Minęło osiem miesięcy odkąd objął Pan urząd. Przez ten czas przybyło Panu wrogów, czy przyjaciół?
Nie dzielę ludzi, z którymi współpracuję jako burmistrz, na przyjaciół i wrogów. Jeśli chodzi o przyjaciół, to mam ich stałą grupę.
W trakcie kampanii wyborczej jawił się Pan jako idealista z niezachwianą wiarą, że skoro chce Pan dla tego miasta dobrze, to Pana pomysły będą przyjmowane z otwartymi ramionami. A tu pojawiła się krytyka. Zaskoczony?
Pozostaję wierny tym ideałom i nadal wierzę, że uczestniczę w zmienianiu świata na lepsze. Wszystkie swoje pomysły popieram argumentami i liczę na ich zrozumienie. Krytyką zaskoczony nie jestem, zwłaszcza, że nie jest ona znowu taka silna. Krytyka konstruktywna, ale nie złośliwa musi mieć miejsce - jest cenna i potrzebna.
Posłużę się przykładem z portalu zlotowskie.pl, gdzie internauta odniósł się do Pana poczynań: „Hallo! Tu Ratusz, jeśli jesteś pasjonatem wybierz 1, jeśli nie - rozłącz się”. Jak Pan to odczytuje?
Bardzo szanuję pasjonatów, bo pasja jest dowodem na to, że człowiek potrafi oddać się jakiejś sprawie. Zawsze byłem zwolennikiem ludzi, którzy realizują rzeczy, na których im zależy. Bardzo chcę się takimi osobami otaczać , bo „pasja” jest moją filozofią życiową. Dlatego, jeżeli ktoś chce być w mojej załodze, to ma to znaczenie. Pasjonaci są dla mnie po prostu bardziej wiarygodni.
W ostatnim czasie radni Rady Miejskiej Złotowa głośno powątpiewają w niektóre Pana pomysły i chęć współpracy z nimi. Dlaczego wciąż nie znaleźliście Państwo wspólnego języka?
Część radnych ma muzealne podejście do samorządu: pójdą raz do ludzi, następnie dadzą się wybrać i potem stoją jak te figury. Z takimi osobami trudno podjąć dialog. Wielokrotnie, niestety bywa tak, że złotowianie, z którymi rozmawiam nawet nie znają swoich przedstawicieli w radzie. Odsyłam ich do radnych, bo to oni powinni zbierać sygnały od społeczeństwa i weryfikować, na ile temat jest ważny. Z kolei radni, którzy mają inicjatywy, współpracują ze mną z dobrym skutkiem. Przykładem są inwestycje na terenie reprezentowanym przez Krzysztofa Koronkiewicza, Karta Dużej Rodziny opracowana przy współudziale Anny Rogut, jak również wspólne działania z początkującą radną Agnieszką Jęsiek. Nie chcę podejmować decyzji bez konsultacji z radnymi, ale jednocześnie chciałbym mieć przekonanie, że ich opinie wyrażają potrzeby mieszkańców, a nie tylko ich własne.
Nie tak łatwo wcielić w życie nośne hasła o otwartości, chęci porozumienia i pracy dla wspólnego dobra?
Prowadzę politykę otwartości: utrzymuję kontakt z ludźmi na Facebooku, odpowiadam na pytania i spotykam się z osobami, które przychodzą do urzędu wprost z ulicy i bez umówienia się. Zależy mi na przejrzystości urzędu, stąd wprowadziłem Centralny Rejestr Umów, w którym można sprawdzić z kim, za ile i w jakim celu zawieram umowy. Zapowiadam też budżet obywatelski, by to mieszkańcy decydowali o tym, co ma być w mieście zrobione. Uważam, że mamy pewien kryzys samorządności i społeczeństwo zbyt dalekie jest od współdecydowania. Zabiegam o to, by to zmienić. Jestem nowoczesnym burmistrzem, taki ma być też magistrat i miasto. Stąd dążenie do cyfryzacji urzędu, by obywatele jak najwięcej spraw mogli załatwić przez internet. Nie ma innej drogi.
Co Pan widzi w lustrze, gdy wstaje Pan rano?
Uśmiech, bo moją naczelną zasadą jest to, że burmistrzem się bywa. Chciałem być burmistrzem, by zmieniać Złotów, w którym coraz bardziej się zakochuję i robię to każdego dnia. Poza tym widzę w lustrze swoje czyste sumienie. Decyzje, które podejmuję każdego dnia nie mogą go zabrudzić.
Mówi Pan: słuchaj, Adam, dziś dołożysz kolejną cegiełkę do zmian w tym mieście?
Dokładnie tak. Codziennie myślę o tym, co mogę zrobić, by było tu lepiej. Dlatego w realizacji inwestycji za najważniejsze uważam kierowanie się zasadą gospodarności i zdrowego rozsądku, a nie ścisłe trzymanie się harmonogramu zadań. Ponadto, codziennością jest dużo prozaicznej urzędniczej ale i koniecznej pracy, ale gdy się z nią uporam mam czas na pracę wizjonerską. To są najlepsze momenty. Proszę wówczas do siebie któregoś z urzędników i rozmawiamy o zmianach w mieście. Chcę, by moi pracownicy wyczuli, w którą stronę zmierzam. To jest sprawna załoga, a ja jestem jej nowym sternikiem i musimy się zgrać, by płynąć w jednym kierunku.
W rogu tego lustra przestał już czaić się cień Stanisława Wełniaka?
Nigdy go tam nie było. Choć przyznam, że poprzednik zostawił po sobie kilka niezałatwionych spraw, jak choćby temat budowy zakładu przerobu odpadów. Brakowało podstawowej wiedzy o tej instalacji, a ludzie domagali się odpowiedzi na bardzo ważne i sensowne pytania. Ten przykład dał mi także do zrozumienia, jak aktywni potrafią być złotowianie. Uświadomiłem sobie, że stale trzeba mieć się na baczności. Dlatego tak szeroko konsultuję swoje pomysły.
W sytuacjach, w których ktoś powołuje się na to, co obowiązywało za czasów poprzedniego burmistrza, reaguje Pan nerwowo.
Tak, bo w pierwszym okresie mojego urzędowania drzwi tutaj się nie zamykały przez niedokończone sprawy z przeszłości. Staraliśmy się je załatwić „od ręki”. Były też sprawy, w których przyjęto rozwiązania nie do końca zgodne z obowiązującymi procedurami i ja to muszę teraz odkręcać.
Łatwiej byłoby Panu zrzucić ten ciężar, gdyby wytknął Pan błędy poprzednika. Wielu samorządowców tak robi rękami komisji, audytorów, czy prokuratorów.
Być może…
Jakby Pan określił styl zarządzania miastem, który Pan przyjął?
To styl ciągłego kontaktu, by moja wizja Złotowa nie rozeszła się z oczekiwaniami mieszkańców. Chcę wspierać przedsiębiorczość, rozwijać turystykę i kulturę, ze stworzeniem domu kultury na czele. Nie ma on liczyć 10 czy 15 osób, ale uważam że powinien powrócić. Zarządzam tym miastem z punktu widzenia jego wielkiego zwolennika i na pewno nie będę walić pięścią w stół, a jedynie przekonywać swoim zaangażowaniem.
Najcenniejszymi efektami zmiany tego kierunku są...
Dla mnie to okazja do samorealizacji i sprawdzenia w praktyce mojej wizji funkcjonowania miasta. Spójrzmy na Euro Eco Festival: impreza z dużym zaangażowaniem zwykłych ludzi i organizacji udała się znakomicie.
Po tych ośmiu miesiącach musiał Pan zrezygnować z części marzeń dotyczących zmian w Złotowie? Życie często brutalnie weryfikuje ambitne plany teoretyków, którym to był Pan jesienią ubiegłego roku.
Pewne rzeczy musiałem wyciszyć i na razie o nich nie mówić. Pewne pomysły muszę dawkować, ale czuję, że się rozkręcam. Rozpędzam tę miejską lokomotywę i choć początek był ciężki, to jak się rozbuja, to trudno będzie ją zatrzymać. Tak będzie z tym miastem i jego rozwojem. W tej lokomotywie jest miejsce dla wielu kół, a kierunek, w jakim pojedziemy ma być decyzją nas wszystkich.
To grozi wykolejeniem...
Chce Pan sprowadzić sprawę do tego, że nie potrafię podejmować decyzji? To nie to. Działając w organizacjach pozarządowych nauczyłem się współpracy i elastyczności. Nie można ślepo trzymać się dyktatorskiego kierunku, bo można oderwać się od rzeczywistości. Ludzie mnie wybrali, bo pokładają we mnie nadzieje. Uznali, że moje pomysły będą dla miasta dobre.
Polityczne powiedzenie głosi, że pierwszego dnia po wyborach rozpoczyna się kampania przed kolejnymi. Zrobił Pan krok w kierunku wygrania wyborów w 2018 roku?
Od 9 grudnia robię to, co zapowiadałem. Nie myślę jednak o tym, jak polukrować swoje działania, by potem wygrać wybory. Każdy mój dzień jest oceniany, nie jest to łatwe, ale z dumą staram się sprostać temu zadaniu. Jeżeli to się nie obroni, to trudno. Sam jestem ciekaw oceny, jaką otrzymam za trzy lata.
Jaki będzie wówczas Złotów?
Estetycznie co najmniej na takim samym poziomie jak jest obecnie, ale ożywiony w innych sferach, choćby kulturalnie. Kupujemy imprezy za duże pieniądze, a niewielki jest w nich udział lokalnych artystów. Nie ma budżetu obywatelskiego, ani współdecydowania. Są ulice i place zabaw często niespełniające oczekiwań ludzi. Chciałbym, by w 2018 roku ludzie mieli poczucie, że mają realny wpływ na to, co dzieje się w Złotowie.
A jaki będzie wówczas Adam Pulit?
Mam nadzieję, że taki jak dziś. Wciąż wierzący w swoje idee i uśmiechający się do siebie w lustrze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze