W ramach wakacyjnego relaksu przypominamy Wam najlepsze teksty tego roku - tym razem w wersji otwartej!

Mieszkańcy Okonka mogą nie wiedzieć o jego istnieniu, chociaż co najmniej raz w tygodniu podziwiają jego rzeźby w miejscowym kościele. Skromny i jednocześnie ciężko pracujący Janusz Biskup powoli myśli o zakończeniu swojej rzeźbiarskiej kariery.
Janusz Biskup przyznaje, że jest rzeźbiarzem, chociaż podkreśla, że jedynie amatorem. Patrząc na przekrój jego dzieł, które zdobią kościoły, instytucje czy prywatne kolekcje, można się z tym nie zgodzić.
Okonecki mistrz rzeźbiarstwa urodził się w Inowrocławiu i od najmłodszych lat uwielbiał rysować. Jak przyznaje, być może miał to po bracie swojej mamy, Eugeniuszu, którego rysunki na początku odwzorowywał. W późniejszych latach okazało się, że wujek również rzeźbił, o czym młody J. Biskup jeszcze wtedy nie wiedział.
Janusz tworzył też swoje własne rysunki, a jednym z jego ulubionych tematów były konie. Jego zapał szybko zauważyli nauczyciele ze Szkoły Podstawowej w Bierzwicy, gdzie się przeprowadził wraz z rodzicami. Jak przyznaje, do wszelkich szkolnych projektów, w których było trzeba coś narysować, wybierany był przez kolegów jako pierwszy.
Po podstawówce talent zaprowadził go do Liceum Plastycznego w Kielcach, czyli w rodzinne strony mamy.
– Nauczycielka przyniosła mi spis szkół plastycznych w całej Polsce. Nawet nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że coś takiego istnieje – wspomina. Tam dostał się na kierunek związany z rzeźbą, ceramiką i meblarstwem.
– Pomyślałem, że meblarstwo to pewny fach, że mogę z tego żyć. Każdy potrzebuje mebli w domu. Tylko nie spodziewałem się, jakie oni tam meble robią – śmieje się.
Jak wspomina, meblom wykonywanym przez uczniów bliżej było do dzieł sztuki niż użytkowych meblościanek.
– Byłem pod wrażeniem, bo wszystko odbywało się od podstaw, od projektu. Starsi uczniowie na prace maturalne oddawali takie krzesła, których żadna fabryka by się nie powstydziła – opowiada.
W szkole zaczynał poznawać podstawy pracy w drewnie, używania i ostrzenia konkretnych narzędzi.
Sytuacja rodzinna sprawiła jednak, że młody artysta po zaledwie pół roku musiał przerwać naukę i wrócić do domu. Niedługo po tym poznał plastyka, który chciał mu pomóc w zdobyciu zawodu rzemieślnika i dostania się do Cechu Rzemiosł Różnych.
– Pracowałem u niego jakieś dwa lata, ale usłyszałem, że otworzyło się Liceum Plastyczne w Koszalinie i postanowiłem tam spróbować – mówi.
– Nie było tam co prawda kierunku związanego z drewnem, ale była rzeźba w glinie, której praktyka niesamowicie pomaga z pozostałymi formami – tłumaczy.
Do liceum dostał się bez problemu i tu uczył się przez 3 lata, lecz po raz kolejny musiał wrócić do domu. Jak wspomina, było to jego pierwsze duże rozczarowanie, ponieważ zawsze podziwiał ludzi, którzy mają pasję i co by się nie działo, dążą do pozostania sobą.
Na bycie prawdziwym sobą J. Biskup musiał jednak jeszcze poczekać. W międzyczasie wraz z rodziną przeprowadził się do Lotynia, gdzie w 1979 r. rozpoczął pracę w Stacji Hodowli Roślin. W wolnym czasie malował i rysował.
– Głównie były to scenki z Trylogii Henryka Sienkiewicza. Zagłoba, Michał Wołodyjowski, Azja Tuchajbejowicz i inni – wspomina.
Kiedy w 1986 r. SHR został rozwiązany, zatrudnił się w Nadleśnictwie Okonek. Do miasta przeprowadził się z poznaną w Lotyniu Elżbietą, która została jego żoną.
Obcowanie z lasem i drewnem stworzyło idealne warunki do tego, aby J. Biskup na poważnie chwycił za dłuto.
– Zaczynałem od obrazów, ale przeanalizowałem to i stwierdziłem, że każdy wtedy malował i konkurencja była bardzo duża – mówi.
– Nie chciałem być jednym z wielu. Rzeźba to była rzadka rzecz, nawet wśród artystów. Bo wymagała o wiele więcej przygotowań i samej pracy.
– Powstawanie rzeźby jest długim procesem. Wybieranie, poprawianie, a pomyłki trudno naprawić. Nie jest to niemożliwe, ale wymaga docinania i wstawiania w taki sposób, aby było to niezauważalne. To bardzo wydłuża cały proces.

Jego Polowanie na Jelenia zdobi biuro nadleśniczego...
Na początku pomógł mu w tym nadleśniczy Czesław Wamke, który zlecał Januszowi prace, a te do dnia dzisiejszego zdobią pomieszczenia tej instytucji. Są to płaskorzeźby przedstawiające polowanie na niedźwiedzia czy na grubego zwierza, płaskorzeźba z wizerunkiem św. Huberta oraz podstawka pod poroże.
Okonecki artysta swój warsztat stworzył najpierw w piwnicy bloku, w którym mieszka.
– Miałem małą strugarkę, która była niesamowicie głośna. W końcu żona mnie pogoniła, bo na piętrze było słychać struganie, a co dopiero na parterze. Zwinąłem się do garażu, gdzie do tej pory mam swój kąt. Tam już mogłem robić, co dusza zapragnie – śmieje się.
Podczas pracy twórczej zawsze używał dłut rzeźbiarskich, z których większość wykonywał sam, oraz narzędzi stolarskich.

... a podstawkę pod poroże znajdziemy u zastępcy nadleśniczego.
Płaskorzeźby wykonywane na zlecenie Nadleśnictwa zaczęły budować markę J. Biskupa w okolicy. Wieść o jego talencie rozchodziła się pocztą pantoflową, a nowe zamówienia systematycznie spływały.
Po czterech latach J. Biskup musiał jednak zmienić zatrudnienie (przez reorganizację w strukturach nadleśnictwa). Trafił do okoneckiego tartaku, gdzie ponownie znalazł się blisko drewna, a jego talent i tu nie pozostał bez echa.
Dzięki dyrektorowi Markowi Głazikowi w 1999 r. udało się zorganizować pierwszą wystawę prac artysty w Domu Kultury w Złotowie. Jego płaskorzeźby cieszyły się dużym zainteresowaniem i zostały wysoko ocenione przez profesjonalistę, Zbigniewa Niewiadomskiego, który nie dostrzegł w dziełach jakiejkolwiek próby naśladownictwa czy manieryzmu.
Sukces wystawy przyczynił się do tego, że jeszcze w tym samym roku J. Biskup wziął udział w konkursie dla artystów – amatorów na rzeźbę w drewnie, który był ogłoszony przez Muzeum Narodowe w Szczecinie. Tematem prac był „Św. Franciszek – patron ekologii”. Za swoją rzeźbę otrzymał wyróżnienie specjalne.
Sukcesy na przełomie wieków nie sprawiły jednak, że J. Biskup przeszedł na zawodowstwo. Nie wstąpił do związku artystów i pozostał skromnym, cichym człowiekiem.
Tym niemniej przez niemal 40 lat spod dłuta J. Biskupa wyszły setki płaskorzeźb i rzeźb. W przeważającej części dotyczyły one myślistwa, łącząc rysunek z fabułą. Jego podstawki pod poroża nie mają sobie równych i są ozdobą kolekcji myśliwych nie tylko z Polski, ale i zagranicy. Prawdziwym rarytasem jest kilka sztuk drewnianych krzeseł z motywami myśliwskimi, jednak stworzenie jednego wymagało zbyt dużych nakładów pracy, aby mogło powstać więcej.
Szczególne miejsce w twórczości J. Biskupa zajmują rzeźby sakralne, często naturalnej wielkości, oraz twarze świętych, nie wzorowane na żadnych obrazach. Wszystko charakteryzujące się poprawnością proporcji postaci.

Na chrzcielnicy znajduje się rzeźba św. Jana Chrzciciela trzymającego krzyż
Nie są mu obce także płaskorzeźby. Te spod jego dłuta dają wrażenie głębi sceny i charakteryzują się nieregularnymi kształtami ramy. J. Biskup lubi zresztą wykorzystywać wszelkie niedoskonałości drewna, takie jak ubytki po sękach.
Większość prac J. Biskupa wykonanych jest z drewna lipowego, chociaż są w dorobku artysty także prace w dębie.
– Lipa jest najbardziej wdzięczna. Z kolei klon jest strasznie twardy. Raz w nim próbowałem i już więcej tego nie zrobię – przyznaje ze śmiechem.
Rzeźby bejcowane są w różnych odcieniach drewna (dąb, sosna, olcha, kasztan, palisander) oraz lakierowane lakierem wodnym. Do konserwacji swoich prac używa mieszanki lakieru ze szpachlą, która, tworząc powłokę, nadaje półmatowy efekt. Jego ulubionym kolorem rzeźb jest brąz – mieszanka lakieru, szpachli i bejcy, nie lubi natomiast „jarmarcznych efektów”.

Dwa Anioły w prezbiterium
– Z żadnej swojej pracy nie jestem zadowolony – przyznaje.
– Mam takie poczucie, że zawsze mogłem zrobić coś lepiej. Ma to pewnie związek z tym, że były robione przede wszystkim pod sprzedaż, czyli musiały zmieścić się w określonych terminach. A dobra rzeźba czy płaskorzeźba nie może mieć terminu, musi być robiona i poprawiana tyle, ile jest to koniecznie, nawet jeśli miałoby to zająć lata. Ale jakbym miał to tak robić, to może sprzedałbym przez te 40 lat ze dwie rzeźby – śmieje się.
Nie sposób jest zliczyć i wymienić wszystkich prac J. Biskupa. Artysta sam nie pamięta, ile dokładnie dzieł wyszło spod jego dłuta oraz miejsc, w których obecnie mogą się znajdować. Oprócz tych, które zobaczyć można w Nadleśnictwie Okonek, pewnym jest, że drewniany krzyż jego autorstwa stoi przy drodze na wylocie z Okonka w kierunku Szczecinka, a jego rzeźby i płaskorzeźby wypełniają przestrzeń kościoła p.w. Matki Bożej od Wykupu Niewolników w Okonku.

Ostatnia Wieczerza w kościele w Okonku
Obrazy Jezusa Miłosiernego i Matki Bożej znajdują się w jego ramach, stworzonych w 2004 r. Oprócz tego z prawej strony ołtarza znajduje się lipowa ambonka, która zdobieniami nawiązuje do czterech Ewangelii. W 2005 r. w kościele ustawiona została chrzcielnica z rzeźbą św. Jana Chrzciciela trzymającego krzyż, a z prawej i lewej strony tabernakulum pojawiły się dwie płaskorzeźby aniołów. Półka pod tabernakulum jest także jego dziełem. Dwa lata później wykonał dla tutejszej parafii płaskorzeźbię „Ostatnia wieczerza”, która zdobi okonecki ołtarz oraz świeczniki na ołtarz, przedstawiające głowy apostołów. Futryna drzwi prowadzących do zakrystii to także jego sprawka.

Ambona nawiązuje do czterech Ewangelii
Oprócz tego jego rzeźby i płaskorzeźby znajdują się w kościele p.w. Św. Rozalii i Św. Franciszka z Asyżu w Szczecinku, kościele Św. Józefa w Czarnem czy kościele św. Antoniego w Człopie. Wiele dzieł jest też w rękach prywatnych, a niektóre trafiły nawet do Iraku. Swoją twórczością promował i promuje gminę Okonek.
– Coraz mniej mi się już chce – mówi J. Biskup, pytany o to, jak długo jeszcze będzie rzeźbił.
– Zimą w pracowni jest dosyć zimno, nagrzewanie pomieszczenia zajmuje sporo czasu, a że mam jeszcze inną pracę, to zabieram się do tego późno. Człowiek jest po prostu zmęczony – przyznaje i dodaje, że kiedy nadejdzie wiosna, to wróci do dłuta. Jednak już tylko dla siebie.
Hubert Nowak

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Za 3,70 to ja chleb mam.
A miał być po 30 wg tego ryżego
Jak był w podstawówce to byl najmłodszym biskupem Polsce
Czy władze Okonka zawiesiły działalność do czasu wyborów. Radni też? Może wreszcie ruszycie tyłki. Za cos wam przecież płacą. Takiej rady to nawet za komuny nie było. Przyklepia wszystko co rzymianin wymyślił. I jego lewa ręka. Idę codziennie do pracy koło byłego kina. Rzygać się chce. Podobnie ulica Kowalska. Centrum "miasta". No ale estety to trudno znaleźć.
Za 3,70 to ja chleb mam.
A miał być po 30 wg tego ryżego
Jak był w podstawówce to byl najmłodszym biskupem Polsce