Reklama

Nie lubię ostrej jazdy

29/04/2013 00:00
Policjant ma myśleć, a komendant zawsze mu w tym pomoże. Z nowym komendantem KPP w Złotowie, mł. insp. Waldemarem Wilczewskim, rozmawia Łukasz Opłatek

Dlaczego trafił Pan do policji?
Mnie zawsze fascynowała służba. Wstąpiłem do milicji zaraz po szkole średniej – odrabiałem służbę wojskową. Nie przewidywałem, że zostanę.

Żałował Pan kiedyś tej decyzji?

Ja przez pewien czas pracowałem w hucie aluminium w Koninie. I jak w 1990 roku wróciłem do policji po szkole jako oficer, to okazało się, że zarabiałem mniej niż w hucie. A miałem żonę niepracującą, dziecko i problem z zapewnieniem utrzymania rodziny z tak małych pieniędzy. Potem zaczęło się to poprawiać.

Przez ostatnie pięć lat był Pan zastępcą komendanta w Kole, teraz sam Pan kieruje jednostką. Z pieniędzmi chyba nie ma już problemu?
To jest tak niewielka różnica, że ona nawet nie pokryje mi kosztów prowadzenia dwóch domów. Taniej jest ugotować obiad dla trzech osób w jednym domu niż dla tej trójki w dwóch domach. Jakbym patrzył tylko na finanse, to bym powiedział, że przyjęcie posady komendanta w Złotowie się nie opłaca. Dla mnie ta funkcja to jest wyzwanie.

W konkursie starowało pięciu funkcjonariuszy. Dlaczego to Pan wygrał?
O to trzeba by zapytać generała Jarosza. Jednak skoro zostałem wybrany, to mam nadzieję, że Komendant Wojewódzki wybrał najlepszego na to stanowisko.

Nie odstraszała Pana odległość?
Żartuję, że im dłużej pracuję, tym mam dalej na służbę. Zaczynałem pracę w Koninie i tam mieszkałem, po dwudziestu latach przeszedłem do Koła i przez siedem lat dojeżdżałem 40 kilometrów w jedną stronę. A teraz jestem w Złotowie i do domu mam 190 kilometrów. Na szczęście dzieci mam starsze i nie musiałem decydować, czy zabierać tutaj rodzinę.

Pańska młodsza córka kończy gimnazjum i może naukę kontynuować tutaj.
Ale żona ma pracę w Koninie, a tu o pracę trudno. Poza tym tam ma rodziców i nie bardzo chciałaby ich zostawiać. W razie potrzeby wsiądę w samochód i pojadę do rodziny, to tylko 3 godziny jazdy.

Czyli samotność Panu nie grozi?
Myślę że nie. Na razie mam tyle pracy, że w ogóle nie myślę, że jestem sam w mieszkaniu.

Pana zastępcą jest Witold Pająk, który również startował w konkursie na komendanta. Myśli Pan, że to wpłynie na Panów współpracę?
Młodszy inspektor Pająk staż zastępcy miał podobny do mojego, przeszedł konkurs, ale ostateczną decyzję podjął komendant wojewódzki. Znając pana generała wiem, że kierował się fachowością i przeświadczeniem, że byłem lepszym kandydatem na to stanowisko. A jeśli chodzi o relacje z zastępcą, to nie sądzę, by były między nami nieporozumienia. Ja konfliktów nie wywołuję. One mogą zawsze powstać, jednakże staram się dojść do porozumienia.

[[reklama]]
Jest Pan absolwentem prawa administracyjnego. W pracy trzyma się Pan ściśle przepisów?

Przepisów trzeba się trzymać, chociaż nieraz są one mało szczegółowe. Od policjanta będę wymagał, żeby kierował się rozumem. Dlatego mój gabinet będzie zawsze otwarty, bo chcę rozmawiać z policjantami o ich problemach. Wolę nawet żeby przyszedł do mnie dany funkcjonariusz niż tylko naczelnik, bo lubię informację prosto ze źródła.

Kiedy miał Pan objąć komendę złotowską, to gdzie najpierw szukał Pan informacji o tej jednostce?
Nawiązuje Pan do tego, że znam komendanta Gibaszka? Rozmawiałem z nim już po konkursie, gdy przeszedłem postępowanie, ale jeszcze nie wiedziałem, że ten konkurs wygrałem. On już wcześniej dużo mi opowiadał i zachwalał pracę w tej jednostce. Wolę sam sprawdzić i jak rozmawialiśmy kilka dni temu, to musiałem mu przyznać, że zapowiada się bardzo sympatyczna atmosfera w pracy. Nie ma nic gorszego jak być daleko od rodziny, domu i jeszcze w pracy jest atmosfera pod psem.
[[nowa_strona]]
Były komendant zachwalał Złotów, podczas wprowadzenia Pana do jednostki również padło wiele komplementów pod adresem jednostki. Nie za dużo tego słodzenia? Nie ma Pan w tyle głowy myśli, że to nie może być prawda?
Bazuję na danych statystycznych i już pracując w poprzedniej jednostce wiedziałem, że Złotów jest wysoko oceniany. Chociaż nieraz lepiej jest przyjść do jednostki, która ma słabe wyniki i wziąć się za robotę. Trudniej jest coś poprawiać, gdy jednostka jest wysoko notowana.

To Pan ma gorzej?
Mam gorzej, bo moim zadaniem będzie utrzymanie wysokiego poziomu. Nie chciałbym, by za pół roku w zestawieniach okazało się, że jednostka dołuje.

Czyli na razie nie będzie Pan wykonywał radykalnych ruchów, żeby nie zepsuć wyników?
Będę chciał pewne rzeczy usprawnić, mówię zwłaszcza o naszych sprawach wewnętrznych: strukturze, obiegu dokumentów.

Co Pan robi po pracy?
Od pięciu lat każdą wolną chwilę spędzam na motocyklu. Tu, z tego co się zorientowałem, jest gdzie pojeździć. Dotychczas starałem się wyjeżdżać na tygodniowe urlopy na Mazury i tam jeździłem, a tutaj wokół Złotowa są takie małe Mazury. Jak zrobi się ciepło, to przyprowadzę tutaj to moje „nieszczęście”, bo szkoda, żeby stało w garażu.

Co jest tym Pana nieszczęściem?
Chopper, bo jestem zwolennikiem motocykli, które mają ładnie wyglądać, a niekoniecznie szybko jeździć. I on rzeczywiście więcej wymaga czyszczenia niż jeżdżenia, a ja bardziej wolę to drugie. (śmiech)
[[reklama]]
A co na to Pańska żona?
To ona mnie namówiła na kupno motocykla. To było takie moje marzenie, ale w domu zawsze było coś pilniejszego do zrobienia. W końcu żona powiedziała, że skoro mogła poczekać na coś tam w domu tyle lat, to poczeka jeszcze trochę, no i kupiłem motocykl. Zresztą żona sama jest fanką motoryzacji i mówi: zamiast siedzieć w fotelu rusz się.
Niestety ostatnio jazda coraz mniej mnie bawi, bo na drogach pojawiło się coraz więcej wariatów na motocyklach.

Nie lubi Pan szybkiej jazdy?
Ja się odprężam jadąc szosą wolno, spokojnie, a te pędzące „szlifierki” wyprowadzają mnie z równowagi. Wsiadają na nie w trampkach i jadą. A ja, zanim wsiadłem na motocykl, zadbałem o własne bezpieczeństwo i zainwestowałem w specjalną odzież, bo przecież w motorze nie ma poduszek powietrznych i jedyną ochroną jest odpowiednie ubranie.

W KPP Złotów są motocykle, ale nie ma patroli pieszych. Może Pan to zmieni?
Zobaczę, ilu będę miał policjantów na zmianę. Na pewno nie będę puszczał samych patroli pieszych, bo przy interwencji policjanci na pieszo nie dobiegną – muszą być mobilni, a więc zmotoryzowani. W poprzedniej jednostce miałem jeden, dwa, a w przypływie czułości trzy patrole na zmianę. W Kole patrole chodziły na targ, gdzie zdarzały się „kieszonki”.

Pan długo chce zagrzać miejsca w Złotowie?

Ja wiem, że tu się często zmieniali komendanci, ale ja chcę pracować tak długo, żeby odejść na emeryturę i już nie szukać innej pracy. Takie 55 lat życia byłoby dobrym progiem i nikt by na mnie krzywo nie patrzył, że jestem młodym emerytem. Z moich obliczeń wynika, że zostało mi jeszcze osiem lat.

W Złotowie?
To już będzie zależało od komendanta wojewódzkiego. Może będę tu pracował osiem lat, a może rok, dwa czy trzy. Powołanie na stanowisko ma to do siebie, że może się skończyć z dnia na dzień. Na pewno na dzisiaj nie zabiegam o inne stanowisko.

Złotów byłby dobrym miejscem do zakończenia kariery?
To pytanie jest zadane dość wcześnie. Zanosi się na to, że będzie tu dobra atmosfera w pracy, a ja się rzadko mylę. Z drugiej strony dobrą atmosferę zapewnia komendant, ale to będzie zależało od tego, na ile pozwolą mi na jej tworzenie podwładni.

Jest Pan zwolennikiem kija czy marchewki?
Ja używam dwóch argumentów, bo samą marchwią daleko nie zajedziemy. A kijem możemy kogoś złamać. Obu argumentów trzeba używać ostrożnie.


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości