Uważała, że nie daje sobie rady z wychowaniem synów. Ściągnęła ekipę telewizyjną z programu "Super Niania". Ci uznali, że to ona powinna zostać "Super Mamą"
Izabela Kowalska z Lędyczka oraz jej synowie mieli się stać bohaterami programu telewizji TVN „Super Niania”. Do emisji programu jednak nie doszło. – Pani jeszcze nie widziała, z jakimi problemami wychowawczymi stykają się rodzice. Pani synowie w porównaniu z nimi to aniołki – stwierdzili realizatorzy programu. Pani Iza ma jednak o tym nieco odmienne zdanie. Ośmioletni Kacper i dziewięcioletni Zbyszek nie mogą się ze sobą dogadać, mają dwa różne charaktery; prawdopodobnie jeden z nich wdał się w ojca, drugi w matkę. Kobieta uznała, że traci nad tym wszystkim kontrolę. Na ojca dzieci nie za wiele może liczyć, kilka miesięcy temu otrzymała rozwód.
- Oglądam program „Super Niania”. Uznałam, że może ta pani wskaże mi, jak mam z nimi postępować, jak się zachować, na pewno by to nie zaszkodziło. Chłopcy są pod opieką psychologa, ale stwierdziłam, że oprócz teorii potrzebna jest też praktyka, stąd moja decyzja – tłumaczy matka trójki chłopców. Najmłodszy, Klaudiusz, ma dopiero trzy lata i jak na razie nie stwarza większych problemów, ale nad dwójką najstarszych trzeba popracować.
Kobieta sama pochodzi z wieloletniej rodziny, było ich w domu jedenaścioro. Pytała chłopców, czy widzieli kiedykolwiek, żeby ich mama w ten sposób, jak oni do siebie, odnosiła się do kogokolwiek z rodzeństwa. Nic nie pomagało. Wysłała więc na adres programu sms-a, po trzech tygodniach przyszła odpowiedź, że są zainteresowani. Kazali jedynie przesłać zdjęcia mieszkania i rozkład pomieszczeń. [[reklama]] Chłopców zamurowało
Przyjechała ekipa, jednak bez Doroty Zawadzkiej, telewizyjnej Super Niani. Ich zadaniem było stwierdzić, czy sprawa nadaje się do emisji. – Były kamery, światła, mikrofony, jak przy nagrywaniu normalnego programu. Ale nie wiem, co się z chłopcami stało, czy to pod wpływem sytuacji, stresu, tremy, bo byli nadzwyczaj spokojni. Realizatorzy próbowali ich sprowokować, ale bez powodzenia – oświadcza pani Iza. Tym bardziej, że chłopcy nie wiedzieli wcześniej, że w domu zjawi się telewizja, byli totalnie zaskoczeni i pewnie zaciekawieni. Zdaniem mamy gdy w domu są goście, chłopcy zachowują się poprawnie, jedynie jak są sami nie mogą dojść ze sobą do ładu.
Pani kierująca ekipą telewizyjną stwierdziła, że matka chłopców może się cieszyć, iż nie sprawiają oni takich trudności, jakie można zobaczyć w kolejnych odcinkach programu „Super Niania”. – Pani dzieci to aniołki w porównaniu z niektórymi – powiedziała na zakończenie.
Czy mieli jej za złe, że musieli jechać taki szmat drogi na darmo? – Absolutnie nie. Byli bardzo sympatyczni, dużo rozmawiałam z tą panią o zachowaniach dzieci w tym wieku. Emituje się jeden program na kilka zgłoszeń, to nie jest tak, że każdy wyjazd idzie w telewizji – tłumaczy pani Iza.
Goście stwierdzili jednoznacznie, że to ona powinna otrzymać tytuł „Super Mamy”. Cały dom jest praktycznie na jej barkach. Czysto, schludnie, dzieci zadbane. Kupiła przyczepę drewna, sama pocięła je piłą spalinową i porąbała. – Jestem córką pracownika leśnego, więc dla mnie to nie nowina – twierdzi ta filigranowa kobieta. O pracę trudno, ostatnio dostała zatrudnienie w ramach prac interwencyjnych, ale to wszystko za mało. Fundusz alimentacyjny starcza jedynie na pokrycie najpilniejszych potrzeb. Na szczęście starsi synowie dobrze się uczą, młodszy chodzi do przedszkola w Lędyczku. Średni Kacper nie widzi świata poza piłką nożną, starszy Zbyszek z kolei woli sporty bardziej ekstremalne, w kuchni demonstruje skoki w powietrzu. Marzą o komputerze, ale jak na razie nie ma szans na jego kupno.
A o czy marzy „Super Mama”? – Żeby oni mieli lepsze życie niż ja – mówi skromnie.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze