Reklama

Nie dajcie się zwariować

16/12/2011 12:55
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i pewnie niejeden z Was zastanawia się, co kupić pod choinkę najbliższym lub sobie, aby choćby przez chwilę poczuć, że są święta. Został tydzień na działanie

Najpierw pomysł
Co roku miałem ten sam problem i ostatniego dnia, ku wielkiemu mojemu i sprzedawców niezadowoleniu, szukałem czegoś extra dla najbliższych. Zazwyczaj kończyło się na kupieniu jakiejś bzdury, która nie pasowała do niczego, a jakością odbiegała od przyjętych norm. Oczywiście o ile udało mi się przecisnąć przez tłumy napierające na każdą półkę sklepową. Chodząc po wszystkich sklepach, jakie istniały w okolicy szukałem pomysłu. Może krem pod oczy dla żony, auto sterowane zdalnie dla syna, a dla córki? Szał. Jednak to, co zostaje w sklepach tuż przed świętami przynosi na myśl tylko jedno słowo: masakra. Albo za drogie, albo wieje taką chińszczyzną, że strach tego dotykać. Koncepcja szukania pomysłów podczas zakupów jest głupia.

 
Nowy rok nowe postanowienia
Jak wybiła północ z roku 2010 na 2011 postanowiłem sobie, jak większość z nas, kilka rzeczy, które miałem nadzieję szybko zrealizować, aby pod koniec mieć satysfakcję, choćby z siebie samego. Oprócz choinki, którą miałem wynieść z domu tuż po wizycie duszpasterza parafialnego, a nie w okolicach Wielkanocy udało mi się kilka rzeczy załatwić i jestem z siebie dumny. Pod choinką (w tym roku sztuczną) będą leżały prezenty, które już mam zakupione i spakowane. Ha! Na dodatek nie odwiedziłem żadnego sklepu, a prezenty mam. Skusiłem się na zakupy internetowe. Nie dlatego, że podziałała na mnie reklama jednego z serwisów aukcyjnych, ale cena. Przykład - za oryginalną kostkę Rubika, jaką synkowi na najbliższe święta sprawiłem, zapłaciłem 39 zł z przesyłką, a w lokalnym sklepie ten sam przedmiot kosztuje około 60 zł. Jak przeliczyć ilość prezentów jakie już w październiku miałem zaplanowane, to oszczędziłem około 200 zł. Ale koszt czysto finansowy jest mniej znaczący niż oszczędzony czas na chodzenie od sklepu do sklepu w poszukiwaniu tego właściwego przedmiotu. A tak z dobrą herbatą i przy miłej muzyce jednego wieczora załatwiłem wszystko przez internet. Gorąco polecam takie zakupy w przyszłym roku, bo w tym już nie warto, choćby z tego względu, że poczta może się nie wyrobić z dostarczaniem przesyłek i ukochany miś utknie na trasie Warszawa – Poznań, czekając w wagonie na poświąteczne rozluźnienie w transporcie.
 

Jedzenie to inna sprawa
Tu mam jedną radę – to, co można, lepiej kupić wcześniej. Jeśli ktoś szanuje swoje pieniądze polecam markety. Mąka, jajka, olej, proszek do pieczenia itp. kupione w sklepie osiedlowym i w markecie nie różnią się niczym oprócz ceny. W markecie można oszczędzić nawet 40%, a że ilość produktów kupowanych na święta zazwyczaj jest większa, to podsumowanie finansowe pod koniec roku nie będzie kierowało naszych kroków do punktów kredytowych. Pewnie ktoś zaraz powie, że do marketu nie chodzi, bo tam jest tłok i w kolejce do kasy trzeba czekać całymi godzinami. Owszem, jak się pójdzie w godzinach szczytu, to takie sytuacje są bardzo prawdopodobne. Jak ktoś używa głowy to pójdzie wtedy, gdy jest luźniej, czyli w okolicach wczesnego śniadania 7-9, obiadu 13-15 oraz wieczornego filmu 20-22. Jeszcze jedno: jeśli można przełożyć zakupy na jeden z poweekendowych dni, to lepiej, bo w sobotę nawet powyższe zasady mogą stracić zastosowanie, a w niedzielę lepiej rodzinnie wybrać się na Gwiazdkowy Rynek na placu Paderewskiego.

Nie dajcie się zwariować. Za rok też są święta.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama