Wam zielone światło czy aktywnie Was wspiera?
M.B. Od początku istnienia grupy ksiądz jest bardzo zaangażowany w jej działalność. Natomiast faktem jest, że dzisiaj do pewnych działań nie musi dosłownie przykładać ręki, bo wie zapewne, że doskonale sobie poradzimy. Powiedziałbym nawet, że chyba na tyle nam ufa, że nasze działania są przez niego akceptowane. W każdym razie nigdy się nie zdarzyło, żeby powiedział nie.
Jak to jest, że będąc dużo młodszymi udaje Wam się znaleźć wspólny język z księdzem, który ma opinię konserwatysty?
M.B. (Uśmiech) Po prostu jesteśmy bardzo dobrymi dyplomatami. A.K. Sądzę, że jeżeli nasze inicjatywy są związane z szeroko rozumianą działalnością Kościoła, to po prostu jest nam po drodze. Powiedziałabym, że cel powoduje, iż potrafimy znaleźć wspólny język.
Orientujecie się, jak „Spotkania...” są oceniane przez społeczność Zakrzewa?
A.K. Myślę, że patrząc choćby po frekwencji publiczności widać, że jest to rzecz, która się podoba. Choćby mecz między drużynami ministrantów, który zrobiliśmy w tym roku po raz drugi, jest tego dowodem. Rok temu była na nim średnia frekwencja, a już kilka dni temu mieszkańcy spisali się wzorowo, bo przyszło ich bardzo wielu. Po południu i wieczorem, już podczas koncertowej części, też było sporo osób.
[[nowa_strona]] Zdarzyło Wam się kiedyś usłyszeć krytyczne słowa o „Spotkaniach...”?
A.K. Nigdy. M.B. Ja usłyszałem kiedyś pytanie, po co to w ogóle robimy? Co z tego mamy? Niestety tak już jest, że najczęściej ludzie patrzą na wszystko przez pryzmat tego, co można zyskać. A nie o to przecież w życiu chodzi. Nam również nie o to chodzi, gdy każdego roku poświęcamy jakąś część swojego czasu na przygotowanie kolejnych „Spotkań...”. Sądzę, że te dwanaście lat udowodniło już, że nasz pomysł, nasza inicjatywa rozwijają się i wszystko idzie w dobrym kierunku.
Co jest celem organizacji tego przedsięwzięcia?
M.B. Przede wszystkim integracja lokalnej społeczności i oczywiście kult Matki Boskiej Radosnej, która jest symbolem naszej gminy. P.B. A przy okazji zaprezentowanie tego, jak wartościowy jest ten chrześcijański rynek muzyczny.
Jak wyglądała frekwencja na pierwszych edycjach, a jak ta w ostatnich latach?
M.B. Pierwsze „Spotkania...” miały nieco inny charakter, odbywały się w stodole za plebanią. Tam przychodziło mniej osób, choćby ze względu na to, że była ograniczona ilość miejsca. Wtedy przyjeżdżały też inne zespoły, zresztą wtedy wszystko miało nieco inny wymiar. Odkąd przeszliśmy do centrum wsi, zamknęliśmy drogi, nabraliśmy bardziej profesjonalnej organizacji, o „Spotkaniach...” dosłownie słychać w całym Zakrzewie, co sprzyja oczywiście większej publiczności. Bo przecież nie każdemu było po drodze wybrać się do stodoły, ale do centrum Zakrzewa dotrzeć już dużo łatwiej.
[[reklama]] Trudno jest zorganizować takie wydarzenie?
M.B. Ludzie nie mają wyobrażenia, ile to jest pracy, zaangażowania, rozmów i negocjacji. Zespoły, nagłośnienie, scena, zamknięcie dróg, na to wszystko trzeba mieć pozwolenia, uzgodnienia, porozumienia, a przede wszystkim pieniądze. „Spotkania...” odbywają się zawsze w ostatni weekend sierpnia, tymczasem pracę nad organizacją zaczynamy już w marcu.
Trudno o finanse czy co roku jesteście spokojni o to, że pieniądze będą?
M.B. Gdyby tych pieniędzy było więcej, na pewno byłoby nam łatwiej, ale pewne gwarancje zawsze mamy, co daje nam w pewnym sensie poczucie komfortu, że przynajmniej mamy od czego zacząć. P.B. Najważniejsze jest to, że ludzie zdobyli do nas zaufanie. Są mali przedsiębiorcy, którzy dają na to pieniądze, są pojedyncze rodziny, które wpłacają środki, oczywiście my sami również przeznaczamy na to swoje fundusze i jakoś ten budżet udaje się co roku dopinać. Ale tak naprawdę nie chodzi tylko o pieniądze. A.K. Dokładnie. Pamiętam, jak swego czasu gotowaliśmy bigos, przyszła pani, która oznajmiła, że przyniesie nam cztery kapusty, inna dodała, że przyniesie dwie kolejne, ktoś zadeklarował, że dostarczy chleb, a ktoś inny, że kiełbasę. To jest fajne. I nie chodzi o to, ile czego ludzie przyniosą, ale o to, że gdy zbliża się impreza, podobnie jak my angażują się. W tym roku było np. ciasto, które gwoli ścisłości nie było za drobną opłatą – jak błędnie napisałeś w „Aktualnościach” – a za darmo.
W takim razie przepraszam za pomyłkę. A wracając do budżetu – jaki jego procent to wkład parafii, a ile to środki pozyskane od ludzi?
M.B. Myślę, że ta proporcja wynosi około 60:40, większość to oczywiście wkład parafii.
Przez lata budżet minimalnie wzrasta czy jest na określonym, niezmiennym poziomie?
M.B. Nieznacznie, ale wzrasta. Jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia i podobnie jest tutaj – też chcemy zapraszać coraz fajniejsze zespoły. Poza tym koszty ich przyjazdów inne były dziesięć lat temu, inne pięć lat temu, a jeszcze inne są dzisiaj. Koszty życia niestety idą w górę, paliwo również jest coraz droższe, więc i angaż zespołów wiąże się z większymi wydatkami. A czasami zespoły przyjeżdżają z dalekich stron.
Na jakiej zasadzie je wybieracie?
P.B. Nie ma żadnego klucza. To raczej efekt zapotrzebowania chwili. Na przykład Marek fascynował się kiedyś muzyką reagge i zaprosił taki właśnie zespół, bo chciał pokazać mieszkańcom Zakrzewa coś innego. Wiadomo, że 10 czy 12 lat temu to były skromniejsze grupy, dzisiaj jest to coraz wyższa półka. A.K. Poza tym to działa na zasadzie rekomendacji. Jeden zespół mówi drugiemu: graliśmy tam, fajne miejsce, jedźcie, bo warto. Jak kiedyś przyjechali i widzieli stodołę cieszyli się, że mogą grać w tak niezwykle klimatycznym miejscu. M.B. To prawda. Pod względem klimatu do dzisiaj szkoda nam tego miejsca, ale choćby ze względów technicznych i bezpieczeństwa musieliśmy z niej zrezygnować. Gdyby nie to, kto wie, czy do dzisiaj tam byśmy nie organizowali „Spotkań...”. [[nowa_strona]] Jak zespoły oceniają wasz autorski pomysł na kult Matki Boskiej?
P.B. Są zaskoczeni tym, że przyjeżdżają do tak małej miejscowości, a w niej stoi tak profesjonalna scena, jest nagłośnienie, oświetlenie i wszystko jest dobrze zorganizowane. Są zdziwieni, że w małym Zakrzewie dzieje się coś takiego i to już od dwunastu lat.
Zdarza się, że artyści odmawiają?
M.B. Nie mieliśmy jeszcze takiej sytuacji. To my z reguły odmawiamy, oczywiście ze względu na wysokie koszty.
Aż tacy drodzy są niektórzy?
A.K. W tej branży też są gwiazdy. P.B. Nawet takie, które kasują po 10-20 tys. zł, ale wtedy najczęściej są to bardzo liczne zespoły, w których trzeba opłacić nawet kilkunastu muzyków.
[[reklama]] Tych zespołów jest tyle, że bez problemu jest z czego wybierać, kierując kolejne zaproszenia?
M.B. Oczywiście, zespołów jest mnóstwo. Ale wiadomo, że musimy je wybierać patrząc na nasze możliwości finansowe. Sądzę, że i tak udaje nam się zapraszać naprawdę ciekawe grupy, jak choćby tegoroczna „40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach”, bo to naprawdę najwyższa półka jeśli chodzi o polski rynek. A.K. Podobnie jak zespoły „Stróże Poranka” czy „Gospel Joy”, które również wystąpiły w ostatnich latach.
Jak ma się do nich np. „Arka Noego”?
M.B. Prezentuje podobny poziom, tyle że „Arka Noego” jest bardziej medialna.
A jak zakrzewskie „Spotkania z Matką Radosną” mają się do innych festiwali religijnych w Polsce?
M.B. Nie możemy porównywać, bo to jest jedyne na świecie takie spotkanie i to właśnie w Zakrzewie. Stąd celowo nie używamy słów festiwal czy tym bardziej impreza, a spotkanie. Nasze, własne, lokalne, gromadzące jak największą społeczność. P.B. Pytano nas już kiedyś, dlaczego nie nazwaliśmy „Spotkań...” festiwalem. Dlatego, że nie jest to festiwal, a coś znacznie bardziej wyjątkowego. M.B. Niedawno zwrócono nam uwagę, żebyśmy prezentowali „Spotkania...” jako festiwal. W szczególności, gdy wnioskujemy o dofinansowanie w innych instytucjach, bo to zwiększy prestiż imprezy. Nie zrobiliśmy tego, bo nie postawimy pieniędzy ponad ideę, w której tak naprawdę najważniejsza jest ta duchowa strona, a więc wspólna modlitwa, bo koncert to przecież dodatek. Za to w tym roku po raz pierwszy w dwunastoletniej historii wspomógł nas finansowo powiat złotowski, za co oczywiście serdecznie dziękujemy.
Wspomnieliście, że w ostatnich latach mniej przybywa Wam młodego narybku w Grupie Apelowej. Jak brak tej świeżej krwi przełoży się na przyszłość „Spotkań...”?
M.B. Na szczęście jakaś grupa młodszych jest, choć rzeczywiście nie jest to tak duży napływ jak kiedyś. Jaki jest plan? Pierwotnie miało się skończyć na dziesięciu edycjach, a na ostatniej miał zaśpiewać Mieczysław Szcześniak. Nie udało się ani jego zaprosić, ani zakończyć „Spotkań...”, więc wypada przedłużyć ten termin przynajmniej do dwudziestu edycji (uśmiech). P.B. Myślę, że dopóki będziemy w Zakrzewie, dopóki będą chęci i możliwości, bez względu na wiek, będziemy dalej to robić. A.K. Dokładnie. Co nie zmienia faktu, że liczymy jednak, iż kiedyś ktoś od nas przejmie tę pałeczkę.
Rozmawiał Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze