Reklama

Nie chcę ich zarżnąć

18/07/2012 12:57
Ryszard Ludewicz został trenerem Polonii Jastrowie. W Krajence, Złotowie a ostatnio w Wysokiej odnosił sukcesy. Czy pod jego kierunkiem piłkarze wejdą do okręgówki?

Wysoka okazała się dla Pana za wysoka?
Nie. Tamtejszy zarząd klubu chciał, żebym dalej trenował ich drużynę. Od jakiegoś czasu otrzymywałem propozycję z klubu Polonia w Jastrowiu. W tym roku doszło do sfinalizowania tej sprawy i od miesiąca trenują piłkarzy Polonii. Uważam, że taki zespół nie powinien grać w A klasie tylko wyżej. Mamy zdolnych zawodników i zasługują na więcej. W Jastrowiu okręgówka powinna być.

Dlaczego nie przedłużono kontraktu poprzedniemu trenerowi?
Umowa z nim wygasła 31 maja. Nie chcę, żeby ktoś odniósł wrażenie, że ja Grześka Apryasa wygryzłem. Miałem od dawna propozycje, ale powiedziałem, że dopóki on ma umowę, ja tu nie przyjdę. Trzy lata pracy na pewno nie zostało zmarnowane, bo ci chłopcy są w miarę poukładani piłkarsko. Każdy nowy trener ma swoją koncepcję gry, chce coś zmienić. Nie ukrywam, że moim celem jest awans.

Kiedyś narzekało się na frekwencję na treningach. Jak jest teraz?
Miałem mało czasu na obserwację, bo drużynę przejąłem miesiąc temu, ale na treningach na Orliku nie była ona najgorsza. Od 9 lipca zaczęliśmy ostry okres przygotowawczy do sezonu, jest mało czasu, bo półtora miesiąca, i frekwencja jest taka jaka jest. Mamy okres wakacyjny, więc zrozumiałe, że chłopaki się porozjeżdżali. Przecież nie mogę im zabronić wypoczynku z rodziną.
Zaplanowałem dziewięć gier kontrolnych do rozpoczęcia sezonu i zobaczymy, co chłopaki potrafią. Będziemy do tego czasu szlifować formę.

Był warunek od zarządu, że albo awans, albo „do widzenia”?
Nie było żadnego warunku. Taki cel ja sam sobie postawiłem, bo uważam, że drużynę stać na wyższą ligę. Ciągle ocierali się o okręgówkę; a to zabrakło podobno punktu z Brzeźnicą, a to z Wyrzyskiem. Mam nadzieję, że w tym sezonie już niczego nie zabraknie.

Ogołocicie sąsiednie kluby z najlepszych zawodników?
Po co? Mamy swoich zdolnych. Dzisiaj około dziewięćdziesiąt procent tych chłopców to moi wychowankowie. Niektórych, jak na przykład Forysia, znam od takiego… Wszystko jest kwestią poukładania ich mentalnie. Wierzę, że te trzy lata przez Grzegorza Apryasa nie zostały zmarnowane.

A jak Pana przyjęli zawodnicy?
Pocztą pantoflową dowiedziałem się, że niektórzy byli bardzo zadowoleni, że wreszcie przyjdzie ktoś, kto czasami w szatni powie coś ostrego. Bo ja się z nimi pieścić nie będę: albo trenujemy i gramy, albo nie. Trener i zawodnicy jadą na jednym wózku. Wiele od nich samych należy.

A byli tacy, którzy powiedzieli: „To ja dziękuje i żegnam”?
Pewnie byli, na razie jeszcze nikt nie uciekł. Ja nie jestem od tego, żeby ich „zarżnąć”, tylko przygotować do sezonu.
Kogo się łatwiej trenuje: „swoich” czy „obcych”, na przykład tych z Wysokiej?
Myślę, że tutaj będzie trudniej. W Wysokiej przyszedł nowy zarząd, powiedziałem im, jak i co ma wyglądać i czego oczekuje. Oni byli zadowoleni z mojej pracy, to była bardzo fajna ekipa. Na treningach, w sytuacji kiedy faceci pracowali na dwie zmiany, miałem od szesnastu do osiemnastu zawodników.

Jeśli tam było tak „fajnie”, to po co Pan przyszedł w „mniej fajnie”?
Lubię wyzwania. W Krajence powiedzieli mi, żeby ich drużyna doszła do A klasy. Doszła. W Złotowie pytam Biangę, czy robimy czwartą ligę? I zrobiliśmy. Nie zawsze się z tymi wyzwaniami udaje, ale próbować trzeba.

A jak się Pan czuje po Euro 2012?
Chyba jak każdy Polak: czuję się trochę rozbity i zawiedziony grą naszych piłkarzy. Liczyłem, że zdobędą pięć punktów, zremisują z Rosją i Czechami i wygrają z Grecją. W ćwierćfinale trafilibyśmy na Portugalię. Myślę, że Euro pokazało, że mamy drużynę, przynajmniej jej człon. Nie chciałbym, żeby cała wina spadła na trenera i w związku z tym trzeba było go wywalić. Nie wolno rezygnować z tych zawodników, którzy już się pokazali. Nie może być też tak, że Fornalik będzie dwa lata budował drużynę, a potem znowu mu się powie „do widzenia”. Drużyny narodowej nie da się w takim czasie odbudować, bo to nie to samo co liga, kiedy ma się do dyspozycji tych samych zawodników.
Cieszę się, że mamy piękne stadiony. 10 czerwca byłem w Warszawie przed Narodowym, ale niestety nie w środku. Widziałem, jak polscy i rosyjscy zawodnicy składali kwiaty pod tablicą smoleńską.
Nie mogą zrozumieć, że mając takie stadiony sparring z RPA gramy w Bydgoszczy na stadionie lekkoatletycznym. Nie mówię o Narodowym, ale w Poznaniu czy Gdańsku chyba było można…

Z tego, że będzie Pan w Jastrowiu, na pewno ucieszyła się rodzina.
Z pewnością. Wyjazdy do Wysokiej na treningi dwa razy w tygodniu pochłaniały sporo czasu. Mieszkam pięćset metrów od stadionu, przyjeżdżam sobie rowerkiem. Wszystko będzie zależało od tego, jaka będzie frekwencja na treningach.

Trochę poganiał Pan zawodników po lesie…
Mieliśmy trening w lesie, na piasku na plaży, a nawet w wodzie. W tej chwili najważniejsza jest kondycja.
Rozmawiał Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama