Krytyki nie szczędzi sąsiadom, radnym i wójtowi.- To Pan Bóg mnie wspiera. Dzięki niemu mam mądrość, siłę i potrafię wszystko przetrwać- przyznaje. Z Aleksandrą Cieplińską rozmawia Piotr Steffen
Przez kilka tygodni wielokrotnie próbowałem się z Panią skontaktować, żeby przeprowadzić rozmowę o tym, że w ostatnim czasie składała Pani do urzędu sporo skarg. Nie udało nam się spotkać, za to w ubiegłym tygodniu pojawiła się Pani w naszej redakcji oburzona treścią rozmowy z radnym Bernardem Budnikiem, którą zamieściliśmy dwa tygodnie temu. Co najbardziej zdenerwowało Panią w tej rozmowie? Przede wszystkim to, że zostałam nazwana donosicielką. Nie jestem żadną donosicielką. Powinien był Pan zapytać radnego Budnika, na jakiej podstawie sądzi, że na niego doniosłam na policję. Dementuję te stwierdzenie. Nie doniosłam policji na Budnika. W tym momencie ponownie zostałam oskarżona o czyn, którego nie popełniłam i zastanawiam się, co z tym zrobić.
Ale przyzna Pani, że Wasze relacje z radnym nie są dobre. Tak, ale nie przeze mnie. Utarło się, że niestety to ja jestem tym najgorszym, wręcz śmieciem, który przybył do Zakrzewa. A ponieważ nie pochodzę stąd, przez niektórych jestem tak a nie inaczej traktowana. Tylko dlatego, że mam śmiałość otworzyć usta, gdzie inni by się nie odważyli.
[[reklama]]
Od kilku lat dość często słyszę o tym, że ma Pani wiele sporów z lokalną społecznością. Zawsze tak było? Nie mam z nikim złych relacji. To pewna grupa ludzi wyrobiła sobie złe, nieprawdziwe i bezpodstawne opinie na mój temat, które rozpowszechnia w środowisku.
Sąsiedzi, radni, urzędnicy, swego czasu przedszkolanki, a nawet wójtowie i policja – lista tych, z którymi weszła Pani w spór, jest spora. Z czego to wynika? Jestem tutaj sama, nie mam w tej chwili na miejscu rodziny. Wykorzystywano moją osłabioną pozycję. Traktowano jak przybłędę, a ludzie często niezbyt dobrze traktują przyjezdnych. Tymczasem ja naprawdę jestem otwartą osobą. Wspomniał pan o przedszkolu, o pracujących tam paniach. Rzeczywiście doszło między nami do sporu, ale swego czasu, kiedy jeszcze pracowałam w przedszkolu, miałam z koleżankami znakomite relacje. Po czym otrzymałam pismo, że przeszkadzam w pracy, że psuję relacje z rodzicami itd. Podpisała się pod nim nawet moja przyjaciółka. Wyobraża pan sobie, co ja wtedy przeżyłam? To było jak cios w serce, bo z nikim nie byłam skłócona.
Za co więc pozwała Pani wtedy koleżanki z pracy do sądu? Za to, że oskarżały mnie o nie popełnione czyny. Związek Nauczycielstwa Polskiego, którego byłam członkiem, też nie chciał mnie bronić. A powinno się przecież bronić osoby pokrzywdzonej. Bo to mnie groziło wtedy wyrzucenie z pracy. Że nie wspomnę o tym, iż kiedy była taka potrzeba i kiedy mogłam, każdej z tych koleżanek pomagałam. Do tego stopnia, że u mnie mieszkały, gdy były w takiej potrzebie.
Dlaczego w rozwiązywaniu konfliktów ucieka się Pani do sądów? Robię to dopiero od kilku lat. Dlatego, że wreszcie powiedziałam sobie: dosyć. Gdybym nie reagowała na ataki na moją osobę, kolejni chcieliby mnie zgnębić i nieustannie obrzucać błotem. Mam nadzieję, że teraz, zanim ludzie powiedzą na mój temat A, zamilkną i dwa razy zastanowią nad tym, czy mnie bezpodstawnie oskarżać. [[nowa_strona]] Kto Panią atakuje? Wszyscy, jednostki? Nieliczni. To są tak naprawdę wciąż te same osoby. Nie mam innych wrogów. Większość wie, że jestem porządną, lojalną i uczciwą osobą. Inna sprawa, że jestem niewygodna, także dla władzy, bo zawsze otwarcie mówię, co myślę. Wychylam się, a nie każdego stać na taką odwagę. Z drugiej strony wiem, że są tacy, którzy mnie za to popierają. Nie raz słyszę, że dobrze, że się nie daję, że walczę o swoje. – My panią popieramy, niech pani startuje na radną – tak mówili mi niektórzy jeszcze przed wyborami kilka lat temu.
Wystartuje Pani kiedyś? Nie. Polityka nie jest dla mnie, chociaż na pewno miałabym odwagę mówić prawdę. Jak ówczesny wójt się dowiedział, że mogę wystartować w wyborach, że rzekomo przygotowuję się do startu, ponoć włosy mu dęba stanęły.
Czyli ludzie w pewnym sensie chyba jednak obawiają się Pani. Tego, że z byle powodu odda ich Pani do sądu. Jeśli mam jakiś problem, zawsze najpierw idę do tej osoby. Jestem osobą skłonną do porozumienia. Ale jeśli druga strona nie chce, to już inna sprawa.
[[reklama]]
Ale skargi lubi Pani pisać? Ostatnio często to Pani robi, choćby w tej kadencji wpłynęło ich do urzędu kilka. Mam dosyć pisania tych skarg. Ale jakie mam inne wyjście? Jeżeli potrafię czytać, pisać i wiem, że ktoś wyrządza mi krzywdę, dlaczego nie mam się bronić? Mam pozwolić się krzywdzić?
Kto w takim razie najbardziej skrzywdził Panią w ostatnich latach? Poprzedni wójt, chociażby dlatego, że chciał mi zabrać pokój w mieszkaniu, który mi się należał. Z ogrzewaniem też miałam swego czasu problemy, a byłam wtedy sama z małymi dziećmi. Prosiłam o interwencję, to powiedział, że w konflikty między sąsiadami nie będzie wnikał. Dopiero moje działanie w sądzie przyniosło efekt. Wybroniłam się, a nikt się wtedy mną i dziećmi nie przejmował. Tych spraw było zresztą przez lata więcej. Kolejnymi osobami, które mnie skrzywdziły, są sąsiedzi, m.in. radny Budnik. Tylko w powszechnej opinii to taki spokojny człowiek. Na co dzień jest inaczej. W tej rozmowie z panem przed dwoma tygodniami stwierdził, że nie można się ze mną dogadać. Tylko że to ja chciałam się z nim wiele razy dogadać, znaleźć porozumienie, a to mnie wtedy grożono widłami i wyzywano wulgarnymi słowami. W wywiadzie przekonywał, że jego kury mnie nie stresują. Jak mogą nie stresować, skoro przelatują nad ogrodzeniem i robią spustoszenie na mojej działce, rozgrzebują zasiane warzywa i kwiaty? Gdy proszę, aby coś z tym zrobiono, słyszę, że jestem wariatką, która czepia się byle czego. Że mam się dostosować do warunków, w jakich mieszkam, a jak nie, to mam spier... skąd przyszłam. [[nowa_strona]] W tych skargach sporo pisała też Pani o uciążliwości za sprawą budynków gospodarczych Budnika. Te skargi radni uznali jednak za bezzasadne. Jeżeli prowadzi się jakieś inwestycje, powinno się to konsultować ze mną, jako najbliższym sąsiadem. Ja od początku muszę być stroną w takiej sprawie, a tak mnie nie traktowano. Dlatego mam żal do radnych i urzędników, że tak błaho traktują te sprawy. Ja mówię o niebie, a oni o chlebie. Po prostu chcą ze mnie głupią zrobić. A że Cieplińska się nie daje, to jest później taka a nie inna opinia, że niby konfliktowa. Radny Budnik mami innych, że to zrobi, że tamto wykona, że wszystko będzie jak należy, a tymczasem przez lata nawet rynny nie założył na swoim budynku gospodarczym. Uważam, że oszukał wszystkich, omamił. Kiedyś postawił niby budynek gospodarczy, a zrobił z tego budynek inwentarski, w którym umieścił byki. Teraz też planuje dalsze inwestycje, znowu bez konsultacji ze mną. Nawet wójt popiera inwestycję Budnika, nie licząc się z moją opinią jako strony, gdyż od siedmiu miesięcy nie udzielił mi odpowiedzi na mój wniosek. Dlatego muszę się bronić.
Mam wrażenie, że nie jest Pani w Zakrzewie do końca szczęśliwa. Nie myślała Pani o wyprowadzce? A dlaczego sugeruje Pan, ze mam się wyprowadzać?
[[reklama]]
Nie sugeruję. Po prostu wiem, że w ostatnim czasie często Pani nie ma, sądziłem, że może planuje Pani zmianę miejsca zamieszkania. Rzeczywiście częściej ostatnio wyjeżdżam, bo odwiedzam rodzinę w Niemczech. Ale absolutnie nie zamierzam się stąd wyprowadzać. Dużo wniosłam i zainwestowałam w to mieszkanie, chcę je do końca wyremontować. Dla siebie, ale też dla dzieci, którym chcę je zostawić. Na pewno nie czuję się związana z Zakrzewem, ale z tym mieszkaniem jak najbardziej.
Mówiła Pani, że źle wspomina poprzedniego wójta. A co z obecnym? Zawsze miałam z nim dobre relacje. Załatwił mi od ręki sprawę, której przez lata nie chciał załatwić poprzedni wójt. Ale ostatnio też zrobił się chyba moim wrogiem, bo utrudnia mi wyjaśnienie sprawy z radnym Budnikiem. Wydaje mi się, że wójt obraził się dlatego, że sądzi, iż napisałam na niego skargę do rady. Co nie jest prawdą. To pismo wystosowała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
Co jest dzisiaj dla Pani najważniejsze? W pierwszej kolejności, żeby planowana, dalsza inwestycja Budnika nie została zrealizowana. Po drugie odizolowanie się od najbliższych sąsiadów, z którymi mieszkam w jednym budynku. Wtedy będę miała spokój, bo tak naprawdę na nim najbardziej mi zależy.
Wspomniała Pani, że jest sama przeciw wszystkim. Skąd czerpie Pani siłę? To Pan Bóg mnie wspiera. Dzięki niemu mam mądrość, siłę i potrafię wszystko przetrwać.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze