Uwielbia dalie, wycieczki rowerowe i kajakowe. Nie boi się przeszkód, jakie trafiają się po drodze. Z zastępcą burmistrza Okonka Dariuszem Rybakiem rozmawia Ryszard Mikietyński
Propozycja objęcia funkcji zastępcy burmistrza Okonka zaskoczyła Pana? Przyznam się, że kompletnie mnie zaskoczyła, ale było to miłe zaskoczenie. Zanim podjąłem ostateczną decyzję rozważyłem wszystkie za i przeciw. Jak widać te pierwsze względy przeważyły.
Jak Pan myśli, dlaczego „padło” na Pana? Myślę, że to, czego oczekuje ode mnie burmistrz, ma związek z tym, co do tej pory robiłem. Przez kilka lat pracowałem w Agencji Rolnej Skarbu Państwa, dlatego znam specyfikę tej pracy.
Ale chyba obecna praca trochę się różni od tamtej? Zdecydowanie się różni.
Ma Pan jakieś określone działy, za które będzie Pan odpowiadał? To głównie gospodarka gruntami, nieruchomościami, infrastruktura techniczna, rolnictwo i środowisko. Nie jestem laikiem w tych sprawach, ale praca w samorządzie lokalnym jest jednak inna. Muszę w ekspresowym tempie zapoznać się ze wszystkimi ustawami dotyczącymi samorządu.
Jak Pana przyjęto w urzędzie? Byłem bardzo mile zaskoczony. Z każdej strony spotykam się z przejawami sympatii i pomocy. Mieszkam co prawda w Okonku, ale dwa kilometry od centrum miasta, dlatego może część ludzi za bardzo mnie nie zna. I odwrotnie, szczególnie niektórych młodych pracowników widzę po raz pierwszy.
Co Pana zaskoczyło w ciągu tych kilku dni pracy? Przede wszystkim zaległości, które trzeba szybko nadrobić. Mimo że część prac musieli wykonać inni pracownicy urzędu, wszystkiemu nie byli w stanie podołać. Mam nadzieję, że szybko się z tym uporamy. Mam ogromne wsparcie w osobie burmistrza Mieczysława Rapty.
Jaki jest Dariusz Rybak prywatnie? Jakie ma zainteresowania? Najtrudniej jest mówić o sobie. Mam nadzieję, że jestem postrzegany jako dobry sąsiad, gotów do bezinteresownej pomocy. Dzieci chyba mnie trochę lubią za polewanie zimą górki wodą. Lubię aktywny wypoczynek, wycieczki rowerowe w terenie i kajakarstwo rzeczne – najlepiej jak będzie kilka przeszkód w postaci przewalonych drzew. Lubię uprawiać dalie, które dostarczają radości. Pierwsza radość, gdy wysadzę karpy, druga, gdy kwitną, trzecia, i to największa, gdy zniosę wszystkie do piwnicy. W zeszłym roku miałem sto pięćdziesiąt krzaków dalii.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze