Z takim apelem do władz gminy Łobżenica zwrócił się Roman Jopek
Ostatnie obrady Rady Miejskiej w Łobżenicy zakończyły się ostrą wymianą zdań pomiędzy właścicielem firmy ZULiT Romanem Jopkiem a burmistrzem Piotrem Łososiem. Przedsiębiorca i sołtys Witrogoszczy Koloni miał uwagi do działań miejscowego urzędu, które od jakiegoś czasu mają dotyczyć jego firmy.
– Miano mi niwelować grunt pod fotowoltaikę. Paru bandytów wykorzystało okazję, gdy byłem w szpitalu i przywiozło na mój teren śmieci. Ogrodziłem ten teren, całe 10,5 hektara. Ja tego dopilnuję. Sprawa jest w toku i to będzie uprzątnięte, ale przez to jestem nękany przez urząd – rozpoczął R. Jopek. Wskazywał, że jedna z urzędniczek łobżenickiego magistratu miała się wobec niego zachowywać niekulturalnie, wkraczając na jego posesję.
– Pani przyszła z policją. To jest nękanie człowieka. Prawie 40 lat jestem na prywatnej działalności. Daję pracę stu ludziom, płacę w tej gminie podatki i o nic nie proszę. W koronawirusie zatrudniłem kolejnych pięć osób. Śmieci są też na gminnym gruncie. Cała tablica Mendelejewa – mówił Roman Jopek i przekazał radnym zbiór zdjęć wykonanych, jak wskazywał, na gminnych działkach, niedaleko jego nieruchomości. Dodał również, że przeszkadzano mu, gdy jego pracownicy wykonywali zabiegi fitosanitarne na lipach w Liszkowie.
– Napisano do mnie pismo jak do debila. Przecież znam się na tej robocie. Robię dobrą robotę w terenie, za co mam stosy podziękowań i słów uznania. Przywożę do tej gminy pieniądze z innych terenów. W naszej gminie w niczym nie startuję. Jeżeli nie chce Pan pomagać, to niech Pan nie przeszkadza – mówił do burmistrza Roman Jopek. Wypomniał też trudności, jakie urząd w Łobżenicy miał mu czynić przy budowie farmy fotowoltaicznej.
– Pewnie pojawiła się zagwostka, co ten Jopek jeszcze wymyśli. Otóż nie będę dymił z kominów, tylko grzał swoje budynki własną energią. Kupiłem opuszczony PGR, gdzie wszystko było rozkradzione, gdzie na dachach rosły drzewa. Proszę zobaczyć, jak to teraz wygląda, jak to funkcjonuje. Nie nękajcie zmęczonego człowieka, który swoje życie poświęcił dla innych – wskazywał Roman Jopek. Nawiązał także do drogi z Łobżenicy do Kościerzyna Małego. Jego zdaniem trakt nie został wykonany prawidłowo i nie powinien być zalewany asfaltem, co gmina ma w planach. Roman Jopek sugerował, że chętnie sfinansuje ekspertyzę, by udowodnić, że droga nie trzyma wymaganych parametrów.
– Zrobiłem bardzo wiele dróg, potrafię to ocenić – skwitował.
– Pana wystąpienie było bardzo emocjonalne – rozpoczął, odpowiadając, burmistrz Piotr Łosoś. Wskazał, że wrażenie, iż Romanowi Jopkowi i jego firmie są rzucane kłody pod nogi, jest mylne.
– Czy na któryś wniosek o odroczenie czy przełożenie należności finansowych wobec gminy odpowiedzieliśmy Panu negatywnie? – pytał P. Łosoś. Roman Jopek przyznał, że nie.
– Trzymajmy się więc prawdy – mówił P. Łosoś.
– To mi się należy jak psu zupa – ripostował Roman Jopek.
– Sytuacja ze śmieciami, o której Pan mówi, wiązała się z wykonywaniem czynności wynikających z gospodarki śmieciowej i ochrony środowiska. Wiemy, że pojawił się problem, w związku z czym wykonywaliśmy polecenia Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Jeżeli nasz pracownik zachowywał się niewłaściwie, coś nie tak powiedział, zachował się i to Pana poirytowało, jeżeli tak było, to przepraszam. Nie ma nieżyczliwości. Sami mamy nie raz problem, jak z tego wyjść, by Panu nie zaszkodzić. Nie jest dla mnie pozytywne, że narobilibyśmy Panu problemów i ludzie straciliby prace. Mam do Pana osobisty szacunek jako do przedsiębiorcy. Wiem, w jakich warunkach Pan pracuje i to nie jest łatwe. Musi Pan też zrozumieć nas. My na interwencję mamy obowiązek zareagować, czegokolwiek by ona nie dotyczyła. Chcę być w tym uczciwy. Nie ma żadnej złej woli. Wręcz przeciwnie. Zrobiliśmy wiele, żeby Panu pomóc w tej trudnej sprawie – wyjaśniał P. Łosoś. Nawiązał tym samym do sprawy lip. Uwagi, że nie powinny być przycinane w okresie kwitnienia, mieli zgłosić okoliczni pszczelarze. Burmistrz wskazał też, że przetarg na wykonanie asfaltu będzie ogłoszony 6 lipca.
– Nie, nie, nie. To trzeba sprawdzić. Zapłacę za to. Jak ja robiłem drogi, było sprawdzane po cztery razy – mówił Roman Jopek.
– Wiem, mam Pana pismo w tej sprawie – wskazywał Piotr Łosoś.
– Nie odpuszczę. Państwo radni, nie po to wydajemy gminne pieniądze, żeby nie było tego, co powinno być. Tam się droga rozjechała, tam nie ma podbudowy. Tam rowów nie ma. Nowa droga 1,3 mln zł! – mówił R. Jopek.
– Jeżeli mówi Pan, że nie odpuści, to sprawa się wyjaśni – ripostował P. Łosoś.
– Kiedy radni pójdą ze mną i weźmiemy neutralnego fachowca? – pytał R. Jopek.
– Niech Pan to robi na własną rękę – odparł P. Łosoś.
– Mogę? Nie odpuszczę. To są gminne pieniądze, to też mój kawałek naszej ojczyzny. Żeby moim dużym autem nie można było przejechać? Przecież ta droga się rozwala, panie burmistrzu, a Pan chce ją asfaltem przykryć? To sobie Pan wtedy dopiero narobi – dodał Roman Jopek.
– Niech mnie Pan odda do prokuratury – odpowiedział P. Łosoś. Dyskusję wytonował Antoni Kapeja, przewodniczący Rady Miejskiej w Łobżenicy.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niech ten pan przypomni sobie jak umarzali mu podatek w latach poprzednich, teraz jest źle? Coś tu śmierdzi panie J.
wszytko co robione to do poprawki np drogi mosty...
poprzednik lepiej robił ?
A może najpierw sprawdźmy projekt a później zapytajmy gdzie był inspektor nadzoru.
Niech ten pan przypomni sobie jak umarzali mu podatek w latach poprzednich, teraz jest źle? Coś tu śmierdzi panie J.
wszytko co robione to do poprawki np drogi mosty...
poprzednik lepiej robił ?